Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Winston Churchill mówił, że gdy coś planuje się, to należy być przygotowanym, aby wytłumaczyć się później, dlaczego niektórych planów nie udało się zrealizować. Przypomniałem sobie o tej zasadzie, kiedy nieoczekiwanie tradycyjny recenzent - pan Józef, po niedawnym felietonie zagadnął mnie, czy jestem zadowolony z działalności w futsalu. Byłbym głupcem – odpowiedziałem mu – gdybym tak twierdził. A jeżeli ktoś z byłych, czy obecnych działaczy, szkoleniowców, sponsorów, czy też zawodników twierdzi, że jest w pełni zadowolony z tego co dla futsalu uczynił, znaczyć to może tylko, iż futsal mu znudził się. Futsal polski potrzebuje bowiem permanentnej wartości dodanej. I o to każdy jego sympatyk powinien codziennie walczyć na swój sposób.



Fenomen disco polo, przeżywającego drugą młodość w obecnych czasach, poniekąd jest trywializowany przez pseudointelektualistów. Ich ocena sprowadza się do płytkości oraz ludyczności gatunku. No to skąd – zapytam – popularność muzyki, której rzekomo, oficjalnie wypowiadając się, mało ludzi słucha, ale nucą teksty, melodie discopolowe, niemal wszyscy.

Czasami z tym disco polo jest jak z naszym rodzimym futsalem. Wszyscy kopią tę małą piłeczkę, a gdy przyjdzie do wspomożenia, to większość leci do tej trawiastej, zapominając o swoich wieczornych halowych igrcach. Gdy przychodzi do dofinansowania, to można liczyć przeważnie tylko na resztki z pańskiego stołu trawiastej kopanej. Nie znam budżetu związku piłkarskiego, a i budżetu futsalu też nie znam, lecz podejrzewam, a może nawet wiem, iż na futsal przeznaczane jest za mało kasy. I do walki o tę kasę wzywam. O wspólne działania Komisji, Spółki, działaczy, klubów, związków wojewódzkich. Szczególnie widzę potrzebę wspomożenia futsalu dzieci, młodzieży w województwach , a także ulżenie klubom w opłatach sędziowskich oraz ich mentorów obserwatorów.

Jak pisałem w pierwszym albo drugim felietonie, swoją przygodę z futsalem rozpoczynałem w roku 1991 od zaznajomienia się z futsalem gliwickim. Nieustannie nadal śledzę jego losy, w tym gliwicką pracę z dziećmi oraz młodzieżą. I to akurat nie w Piaście. Niedługo, początkiem września w gliwickiej hali sportowej „Łabędź” zostanie rozegrana szósta edycja  turnieju  „Za 1 Uśmiech”. Jest to turniej  charytatywny, a dochód z imprezy przeznaczony jest na rzecz dzieci z gliwickiego Domu Dziecka. Z zebranych środków finansowane były wyjazdy na letnie i zimowe  wakacje dla dzieciaków. W pierwszych pięciu edycjach  zebrano  około 200 000 złotych. Wystąpiło ponad 1150 zawodników.  Było radośnie, wesoło, amatorsko. Od lat podziwiam niestrudzonych organizatorów z panem Wojewódzkim na czele. Wiem, że utrzymujący z nimi kontakty pan Duraj, wiceprzewodniczący Komisji Futsalu PZPN, zaprasza do Chojnic na wakacje na własny koszt dzieciaki z gliwickiego Domu Dziecka. I cieszę się, że Turniej „Za 1 Uśmiech”  oficjalnie wspiera Spółka Futsal Ekstraklasa. Tak trzymać. Chodzi przecież o to, by nie żyć tylko współzawodnictwem, ale zrobić coś dla innych. Najlepiej dla dzieci.

Polska piłka trawiasta męska w połowie sierpnia widniała na piątym miejscu światowego rankingu. Całkiem dobrze, a nawet wspaniale. Polski futsal lokował się w tym samym czasie na 28. pozycji rankingowej FIFA, co dawało 15. pozycję w Europie. Wygląda to nawet nieźle. Rankingi dają okazje do lepszych rozstawień przy losowaniach ważnych imprez. Ale najważniejsze są jednak finały oraz medale i mistrzowskie tytuły. Te pamięta się latami. O rankingach zapomina się niedługo po nowych rozdaniach. Z rankingami jest jak ze statystyką. Niczego lepszego nie wymyślono do pocieszania się. Więc póki co radujmy się. A sprawdzam będzie nam dane – mam nadzieję – dla trawiastej piłki za rok w Rosji oraz dla futsalu za kilka miesięcy w Słowenii. Chyba, że futsalowi Węgrzy okażą się we wrześniu niedobrymi bratankami.



Pisząc o barażu z Węgrami pozwolę sobie wyrazić pewien niepokój. Nawet nie tak mój, jak wielu moich rozmówców, większych ode mnie znawców przygotowań formy drużyny narodowej. Większość z nich ubolewa, że nasza futsalowa liga nie rozpoczyna swoich bojów wcześniej, aby zawodnicy mogli ograć się początkiem sezonu w meczach o stawkę. Podają nawet przykłady, że niektórzy z barażowiczów przyspieszyli rozgrywki. No cóż, nie mnie to osądzać. Wyniki albo obronią, albo nie obronią trenerów kadry Rozumiem, że konsultowano z nimi terminy rozgrywek i wybrano całkiem świadomie opcje przygotowań poprzez zgrupowania, więc czekajmy na wyniki. I trzymajmy zaciśnięte kciuki (palce), by powiodło się.

Finiszują nam wakacje. Tak składa się, że druga połowa sierpnia rozpoczyna meczami preeliminacji futsalowej ligi mistrzów nowy sezon futsalowy. Czas nabrać sił przed nim. Pozwolę więc sobie zrobić dwutygodniową felietonową przerwę i udać się fiordów Norwegii, by po raz kolejny zgłębiać tajemnice tamtejszych cudów natury. Północna Europa od Islandii po Finlandię, których to terenów jestem pasjonatem, pokazuje, że nic nie jest dane za darmo. Tam, inaczej niż na rozleniwionym południu, wszystko niemal trzeba wyszarpać. Szarpać prawie tak jak w naszym futsalu, by być na powierzchni i nie dać dyscyplinie zniknąć. Dlatego dla hartowania się warto tam często bywać.

Andrzej Hendrzak