Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Przechodząc ulicą Bitwy Warszawskiej w Warszawie, gdzieś początkiem września, zauważyłem wychodzących z budynku Żywca, siedziby PZPN, działaczy klubów I ligi futsalu, którzy zmagali się ze sporymi bagażami. Okazało się, że taszczyli pokłosie umowy związku z firmą International Sport Brand Company – właścicielem marki Masita, czyli piłki meczowe. Tak oto zmaterializowała się umowa sponsorska na Partnera Technicznego I Ligi Futsalu. Przy okazji ogłoszono, że planowana jest produkcja magazynu I Ligi Futsalu. Jak widać niektóre pozytywne rozwiązania ze Spółki Futsal Ekstraklasa  przejmowane są do realizacji w wydaniu związkowym.

Podsumuję to krótkim – lepiej późno niż wcale, przypominając, że o podobne rozwiązania pierwszoligowcy starali się w PZPN już w 2012 roku. Jest to niewątpliwie krok do przodu i tylko przy okazji (broń Boże nie czepiając się) zapytam – dlaczego związek nie zafundował sponsorsko piłek wytwarzanych przez Nike – głównego dostawcy sprzętu dla PZPN.



Wakacje, wyjazdy, turnieje – są niewątpliwie okazją do spotkania ludzi, z którymi nie miało się styczności przez lata. Jakże miłe są takie spotkania i okazje do rozmów. Dłuuuugich rozmów. Miło jest dowiedzieć się, że felietony są czytane in corpore przez przygranicznych sąsiadów Polski, a także – co stanowiło dla mnie olbrzymie zaskoczenie – przez Hiszpanów, czy Azerów albo Belgów. Ale to moja osobista satysfakcja, która w tym miejscu nie jest najważniejsza. Niestety, na o wiele ważniejsze pytania nie umiałem interlokutorom odpowiedzieć. A jedno z nich brzmiało – dlaczego polski futsal jest poza granicami personalnie anonimowy.

No cóż, nie odpowiadam za politykę związkową w zakresie futsalu rodzimego - i z tego jestem niezwykle zadowolony - ale rzeczywiście wytworzyła się jakaś niepotrzebna luka w zagranicznych kontaktach osobistych. Rozumiem, bariera językowa, ale przecież znajdą się w Komisji osoby, potrafiące coś oznajmić w innym języku niż polski. W tej chwili obcokrajowiec futsalowy jednym tchem wymieni cztery – pięć nazwisk polskich osób z tak zwanego „wysokiego”, oficjalnego kręgu futsalowego. Należą do nich panowie – Aftański, Hirsch, Stawicki, Sowiński, Duraj. To mało. O wiele za mało. Na szczęście o wiele lepiej znają polskie teamy, jak Clearex, Rekord, no i oczywiście reprezentacyjny zespół trenerów Biangi oraz Korczyńskiego.

Istnieje wielce profesjonalne wydawnictwo hiszpańskie pod tytułem Futbol Tactico Sala. Obstawiam, że w mało znane u nas nawet w gronie najwybredniejszych znawców rodzimego futsalu. A warto z nim zapoznać się. Otóż w 110. edycji znalazł się tam reportaż o klubie Orzeł Jelcz-Laskowice. A kilka lat wcześniej o Akademii FC Pniewy i trenerze Hirschu. Co jak co, ale znalezienie się w tak prestiżowym periodyku jest dużym wyróżnieniem.

Życzyłbym sobie, aby w naszych wydawnictwach piłkarskich nie zapominano o fakcie, że obok piłki nożnej trawiastej działa futsal. Ten apel kieruję też ku uwadze wydawnictw związkowych. Póki co, zaproponuję fanom polskiego futsalu bardzo sensowną pozycję Wydawnictwa Uczelnianego Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku pod tytułem „Futsal – piłka nożna halowa”. Autorzy – Tomasz Aftański oraz profesor Andrzej Szwarc prezentują w tej książce kompendium wiedzy niezbędnej dla przyszłych nauczycieli oraz trenerów, którzy pragną skupić się w swojej pracy na futsalu. Warto zdobyć i przeczytać.



Felieton ukaże się przed pierwszym meczem barażowym o finały Futsal Eueo Słowenia 2018. Nigdy nie starałem się być wróżem i nie odważę się przesądzać o wyniku rywalizacji. Oceniam szanse nasze oraz Węgrów w dwumeczu na 50 do 50, z patriotycznym wskazaniem na rodzimy team narodowy. Nie będę też wnikał, czy była, będzie, jest transmisja live (felieton był pisany przed informacją, że mecze barażowe pokaże Polsat Sport - przyp. red.). Podobnie odnoszę się w sprawach telewizyjnych do rewanżu w Koszalinie.

Najzwyczajniej stało się już dla mnie, jako kibica, nudne to zabawianie się w ciuciubabkę i zgadywanie – pokażą, czy nie pokażą. To piszę gwoli wyrażenia opinii dla PZPN. Natomiast w związku z rozpoczynającym się sezonem ligowym apeluję do Sfera TV, która, z tego co słyszałem, będzie realizowała przekaz telewizyjny z ekstraklasy oraz I ligi, o dobór fachowy komentatorów, ze szczególnym wskazaniem na ekspertów. Mam nadzieję, że pan Arek Grzywaczewski, szef Sfery, będąc długoletnim działaczem futsalowym, sensownie moje słowa odczyta i jako monopolista rynkowy zaoszczędzi widzom stresów słowno-merytorycznych. I to nie tylko w bezpośrednich relacjach, ale także w wydawanych magazynach.

Andrzej Hendrzak