Łukasz Żebrowski: Nie żałuję przeprowadzki do Torunia fot. Radek Kiler

Łukasz Żebrowski: Nie żałuję przeprowadzki do Torunia

Obecny sezon dla torunian wygląda niemal idealnie, oprócz wpadki w meczu z Cleareksem i ostatniej z MOKS-em, podopieczni Łukasza Żebrowskiego, reprezentują wysoką formę, co przyniosło efekt w postaci pierwszego miejsca w ligowej tabeli. Jak na to wszystko zapatruje się sam szkoleniowiec Pomarańczowo-Czarnych?

 

Futsal-Polska: Trenerze, gdybyśmy rozmawiali trzy miesiące temu i powiedziałbym panu, że FC Toruń na półmetku sezonu będzie liderem ekstraklasy, uwierzyłby pan?
Łukasz Żebrowski: Na pewno walka o czołowe lokaty była celem przed sezonem. Oczywiście, to pierwsze miejsce jest na plus, ale nie uważam, że jest to coś, co mogłoby być dla nas tylko w zasięgu marzeń, nieosiągalne. Sytuacja jest wyjątkowo dobra, w lidze pokazaliśmy, że stać nas na to i oby ta sytuacja trwała jak najdłużej. Wiadomo, że jesteśmy uzależnieni od wyników zaległych meczów Rekordu, ale nie możemy patrzeć na innych, tylko grać to, co chcemy. To, co pokazaliśmy do tej pory - czyli pokora, dyscyplina taktyczna i realizacja planów - musimy to kontynuować, żeby pozostać na tym pierwszym miejscu na dłużej.




Pojawiają się myśli, że można realnie powalczyć z bielszczanami i na tym pierwszy miejscu zostać do końca sezonu?
Realne myśli to są te rzeczy, o których cały czas mówię. Moim zadaniem, oprócz tego, żeby utrzymać formę sportową jak najdłużej, jest również, to żeby utrzymać zespół w ryzach psychicznych. Sprawić, żeby zespół cały czas cieszył się tą pozycją w tabeli i żeby ona motywowała nas do tego, by być na tym miejscu jak najdłużej. Od zawsze uważam, że trzeba wykonywać kolejne kroki i jeżeli sytuacja będzie dla nas korzystna, jeżeli będziemy punktować z taką częstotliwością, jak dotychczas, to na pewno otworzy się dla nas furtka do walki o najwyższy cel w Polsce.

Mówi pan o psychice swoich zawodników - nie boi się trener, że każdym zwycięstwem drużyna wsiada na coraz wyższego konia i gdy w końcu ta porażka przyjdzie, to odbije się to negatywnie na zawodnikach?
Największa w tym wszystkim jest moja rola. Jeżeli ja będę stąpał twardo po ziemi i będę zespołowi cały czas podkreślał tę sytuację, jak wiele czynników wpływa na to, że jesteśmy na szczycie, to myślę, że nawet porażka, która powinna prędzej lub później się zdarzyć (albo wcale), nie może spowodować znacznego regresu w drużynie. Porażka jest naturalną koleją rzeczy w sporcie i dlatego po przegranej trzeba zapomnieć o tym jak najszybciej i zrobić wszystko, by powrócić do miejsca sprzed niej.

12/16 mówi to coś trenerowi? Jest to ilość zawodników pana drużyny, którzy pochodzą z Torunia lub jego okolic. Według pana, zespół z Grodu Kopernika stać na sukces przy oparciu gry na lokalnych zawodnikach?
Myślę, że tak. W szatni mamy połączenie lokalnych zawodników z graczami z „zewnątrz”. Ale trudno też mówić o takich zawodnikach jak Elsner, Mikołajewicz czy też Mrówczyński czy Spychalski, jako o graczach lokalnych. Są to zawodnicy rozpoznawalni w całym kraju. Gdy dołożymy do tego takie nazwiska jak Tomek Kriezel, który w FC wykonuje nieocenioną robotę, czy Michał Wojciechowski, który w Toruniu już spędził tyle lat, że możemy go zaliczać do lokalnych zawodników, to możemy walczyć o każdy cel. I - co najważniejsze - wciąż możemy zaliczać progres u zawodników.

No właśnie, Remigiusz Spychalski od początku sezonu prezentuje się z bardzo dobrej strony. Wydawać się może, że trener znalazł pomysł na niego, co wcześniej nie udawało się trenerowi Hirschowi i panu w poprzednim sezonie.
Remek już w zeszłym sezonie zaliczał postępy, obserwował kolegów i wyciągał z tego wnioski. Lepszą grę przeplatał ze słabszy występami, ale w kilku momentach pokazał, że może być kluczową postacią FC. Mi osobiście bardzo zależało, żeby został z nami na ten sezon. Uważałem i nadal tak myślę, że wokół niego można zbudować coś fajnego i stać go jeszcze na większy progres. Remek dysponuje fajną techniką użytkową, jest to zawodnik ułożony motorycznie, bo to, że ma dobry strzał, było wiadomo już wcześniej. Dzisiaj porusza się dużo swobodniej w warunkach futsalowych i to procentuje. To co warte podkreślenia to fakt, że Spychalski od początku okresu przygotowawczego trzyma wysoką równą formę. Jednak te wszystkie pozytywne słowa na jego temat nie mogą spowodować tego, że Remek nagle przestanie się starać. Ma on jeszcze dużą rezerwę i stać go na dużo więcej.

Można powiedzieć, że przez ten ponad rok od kiedy trener tu jest, Toruń zakochał się w Łukaszu Żebrowskim. A czy Łukasz Żebrowski zakochał się w Toruniu?
Nie żałuję przeprowadzki do Torunia i uważam, że to był kolejny dobry krok w mojej karierze trenerskiej. W tym mieście jest ogromny potencjał, jeśli chodzi o futsal, mnóstwo osób uprawia tutaj tę dyscyplinę, są prężnie działające ligi środowiskowe. Mam nadzieje, że w przypadku mojej dalszej pracy w Toruniu, będziemy coraz więcej perełek wyławiać do naszego zespołu.

Jest to pana piąty sezon jako szkoleniowca. Czy gdyby dzisiaj zadzwonił Janusz Szymura albo przyszła oferta z zagranicy, czułby się trener na siłach? Czy może zawahanie by się pojawiło?
Na pewno nie boję się wyzwań. Każdą propozycję bym rozważył, ale myślę, że o strachu tu raczej nie ma mowy. Oczywiście trzeba powiedzieć jasno, że jako trener jeszcze muszę się dużo nauczyć, ale każdy, kto się nie uczy, nie rozwija, to się cofa. Jestem w takim momencie odkrywania pewnych rzeczy, mam w sobie chęć dalszego rozwijania i wiem, że w moim warsztacie wiele rzeczy trzeba dopracować. Dopóki będę w ten sposób myślał, to będę się dalej rozwijał, a jeżeli stanęłoby przede mną wyzwanie w postaci pracy w dużym klubie futsalowym, to myślę, że bym się tego nie bał.





W tym sezonie ekstraklasy nie dzielimy punktów po rundzie zasadniczej. To lepsze rozwiązanie?
Taka formuła została przyjęta i myślę, że w kontekście takiej struktury ligi jest ona dobra. Natomiast ogranicza ona w zespołach szukanie nowych rozwiązań, wprowadzanie nowych, niesprawdzonych elementów do gry, ponieważ bardzo ważne jest regularne łapanie punktów i to też może krzyżować plany, choćby wprowadzenie młodych zawodników. Ja byłem, jestem i będę zwolennikiem systemu play-off w naszej lidze.

W przyszłym sezonie w ekstraklasie zobaczymy 14 zamiast 12 zespołów. Będzie to wzmocnienie najwyższej klasy rozgrywkowej czy bardziej osłabienie I ligi?
Szczerze mówiąc nie zastanawiałem się jeszcze nad przyszłym sezonem. Myślę jednak, że jeśli to będzie 14 zespołów przygotowanych do warunków ekstraklasowych - i nie chodzi mi tu o aspekt sportowy - to może być dobre dla ligi. A czy będzie nas w ekstraklasie stać na 14 zespołów, które będą w stanie podołać sportowo i organizacyjnie, to pokaże czas.

W swoim zespole ma pan Krzysztofa Elsnera i Marcina Tokarskiego; pierwszy został wicemistrzem świata w minifutbolu, a drugi wygrał Ligę Mistrzów w tej odmianie piłki. Jak trener się zapatruje na piłkę sześcioosobową i czy może to być np. element rozwoju zawodnika futsalowego? W końcu pozwala pan tym zawodnikom na występy w tych rozgrywkach w trakcie sezonu.
Gdy Marcin Tokarski do nas przychodził, miał zapewnienie, że będzie mógł wystartować w Lidze Mistrzów, żeby mógł tę swoją przygodę dokończyć. Natomiast jeśli chodzi o Krzysia, dla niego zawsze marzeniem było pojechanie na taką imprezę i dlatego zgodziłem się na jego udział w mistrzostwach. Generalnie minifutbol traktuję jako dodatek i uważam, że w kontekście dalszego rozwoju drużyny i dalszej profesjonalizacji naszych działań nie będę chciał, by moi zawodnicy brali udział w tego typu rozgrywkach w trakcie sezonu. Głównie obawiam się urazów i niepotrzebnych kontuzji, które zaburzą działanie drużyny. Jednak uważam, że w przerwach, gdy nie ma sezonu, jako sport uzupełniający jak najbardziej można się pojawić na miniboisku. Ale jeśli chcemy być profesjonalni to powinniśmy się skupić na przygotowaniu i grze tylko w futsal.

Oprócz zespołu w ekstraklasie, prowadzi pan również kadrę młodzieżową. Jakie plany przed eliminacjami do Mistrzostw Europy?
Na pewno intensywny czas przed nami, ale tego należy się tylko cieszyć, bo to fantastycznie, że w kalendarzu UEFA znalazło się miejsce na młodzieżowe Euro w futsalu. W najbliższym czasie z kadrą spotkam się na zgrupowaniu w Bochni 16-22 grudnia, tuż po zakończonych finałach Młodzieżowych Mistrzostw Polski do lat 20. Udało się zorganizować sparingpartnera na dwumecz - 19 i 21 grudnia zagramy z Białorusią. W lutym planujemy spotkać się kolejnym zgrupowaniu, na którym chcielibyśmy zagrać z drużyną o profilu jak najbardziej zbliżonym do Francji, naszych grupowych rywali. Fajnie by było, jakby udało się zagrać z Holendrami albo Belgami, ale tu negocjację trwają. Później w marcu czekają nas eliminacje, a reszta roku zależy od tego, co uda nam się osiągnąć w tym pierwszym kwartale.

Chciałby trener jeszcze w przyszłości poprowadzić zespół „Zero-Czwórki”? Czy temat Pogoni  jest zamknięty?
Nie mam w swoim życiu rozdziałów, które zamykam, nie palę za sobą mostów ani nie zamykam za sobą całkowicie drzwi, jeśli nie ma takiej potrzeby. "Nigdy nie mów nigdy". Wiadomo, Pogoń w moim sercu zajmuje szczególne miejsce, zresztą czasami jesteśmy w kontakcie z działaczami; jeżeli tylko mogę, to staram się pomóc radą, przyglądam się temu z bliska i cieszą mnie chociażby takie inicjatywy jak ostatnio, gdy podczas meczu z Red Devils była pełna hala. Spotkanie mogło się kibicom podobać i oby jak najwięcej z nich ponownie przyszło na mecz futsalowy. Jak mówię, temat mojego powrotu do Pogoni nie jest zamknięty, ale na dzień dzisiejszy nie istnieje.

Rozmawiał Filip Janowski