Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Trener Jagiellonii Białystok, Michał Probierz po zakończeniu rundy zasadniczej ekstraklasy powiedział, że  w normalnych warunkach powinien gratulować swojej drużynie mistrzostwa Polski, ale przed jego zespołem jeszcze tak zwany „Puchar Maja”. Podobnie w ekstraklasie futsalu mógłby powiedzieć trener Rekordu Bielsko-Biała, Andrzej Szłapa. Osobiście mam tak samo jak trener Probierz ambiwalentny stosunek do systemu rozgrywek z dzieleniem punktów po rundzie zasadniczej. Ale też nie ukrywam, iż ten tak zwany „Puchar Maja” jest zarówno w ekstraklasie trawiastej jak i ekstraklasie futsalu niezwykle ciekawy.

Nie powiem, że fascynujący, bowiem jeszcze byłoby to na chwilę obecną nadużyciem. Bardzo jestem ciekaw, czy grany na tak zwane „udo” (albo się udo albo nie) „Puchar Maja” przyniesie korzyść liderom po sezonie zasadniczym, czyli Jagiellonii oraz Rekordowi. Może bowiem być tak, że niektóre drużyny „wystrzelały się” w sezonie podstawowym, a inne dopiero teraz błysną formą. Najlepszym przykładem finiszowej formy jest Euromaster Głogów. Aż korci, by zapytać trenera Trznadla o tajniki jego kuchni szkoleniowej. Dobrze też zrobiła przerwa treningowa związana z wyjazdem trenera Stanisławskiego na beach soccerowe mistrzostwa świata na Bahamy Gattowcom, którzy wyglądają o wiele świeżej, niż w bywało to nieraz w sezonie głównym. Wracając jeszcze na chwilę do tego umownego pucharu majowego proszę prywatnie szefa komisji ligi, by obliczył, kto rzeczywiście po to trofeum nieoficjalnie sięgnął.



Obserwujac sezon futsalowy byłem niezmiernie zdziwiony niewielką jak na te rozgrywki ilością narzekań na postawę arbitrów. Nawet mnie to niepokoiło, czy nie jest za dobrze. A wiadomo, jak coś jest za dobre, to jest też złe, bo usypia czujność. Na szczęśćcie  w „Pucharze Maja” wszystko wróciło do normy. Są wpisy internetowe, protesty, zarzuty, odwołania, mnogie dyskusje. I tak trzymać. Sędziowie niech się nadal doskonalą, czujne oko działaczy zawodników, kibiców niech nadal spełnia rolę kontrolną. Nigdy bowiem nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. To ostatnie zdanie dedykuję też KFIPP PZPN. Szczególnie chodzi mi o jawność działania. Marzę, by po każdym posiedzeniu futsalowa Polska otrzymała jakiś przekaz medialny od rzecznika PZPN, czy wytypowanego przedstawiciela Komisji. Może być nawet pan przewodniczący.

Słyszę, że pracuje się w pocie przysłowiowego czoła, więc proszę o informację przed wakacjami o stanie prac w kierunku nadania nowego impulsu naszej małej piłce. Mniemam bowiem, iż tak dzieje się, a – niestety – dyskutując w Polsce, niewiele o tym wiemy. Nie czepiam się tutaj Spółki, gdyż jest to organizacja klubów ekstraklasy i niech one same się upominają, jeżeli czują taką potrzebę. Natomiast KFiPP jest dobrem ogólnonarodowym i mam prawo zarówno ja, jak i rzesze miłośników polskiego futsalu, oczekiwać informacji.



Portal futsal-polska tradycyjnie wykazał się czujnością i poinformował o karze jaką Komisja Licencyjna PZPN nałożyła na klub Gatta Zduńska Wola za niedopełnienie pewnych warunków licencyjnych związanych z drużynami młodzieżowymi. Kara finansowa jest do przyjęcia, niemniej ciekawy jestem, czy klub odwoła się. Taka możliwość istnieje i wtedy może być utrzymanie, zmniejszenie, podwyższenie kary. Po to jest dwuinstancyjność karania, aby ją wykorzystywać. A nuż uda się coś ugrać.

Na kanwie tego przykładu muszę stwierdzić, że jestem, poniekąd, zaskoczony czujnością karzących, gdyż przez lata bywało wiele niedociągnięć, a z karceniem było różnie. Bywały nawet przypadki, gdy wiceprezesi związkowi interweniowali dla dobra sportu kopanego, by niektórych klubów komisja licencyjna dosłownie „nie skopała”.  Zresztą, o czym wyczytałem także w portalu futsal-polska – są rzekomo jeszcze inne kluby, które też nie dopełniły warunków. Pożiwiom, uwidim – jak mawiają na Wschodzie – w którym kierunku rzecz cała rozwinie się. W każdym razie jeszcze daleko jest do drastycznych kar, jakim było przed laty choćby wydalenie z rozgrywek słynnej drużyny futsalowej Jango. Ale po coś te zasady ustala się i należy je spełniać. I to bez zbędnego filozofowania.

Krążąc po korytarzach biurowca Żywca na Bitwy Warszawskiej usłyszałem, iż barażowy mecz ME futsalu ma być rozegrany w Koszalinie. Podobnie Koszalin ma być miejscem krótkiego zgrupowania oraz ewentualnego meczu kontrolnego w czerwcu (zgrupowanie będzie, meczu - ostatecznie nie - przyp. red.). Jeżeli tak będzie, to pozostaje tylko pozazdrościć wiceprezesowi Bednarkowi operatywności działania. I to nie tylko w przyciąganiu do swojego związku regionalnego futsalu, ale także dbania o elektorat w pobliżu miejsca zamieszkania. A niejako przy okazji trafiają się i ciekawe wyjazdy zagraniczne z kadrą. Wszystko to nie stanowi nic zdrożnego, tylko proszę robić z umiarem. Kiedyś, dekadę temu i ciut, były przewodniczący Kazimierz tak sobie upatrzył Podkarpacie. Wówczas futsal rozwijał się, więc może i teraz jest to jakąś receptą na sukces.

Dawno nie wpisywałem do swojego felietonowego notesu wyróżnienia dla futsalisty. Sezon na finiszu, czas co nieco uzupełnić. Wpiszę jednego zawodnika. Obserwowałem go od dłuższego czasu.  Mateusz Jakubiak, bo o nim mowa, wart jest zainteresowania. Nie będę uzasadniał, ale sparafrazuję powiedzenie Blaise Pascala (francuski matematyk, filozof) pisząc, iż ocenność czegoś ma też swoje racje, których rozum nie zna. I o tym należy pamiętać nie tylko w takich przypadkach.

Andrzej Hendrzak