Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Kanikuła, relaksowo zwana wakacyjnym sezonem ogórkowym, jak najbardziej sprzyja grom oraz zabawom na piasku. Telewizje uraczyły nas w lipcu sporą dawką piaskowych emocji w wydaniu sportowym. Na początek zaserwowano światowe Grand Prix w siatkówce plażowej z Olsztyna, następnie piłkę ręczną plażową podczas World Games we Wrocławiu, by podsumować mistrzostwami Polski w piłce nożnej plażowej w Kołobrzegu.

Wszystkie imprezy, oprócz piasku i piłki, spinały niezwykle atrakcyjne oprawy widowiska. Nawet, gdyby ktoś nie lubił tych wygibasów na piasku z piłką na chwilę przystanie, zainteresuje się, spojrzy i – być może  - wciągnie się do tych sportów. I to już jest zysk dla dyscypliny, organizatora, kibica. Polecam związkowi piłkarskiemu, który patronował wydarzeniom kołobrzeskim równie udanych organizacji imprez futsalowych realizowanych przez PZPN. Tym bardziej, że odbywa się to pod nadzorem jednej pezetpeenowskiej komisji. Poniekąd dlatego ustanowiono kiedyś w Wydziale Futsalu Final Four Pucharu Polski, aby bawić się tak jak w Kołobrzegu. I dobrze, że po niezrozumiałym rocznym okresie banicji tej formuły, Final Four HPP wraca się do dobrych rozwiązań.



Komisja Futsalu i Piłki Plażowej podjęła w lipcu ważną decyzję o rekomendacji firmy International Sport Brand Company – właściciela marki Masita – jako Partnera Technicznego I ligi futsalu. Na mocy umowy kluby otrzymają między innymi piłki meczowe. Tyle wyczytałem krótkiego komunikatu centrali piłkarskiej. Nie mogę jednak oprzeć się krótkiemu komentarzowi felietonisty. W latach 2010-2012 leżał na biurkach ówczesnego kierownictwa PZPN podobny projekt i nie doczekał się realizacji. W ten sposób zostało stracone co najmniej siedem lat. Dobrze, że w obecnej Komisji znajdują się też ludzie patrzący nie tylko na profity z bycia w tym gremium. Ludzie z doświadczeniem biznesowym. Ludzie wiedzący, co to jest marketing, promocja. A i w centrali związkowej promarketingowe działania są przez prezesa Bońka, czy sekretarza generalnego Sawickiego stawiane na poczesnym miejscu. Jest inaczej niż bywało przed laty.

Ze swojej strony wymienię spośród członków Komisji pana Kulczyckiego, z którym kiedyś współpracowałem przy organizacji turnieju mistrzostw Europy w Polsce i wiem, iż jest otwarty na marketing futsalowy. Tak trzymać. Tym bardziej, że kolejny zablokowany pomysł z lat 2009-2011 też obecnie ma szansę na realizację. A mam na myśli inicjatywę zmierzającą do produkcji magazynu I ligi futsalu, zawierającego skróty meczów po każdej kolejce. Jakby nie patrzeć na określenie „dobra zmiana”, to na pewnych polach futsalowych sprawdza się ono w związku piłkarskim. Mimo, iż wpływowe są jeszcze osoby, które rok, dwa temu pewne rozwiązania blokowały.

Felieton piszę w dniu dla warszawian szczególnym historycznie, bo 1 sierpnia. Dlatego pozwolę sobie wtrącić jeszcze jeden wątek historyczny. Historyczny dla naszego futsalu. Kiedy w PZPN przed prawie dziewięcioma laty opracowywane były zasady współpracy ze Spółką FE w zakresie rozgrywek ekstraklasy, nie było zainteresowania do wejścia przez PZPN jako jednego z udziałowców Spółki. Owe zasady miałem przyjemność opracowywać wspólnie z dyrektorem Departamentu Prawnego PZPN profesorem Wachem i wiem, że prezesostwo związkowe ostrożnie podchodziło do przedsięwzięcia, chcąc najpierw przyjrzeć się jak to „novum” będzie funkcjonować w praktyce. Namawiałem później moich następców do wejścia związku do grona wspólników Spółki FE, ale bez rezultatu. Z tego co odczuwało się w rozmowach, w gronie ówczesnej Komisji FiPP kierowanej przez pana Grenia raczej przeważał pogląd, by rozgrywki ekstraklasy przejąć ponownie do władania związkowego. Niedługo minie dekada od początków tego udanego, futsalowego eksperymentu.



Wydaje mi się, że nadszedł czas, aby połączyć siły i tak jak to dzieje się w Spółce piłki trawiastej dogadać wejście PZPN jako kolejnego wspólnika. Nie powinno to nikomu zaszkodzić, ani nikomu ubliżyć. Raczej wpłynie na wzmocnienie krajowego futsalu. Liczę, że członkowie Komisji FiPP, w tym także ci działający w jej poprzedniej kadencji i negujący wówczas takie rozwiązanie, przemyślą tę opcję. Liczę, że władze związku przejrzały na oczy i wspomogą nie tylko słownie, ale czynem futsal. Dla nadania kierunku działania podeprę się przekazem jednego z polskich romantycznych wieszczów – „Kto się waha, ten urodził się do słów, nie do czynów”.

Andrzej Hendrzak