Henry Hatakeyama: W Polsce inaczej niż na Słowacji - nie ma meczu, w którym moglibyśmy choć na chwilę odpuścić fot. Jarosław Frąckowiak

Henry Hatakeyama: W Polsce inaczej niż na Słowacji - nie ma meczu, w którym moglibyśmy choć na chwilę odpuścić

– W Brazylii to marzenie siedmiu na dziesięciu dzieciaków. Ze mną nie było inaczej – myślałem o karierze sportowej od małego – opowiada Henry Hatakeyama, który przed sezonem dołączył do KS Acany Orła Jelcz-Laskowice. W dziesięciu rozegranych spotkaniach ligowych Brazylijczyk zdobył cztery bramki.



Futsal-Polska.pl: Celujecie w pierwszą szóstkę, a rundę jesienną kończycie na trzecim miejscu – w dodatku niewiele brakowało, by zostać wiceliderem. Często zdarzały ci się w karierze takie przyjemne niespodzianki?

Henry Hatakeyama: Występowałem w Brazylii w zespołach niebędących faworytami, a dzięki ciężkiej pracy i poświęceniu osiągaliśmy postawione cele. Jeden z klubów, Itararé, był praktycznie nowy, niezbyt znany, a udało nam się zwyciężyć w Pucharze São Paulo. Orzeł też jest nową drużyną, dlatego nie ma wobec nas dużych oczekiwań w pierwszym sezonie. Mam nadzieję, że będziemy mogli dalej podążać wypracowaną ścieżką.

Zacząłeś grać w futsal w Brazylii w wieku kilku lat. Kiedy przestałeś traktować go jako zabawę, sposób na spędzenie czasu ze znajomymi, a zacząłeś myśleć o sporcie jako o swojej przyszłości zawodowej?

W Brazylii to marzenie siedmiu na dziesięciu dzieciaków. Ze mną nie było inaczej – myślałem o karierze sportowej od małego. Jednak dopiero w wieku siedemnastu lat, gdy podpisałem pierwszy profesjonalny kontrakt, zobaczyłem, że to możliwe. Trafiłem do National Athletic Club w São Paulo. W debiutanckim sezonie nie występowałem często, jednak sam kontrakt i uczestnictwo w atmosferze spotkań było dla mnie bardzo ważne.

Grałeś zawodowo na trawie przez siedem lat, a jednak wróciłeś w wieku 24 lat do futsalu. Zarobki w obu dyscyplinach się nieporównywalne. Pasja jest dla ciebie aż tak ważna?

Oglądalność piłki nożnej jest znacznie wyższa od futsalu. Nasza dyscyplina bardzo się rozwinęła i mamy wielu kibiców, ale w piłkę nożną wciąż inwestuje się znacząco więcej pieniędzy. Jednak musimy dążyć do tego, co lubimy robić, a futsal od zawsze był moją pasją. To sport, który trenowałem od piątego czy szóstego roku życia. 

Skończyłeś w maju trzydzieści lat. Do tego czasu występowałeś w Brazylii (Atlética Banco do Brasil i Circulo Militar), Rosji (Avtodor Smoleńsk), Portugalii (Deportivo das Aves oraz Rio Ave), a nawet na Słowacji (Wild Boys). To zupełnie inne środowiska futsalowe. Jakie są różnice pomiędzy tymi ligami, a co mają wspólnego?

Występy w tych krajach były dla mnie bardzo cennym doświadczeniem. Właściwie w każdym można dostrzec jakieś różnice. W Brazylii zawodnicy stawiają na technikę, tamtejsza liga jest bardzo mocna. Równie wysoki poziom jest w Portugalii i w Rosji. Słowacja mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się, że trafię tam na tak dobre zespoły. Gra w tamtejszej lidze naprawdę sprawiała mi frajdę.

Przed przejściem do ekstraklasy wiedziałem, że to mocno obsadzone rozgrywki. Zdziwiła mnie jednak równowaga - wszystkie drużyny są dobre i mają w swoich szeregach solidnych zawodników. Nie ma meczu, w którym moglibyśmy choć na chwilę odpuścić, zrelaksować się. Wszystkie spotkania były dla nas naprawdę trudne i za to cenię polską ekstraklasę. Na przykład na Słowacji na najwyższym poziomie rywalizowały tylko trzy-cztery zespoły. Reszta była daleko w tyle.

Od pół roku przyszło ci zwiedzać piąty kraj – Polskę. Za każdym razem ograniczasz się raczej do miejsca, w którym trenujesz i grasz, czy jednak starasz się poznać inną kulturę, kuchnię, podejście do życia?

Zawsze staram się poznać i w maksymalnym stopniu cieszyć się krajem, w którym przebywam. Pokonać przeciwności, którym muszę sprostać jako ktoś nowy w danej kulturze. W Polsce cierpię trochę z powodu zimna, jako Brazylijczyk nigdy nie przywyknę do panującego tu klimatu. Ale poza tym jest coraz lepiej. Jedzenie jest dobre, szczególnie lubię pierogi. Miasta, które dotychczas zwiedziłem, również bardzo mi się podobały. A jeśli chodzi o styl życia, to dla mnie nie ma wielkich różnic. Zwykle dużo trenuję, a dni wolne poświęcam na odpoczynek.




Na polskich parkietach rywalizujesz dopiero od kilku miesięcy, ale zdążyłeś już zmierzyć się z większością zespołów (z jednego meczu wykluczyła cię kontuzja). Jak prezentuje się polska ekstraklasa na tle lig, w których grałeś?

Przeciwko Gatcie nie zagrałem w lidze z powodu kontuzji, ale zmierzyliśmy się w wygranym towarzyskim meczu w trakcie przygotowań. Ekstraklasa ma przede wszystkim świetną równowagę – nigdy nie wiadomo, kto wygra. We wszystkich spotkaniach wiele wycierpieliśmy. Grają tu dobre zespoły i zawodnicy, co tylko podnosi poziom rozgrywek i dodaje znaczenia temu, co udało nam się w pierwszej rundzie osiągnąć.

W wywiadzie na klubowej stronie stwierdziłeś, iż jedną z waszych mocnych stron jest to, że jako zespół jesteście ze sobą bardzo blisko. A Orła tworzą przecież w tym sezonie w większości nowi zawodnicy z aż siedmiu krajów. Występowałeś w przeszłości w tak międzynarodowych zespołach?

Tutaj jest inaczej. W moich poprzednich klubach nie było tak wielu obcokrajowców – zazwyczaj ja i ewentualnie jeszcze jedna osoba. W Portugalii występowała ze mną dwójka Brazylijczyków, ale wszyscy mówimy po portugalsku, więc było o wiele łatwiej niż teraz. W Orle porozumiewamy się w językach hiszpańskim, angielskim oraz portugalskim. Próbuję też używać polskich słów, ale to strasznie trudne. To jednak dla mnie bardzo dobre i przyjemne doświadczenie. Członkowie zespołu są nie tylko świetnymi sportowcami, ale też wspaniałymi ludźmi.

Ze względu na trzecią pozycję w tabeli możecie spędzać święta w naprawdę dobrych nastrojach. Przyzwyczaiłeś się już do celebrowania poza domem, czy zawsze wracałeś do Brazylii i tak będzie też w tym roku?

Trudno się do tego przyzwyczaić. Niestety, to nie będzie pierwszy raz, więc wiem już, jak złe jest to dla mnie. Spędzanie świąt Bożego Narodzenia z dala od mojej rodziny i przyjaciół naprawdę nie jest łatwe. Jednak od zawsze chciałem takiego życia, więc muszę znieść pewne niedogodności. Święta bez bliskich to jedna z nich.

Z czym kojarzy ci się Boże Narodzenie i jak spędzacie je w Brazylii, bo na pewno słyszałeś już coś o świętach w Polsce?

Nadal nie mam pojęcia, jak to jest w Polsce, ale wiem, że ludzie tu powinni dużo jeść, tak samo jak w Brazylii (śmiech). W moim kraju zwykle chętnie spożywamy świąteczne przyprawy i przebywamy z ludźmi, których lubimy. Boże Narodzenie skupia całą rodzinę i przyjaciół. Cieszymy się tą chwilę wspólnie z osobami, które są dla nas ważne.

A po świętach czas wrócić do gry. Jak bardzo jesteś w stanie rozwinąć się jeszcze w Orle przez resztę sezonu, a jak może zmienić się cały zespół?

Wciąż jesteśmy w stanie pracować nad ustawieniem, strategią. Te elementy stają się lepsze wraz z treningami i meczami. Indywidualnie też mogę się dalej doskonalić. W coraz większym stopniu dostosowuję się do rozgrywek. W Polsce gra się o wiele bardziej fizycznie, niż przykładowo w Brazylii.

Myślisz, że możesz zostać w Polsce jeszcze kilka lat? Czy zamierzasz jeszcze zagrać w jakimś kraju albo od razu wrócić na ostatnie lata kariery do Brazylii?

Mogę zostać w Polsce jeszcze przez lata. Zobaczymy, jak zakończy się sezon. Jeśli będę miał możliwość kontynuowania tego, co zacząłem, to nie mam z tym żadnego problemu. Nie myślę jeszcze o tym, czy chcę zakończyć karierę w Brazylii. Zostawiam wszystko w rękach Boga i idę do przodu krok po kroku.

Rozmawiał Mariusz Bartodziej