Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Kiedy zaczynałem dziennikarską przygodę na początku lat dziewięćdziesiątych XX stulecia, zapoznałem się ze słowami Tomasza z Akwinu, które pozwolę sobie z pamięci przekazać. Wyrażają one sens następujący - Boże, uchroń mnie od tego zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Dlatego jako wektor przyjąłem niewypowiadanie się na tematy, o których moja znajomość jest symboliczna.

W sferze sportowej wyznaczyłem sobie dwa działy, które będą marginalne przy pisaniu. Są to sprawy szkoleniowe oraz sędziowskie. Nie znaczy oczywiście, że nie zabierałem, czy nie zabieram głosu w tych tematach. No, bo jak nie odnosić się do poziomu gry, czy sędziowania, będąc przedstawicielem nacji (a przy okazji pismakiem), która z zasady zna się na wszystkim. Ale pisząc, ograniczam się w tej materii tylko do stwierdzeń, że coś było dobre albo zostało zawalone. Bez zbędnego teoretyzowania o szkoleniu, gwizdaniu, czy taktyce. Po latach, kiedy mówiłem o swojej zasadzie jednemu z polskich hierarchów, dopowiedział mi do użytku jeszcze jedno Tomaszowie zdanie, które wskazuje, by nie mieć ochoty prostowania każdemu jego ścieżek. Stąd w felietonach miast walić cepem (jak czyni to wielu, w tym też w futsalu), wybieram nakłuwanie szpilką.



Clearex Chorzów po dekadzie posuchy wywalczył krajowe trofeum. I pomyśleć, że potrzeba było aż zmiany zasad rozgrywania finału Halowego Pucharu Polski. Gdzie ten dawny Clearex – chciałoby się zapytać. Klub, który na zawołanie odnosił triumfy krajowe i najgodniej z całego ligowego towarzystwa reprezentował nas na międzynarodowej arenie. Po pucharowym triumfie można dodatkowo gratulować kierownictwu chorzowskiego klubu skuteczności lobbowania za zmianami regulaminowymi w rozgrywkach HPP.

Nie twierdzę, że to było głównym powodem sukcesu, gdyż końcówka sezonu zasadniczego FE też była dla chorzowian całkiem udana. Jednak w kontekście majstrowania przy regulaminach warto spojrzeć całościowo na nasz futsal. Przede wszystkim nie do pojęcia jest, jak niewiele potrzeba, by ad hoc zmieniać zasady. W rozgrywkach futsalu ciągle czegoś poszukuje się. Rzekomo atrakcyjności. A to ma się nijak do stabilności. Stabilności niosącej spokój szkolenia, perspektywę pracy. Co rok czy dwa przychodzi nowe. Apeluję do KFiPP oraz Spółki FE o ustabilizowanie zasad rozgrywek przynajmniej na jedną czteroletnią kadencję. Może to da impuls do zaciągu nowych drużyn do rozgrywek. Przy zmienności, niepewności zasad, szczególnie drugoligowcy mocno się zastanawiają, nim podejmą decyzję startu.

Komentator rewanżowego meczu HPP, wtrącając w trakcie transmisji kilka zdań o kadrze futsalu, wplótł passus o możliwych zmianach organizacyjnych przy kadrze, czy też w systemie funkcjonowania kadry. Jak zwał tak zwał, ale zabrzmiało arcyciekawie. Nie jestem aż tak blisko środowiska kadrowego, by znać kulisy. Niemniej wiem, że szkoleniowcy po dwóch pierwszych meczach elbląskich eliminacji mieli jakiś podskórny przekaz, że mogą już dłużej z reprezentacją nie pracować. Akurat temu nie dziwię się. Zapewne awans do barażów był celem wiodącym, a w tamtej chwili nie był on w zasięgu. Remis z wielkim teamem hiszpańskim zmienił diametralnie sytuację. I reprezentacji, i szkoleniowców. Są baraże. Jest szansa na słoweński finał. Stare przysłowie, lecz ciągle na czasie mówi – nie zmienia się zaprzęgu (czytaj koni) podczas przeprawy (czytaj przez rzekę). Wierzę, że w PZPN słyszeli o nim i nie zatopią dziwnymi decyzjami futsalowej bryczki.



Ze sporym zainteresowaniem obserwuję dodatkowe pięć meczów FE, mających wyłonić mistrza kraju oraz spadkowiczów. Szczególnie śledzę losy bielskiego projektu. Jest to jedyny w swoim rodzaju zintegrowany szkoleniowy system w klubach polskiego futsalu. Niemniej to od wyniku Rekordu w ekstraklasie może zależeć jego dalszy los, jak i los ekstraklasowego teamu. Nie obawiam się, że Rekord zniknie. Pan prezes Szymura jest zbyt poważnym człowiekiem, szanowanym biznesmenem oraz pasjonatem małej piłki, by mógł mieć aż tak nieciekawe plany. Ale  cierpliwość do projektu, który jest dla mnie wzorcowy, może - bez mistrzowskiego wsparcia - wyczerpywać się. Oby tak nie stało się, panie Januszu.

To, jakie trofeum wywalczy Rekord (przypomnę, w HPP nie powiodło się) będzie na kilka lat do przodu rzutować na rozwój polskiego futsalu. Przynajmniej ja nie chciałbym nawrotu do wizji zawodników jeżdżących autostradami do klubów i nie związanych z nimi emocjonalnie, tylko finansowo. Albo powrotu wizerunku działacza z nieodłączną teczuszką z „argumentami” dla zawodników. To brzydkie wizje. Zdecydowanie bliższy powinien być dla rozwoju futsalu szkoleniowy model bielsko-bialski, pniewski, czy toruński, od choćby wielce zaciągowego zduńskowolskiego. I tego trzymajmy się.

Wicemistrzowie I ligi zagrali pierwsze mecze barażowe. Na razie bliżej celu jest team z Lubawy. Transmitowany przez regionalną telewizję mecz w Jelczu-Laskowicach zgromadził przy telewizorach niemal 30 tysięcy (!) telewidzów, a na trybunach ponad 1000 kibiców i w tym gronie wiceprezesa PZPN Andrzeja Padewskiego. Jest to rewelacyjna, jak na I ligę, oglądalność. Ciągle będę powtarzał, że pierwszoligowcy nie korzystają w rozgrywkach umiejętnie z tej możliwości przekazu. A to potężna siła promocyjno-marketingowa. Te lokalne, regionalne telewizje. W tej materii nie liczyłbym na związek piłkarski. Tylko w gestii klubów pozostaje, czy chcą, czy dadzą radę, czy nauczą się wychodzić poza lokalne opłotki. A może nadchodzi czas podjęcia próby wspólnego zorganizowania się.

Jak mówią – w jedności siła. Na podorędziu mam nawet powiedzenie dla zdopingowania działań - mimo, iż młodość jest czasem uczenia, to jednak żaden czas nie jest na to za późny. Więc do roboty. Jeszcze w lutym mówiono, że władza  KFiPP do dwóch tygodni spotka się z przedstawicielami pierwszoligowców. Później przełożono (?) je na posezonowy czas. Miałem okazję rozmawiać z kilkoma działaczami pierwszoligowego futsalu i wyczułem, iż mają co nieco do powiedzenia panu przewodniczącemu. Sporo dyskutują o kosztach, regulaminie, sędziowaniu, rozstrzeleniu wyjazdów północ – południe oraz wschód – zachód. I ciągle czekają na obiecaną „audiencję”. Oby to nie był odległy czas – z goryczą podsumowywał jeden z nich. Oby nie było - jak w rzymskim powiedzeniu Ad calendas Graecas, czyli w czasie nieokreślonym – dodawał. Aż nie wypada ich nie rozumieć.

Andrzej Hendrzak