Jakub Budych: Moim zadaniem nie jest dorównywanie komuś, tylko przeskakiwanie samego siebie fot. Robert Poczekaj (wirtualnepniewy.pl)

Jakub Budych: Moim zadaniem nie jest dorównywanie komuś, tylko przeskakiwanie samego siebie

Po pierwszej rundzie Red Dragons obok FC Toruń straciło najmniej bramek w lidze. Duża w tym zasługa całej gry obronnej pniewian, na czele z bramkarzem Jakubem Budychem. Z golkiperem "Czerwonych Smoków" rozmawialiśmy między innymi o jego początkach z futsalem, o jego systematycznym przebijaniu się od roli trzeciego bramkarza aż do "jedynki", o pomocy ze strony Macieja Foltyna oraz o obecnym sezonie w wykonaniu jego zespołu.

Futsal Polska: Zaczynałeś od trawiastej drużyny Sokoła Pniewy, jednak z czasem z "dużej" piłki przeniosłeś się do futsalu. Co było powodem tej zmiany?

Jakub Budych: Na pierwszy trening do Sokoła poszedłem w 2002 roku. Przeszedłem tam przez wszystkie drużyny młodzieżowe, aż do drużyny seniorów. Przez te wszystkie lata najbardziej rzucały mi się w oczy brak możliwości rozwoju i bardzo słaba organizacja klubu. W innych klubach trawiastych w niższych ligach niestety wyglądało to podobnie. Red Dragons przeciwnie, od początku wyglądali na klub, który jest właściwie prowadzony, przede wszystkim oparty na zawodnikach z Pniew i ukierunkowany na rozwój tych zawodników. Właśnie to było głównym powodem mojego przejścia do hali.

Jak wyglądały twoje początki z futsalem? Kto ci pomagał na początku kariery?

Decyzję o dołączeniu do Red Dragons podjąłem wspólnie z Adrianem Skrzypkiem i pewnie gdyby nie on, to do tej pory grałbym na dużym boisku. Gra w hali bardzo różni się od gry na trawie. Zwłaszcza dla bramkarza nie jest to łatwa zmiana. Miałem to szczęście, że w Red Dragons był Maciej Foltyn, który również miał za sobą taką zmianę i od samego początku to właśnie on mi bardzo pomagał. Można powiedzieć, że to Maciej nauczył mnie jak grać w hali.

Dość długo byłeś drugim bramkarzem Red Dragons. Jak to jest siedzieć na ławce rezerwowych przez wiele spotkań i wejść w przypadku kontuzji pierwszego bramkarza albo czerwonej kartki? Słyszę wiele opinii, że drugi bramkarz musi być niezwykle silny psychicznie, żeby nie "spalić się" w meczach, w których nagle musi wejść do bramki.

Początkowo przez kilka lat byłem nawet trzecim bramkarzem, co dało mi czas na naukę techniki i przygotowanie się do gry. Gdy w sezonie 2016/17 awansowałem na pozycję drugiego bramkarza, poczułem tylko dodatkowy bodziec do cięższej pracy. Od drugiego bramkarza wymaga się zawsze maksymalnego zaangażowania na treningu, aby był zawsze gotowy do wejścia na boisko. Były momenty, w których brakowało mi motywacji do pracy, bo wiedziałem, że co by się nie działo, to Maciej będzie bronił. Ale i tak starałem się dawać z siebie tyle, ile mogłem. U rezerwowego bramkarza ta siła psychiczna moim zdaniem nie objawia się w momencie wejścia w trakcie meczu, tylko właśnie na wszystkich treningach, kiedy ma się świadomość, że się nie zagra. To właśnie wtedy trzeba dawać z siebie jak najwięcej, żeby być gotowym do nagłego wejścia na boisko.

Twój pierwszy występ w ekstraklasie to sezon 2015/16, kiedy wszedłeś w meczu przeciwko  Nbitowi Gliwice w ostatniej kolejce, ale był to zaledwie krótki, trzyminutowy akcent. Więcej szans dostawałeś w końcówce sezonu 2016/17. Czy czułeś, że jeżeli Maciej Foltyn odejdzie, to trener Łukasz Frajtag postawi na ciebie od początku następnego sezonu?

O odejściu Macieja dowiedziałem się niedługo przed końcem sezonu. Wiedziałem, że może być tak, że to ja zostanę pierwszym bramkarzem, ale słyszałem też głosy o próbie sprowadzenia zawodnika z większym doświadczeniem. Byłem gotowy na rywalizację z każdym, kto by przyszedł i wiedziałem, że lepszego rywala do gry niż Maciej nie będę miał.

Czy przejście Macieja do Orła Jelcz-Laskowice w jakikolwiek sposób wpłynęło na ciebie? Wspieraliście się w czasach, kiedy występowaliście razem w zespole?

Maciej w Red Dragons oprócz roli pierwszego golkipera pełnił też rolę trenera bramkarzy i to on przygotowywał nas do meczów. Po jego odejściu przejąłem też tę rolę. Żeby lepiej przygotować się do gry, musiałem przede wszystkim lepiej zrozumieć specyfikę mojej pozycji. Nie sztuką jest wykonywanie poszczególnych interwencji, ale świadomość, co sprawia, że dana interwencja jest skuteczna. To prowadzi do powtarzalności i w ostateczności do zwiększenia skuteczności obron. Ważne jest rozumienie, dlaczego przy interwencji należy ustawić każdą część ciała tak a nie inaczej i jaka decyzja będzie najlepsza w danej sytuacji. Dużo czasu poświęciłem na analizę gry różnych bramkarzy z najlepszych lig i zwracałem uwagę na najmniejsze szczegóły - od kwestii związanych z techniką, przez motorykę i taktykę. Dzięki temu bardzo rozwinąłem się jako trener, ale też jako bramkarz. W dalszym ciągu mam bardzo dobry kontakt z Maciejem i często po meczach rozmawiamy o tym, co wyglądało dobrze, a co mamy do poprawy w naszej grze.




Najlepsza dotąd chwila w twojej karierze? Bramka przeciwko Piastowi Gliwice w ostatnich sekundach meczu, która dała zwycięstwo 4:3 w pniewskiej hali?

Nie wiem, czy jest jakaś chwila, którą mógłbym wyróżnić. Wiem, że najlepsze jeszcze przede mną. Wiadomo, że zdobycie zwycięskiej bramki to przyjemne uczucie, ale już w szatni nie zwracałem uwagi na to, że to ja zdobyłem tę bramkę. Liczyło się tylko to, że wygraliśmy. Mam nadzieję, że za kilka lat na takie pytanie będę mógł odpowiedzieć, że najlepszą chwilą było świętowanie mistrzostwa Polski ale wiem, że do tego jeszcze długa droga.

Na co twoim zdaniem realnie stać Red Dragons w obecnym sezonie? Czy trzy nadchodzące mecze wyjazdowe z sąsiadami z ligowej tabeli, czyli Piastem Gliwice, AZS-em UŚ Katowice i Red Devils Chojnice, będą kluczowe i dadzą odpowiedź, o co będziecie walczyć?

Przed sezonem zakładaliśmy walkę o medale, ale po ostatnich gorszych wynikach mamy świadomość, że może być o to bardzo trudno, a nie mieliśmy żadnego planu B. W tym momencie nie uważam, że któryś z tych meczów może dać na coś odpowiedź. Teraz najważniejszy jest najbliższy mecz, a potem kolejny i kolejny. Tylko dobra gra i wyniki mogą dać nam szansę na zbliżenie się do czołówki, ale na jakiekolwiek podsumowania i analizy przyjdzie czas po rundzie rewanżowej. Wtedy będziemy mogli realnie określić, w jakim miejscu się znajdujemy i czy stać nas jeszcze na walkę o coś więcej w grupie mistrzowskiej.

Czy czujesz, że w Pniewach jesteś w cieniu Nicolae Neagu czy Foltyna, którzy przez lata imponowali nie tylko swoimi umiejętnościami bramkarskimi, ale i swoją ekspresją w bramce?

Nicolae i Maciej już od wielu lat są jednymi z najlepszych bramkarzy ligi. Sam długi czas ich obserwowałem, czy to z trybun w czasach Akademii, czy z parkietu w Red Dragons. Nie staram się porównywać do nich, bo wiem, na jakim poziomie są oni, a na jakim ja. Moim zadaniem nie jest dorównywanie komuś, tylko przeskakiwanie samego siebie. Z każdym kolejnym treningiem czy meczem staram się być lepszy i jak najbardziej pomagać drużynie. Może za parę lat, jeżeli ciągle będę się rozwijał, to będzie ktoś, kto pokusi się, żeby postawić mnie w jednej linii z Neagu i Foltynem. Na ten moment staram się skupiać tylko na sobie i drużynie.

Jak ważne dla bramkarza futsalu jest zachowanie czystego konta w meczu?

Wychodząc na mecz nigdy nie myślę o tym, że chcę czy muszę zachować czyste konto. Moim zadaniem jest zagrać tak dobrze, na ile jestem przygotowany. Zamiast skupiać się na ogółach, wolę skupić się na szczegółach, czyli każdej pojedynczej interwencji i wiem, że to przyniesie zamierzony efekt. Stawianie sobie takich celów, jak zachowywanie czystego konta, to według mnie niepotrzebna dodatkowa presja. Może ona spowodować, że jedna wpuszczona bramka przekreśli cały mecz, a przecież stracona bramka nie kończy walki, tylko trzeba dalej być skoncentrowanym i dalej pomagać drużynie.

Zapytałem nie przez przypadek, bo licząc od zeszłego sezonu, kiedy stałeś się pierwszym bramkarzem Red Dragons, twoja drużyna zaliczyła najwięcej czystych kont w tym czasie (6). Później jest Piast (5) i kilka ekip po 3. Duży w tym twój udział, bowiem broniłeś w pięciu spośród tych sześciu meczów.

Zachowanie czystego konta to zasługa całej drużyny. Nie uważam, że tych kilka meczów na "zero z tyłu" to tylko moja zasługa. Bramkarz jest tylko jednym z elementów obrony. Jeżeli koledzy w polu popełnialiby zbyt dużo błędów, to nawet "Francesco Nutella" by nie pomógł. Jeżeli widzę, ile cała drużyna wkłada pracy w grę obronną, to daje mi dodatkową motywację do tego, żeby również im pomagać najlepiej jak umiem/ Dopiero te wszystkie elementy razem mogą doprowadzić do tego, że zachowamy czyste konto.

Czy czujesz, że w Pniewach ludzie żyją futsalem? Jakbyś porównał to z czasami Akademii, która zdobywała mistrzowskie tytuły i obecnie, w czasach Red Dragons?

W czasach Akademii sam byłem kibicem i byłem na każdym meczu. Jednak życie futsalem wtedy kończyło się równo z ostatnim gwizdkiem sędziego. W ciągu tygodnia mało kto interesował się tym, co działo się w klubie, pewnie przez to, że jedynym pniewianinem w drużynie był Maciej Foltyn. Obecnie nasza drużyna składa się w połowie z zawodników pochodzących z Pniew, więc ludzie mogą się bardziej identyfikować z drużyną. Często kiedy któryś z nas wychodzi na miasto, to nawet obce osoby zagadują o ostatnie mecze. Myślę, że teraz też futsal jest trochę bardziej rozpoznawalny. Jest go trochę więcej, np. w internecie, przez co więcej osób może się dowiedzieć, co się dzieje w drużynie i kiedy będzie kolejne spotkanie, co również pomaga w zapełnianiu hali.

Masz pewnie jakieś cele związane z futsalem. Czy liczysz po cichu na występ w kadrze w najbliższym czasie?

Na pewno byłby to sygnał, że to co robię na treningach idzie w dobrą stronę i jest doceniane. Patrząc na niektóre powołania widać, że powoływani nie są zawodnicy z największymi umiejętnościami czy będący w najlepszej formie, a tacy których selekcjoner uważa za przydatnych. W obecnym sezonie moim zdaniem gram na dosyć dobrze i co ważniejsze równo, więc po cichu więc liczę na to, że zostanie to w końcu dostrzeżone przez sztab kadry i takie powołanie kiedyś przyjdzie. Wiem, że jeżeli to się stanie, to sprostam oczekiwaniom.

Gdzie widzisz się za 5-10 lat? Futsal?

Za 10 lat będę żył sobie w ciepłych krajach i spał na milionach zarobionych na futsalu (śmiech). A tak na poważnie, to nie lubię sobie stawiać długoterminowych celów. Wolę się skupić na tym, co jest obecnie i wykonywać jak najlepiej to, co robię w Red Dragons - i jako bramkarz, i jako trener bramkarzy.

Rozmawiał Mateusz Nizio