Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Nie będę rozpoczynał felietonu od ewangelicznego „A słowo stało się ciałem”. Natomiast podeprę się Szekspirem, który pisał w Hamlecie „Słowa, słowa, słowa”. Wiele pustych słów unosiło się wokół reprezentacji futsalu przez minione 16 lat, czyli od ostatniego występu w finałach mistrzostw Europy. Fruwały niejednokrotnie, jak żniwne plewy ponad rżyskiem. Adresowane były do kolejnych prezesów, przewodniczących, trenerów, zawodników. Raz wypowiadane ze złośliwością wielką. Innym razem bez sensu, niezdolne, aby cokolwiek zmienić. Były też słowa bez dobrej intencji. Nie brakowało i tych bez pokrycia. Zdarzały się złe w postawie, chociaż niewypowiedziane. I tak było do wtorkowego wieczoru w koszalińskiej hali, gdzie nasz futsalowy narodowy team pokonując zawsze niewygodnych Węgrów awansował do słoweńskich finałów futsalowego Euro 2018.

Wielokrotnie pisząc ów wyraz „słowa” mam też na myśli słowa trenera Korczyńskiego, wypowiedziane w rozmowie ze mną gdzieś chwilę po losowaniu baraży. - Jesteśmy z trenerem Biangą pewni, że awansujemy - stwierdził. Co prawda popularny „Korek” snuł plan, aby rozstrzygnąć kwestię awansu już na Węgrzech, ale ważne jest, iż dwumecz finalnie jednak wskazał na nas. Gratulacje dla trenerów i całego teamu. Nie tylko dla zawodników, ale i ludzi od odnowy, sprzętu etc., będących przy futsalistach podczas zgrupowań, jak i tych wszystkich osób, które dbały w związku piłkarskim o całą logistykę reprezentacji.



Przechodząc od „słów” do realiów warto odnieść się przynajmniej w dwóch zdaniach do początków tego sukcesu. Kiedy po nieudanych eliminacjach w Krośnie zaproponowano trenerowi Biandze prowadzenie reprezentacji długo myślał, kogo dobrać na drugiego trenera. Pamiętam, jak będąc jeszcze trenerem pierwszoligowej drużyny białostockiej sondował temat w gronie ekspertów futsalowego podwórka. Osobiście czułem, że padnie na Błażeja Korczyńskiego, bo tej kadrze była potrzebna rozwaga pana Andrzeja i niepokorność „Korka”. Sukces bowiem nie rodzi się w potakiwaniu (to tak mimochodem wtrącam do przemyślenia niektórym ludziom z decydenckiego środowiska futsalowego), lecz wypracowuje się go w sporze, twórczej myśli, różnicy poglądów, postaw. I ważne jest, że szkoleniowcy nie ugięli się pod naporem krytyki - czasami wszechobecnej - i szli obraną drogą, nie bacząc na przeciwności.

Ze sportowego punktu widzenia dla rodzimego futsalu bardzo ważne jest, że awansowaliśmy do turnieju finałowego. Uwiarygodniło to myśl szkoleniową oraz pokazało charakter zaszczepiony tej reprezentacji. Pokazało sens wymiany jaka dokonała się po Krośnie. Zresztą kiedyś ta wymiana pokoleniowa, mentalna musiała nastąpić. Im szybciej młoda fala polskiego futsalu wejdzie na szerokie wody, tym sprawniej będzie rósł poziom naszej ligi i reprezentacji. Zmiany w większości wnoszą sporo energii. To pozwoli, by poziom polskiego futsalu stał się solidny albo zwiększał się.

Teraz, po awansie, przyszedł czas szlifowania, poprawiania. Czas optymalnego ustawiania składu. I w tym miejscu chciałbym prosić kibiców, działaczy o pewną cierpliwość. Każdy z nas chce wygrać każdy mecz. Każdy chce być mistrzem. Trener, zawodnik bez względu na przeciwnika – wierzę w to - wyjdzie na parkiet w Słowenii z chęcią zwycięstwa. Ale – bywa - plany nie zawsze udaje się zrealizować. Kiedy po koszalińskiej victorii popatrzyłem na stronie UEFA w rozstawienie losowania zobaczyłem, że przypadł nam - podobnie jak pozostałym wygranym - barażowiczom trzeci koszyk. Może więc zdarzyć się, że będziemy mieli grupę – Hiszpania, Włochy, Polska. Ale może być też – Słowenia, Azerbejdżan, Polska. Jak zwał rywali, tak zwał – walczyć trzeba zawsze o całą pulę. I w to, znając historię tej kadry, wierzę.



To co do tej pory pisałem, było jakby podsumowaniem tego, co wydarzyło się, względnie oficjalnie wydarzy się. Teraz skorzystam z prawa felietonisty, by napisać, czego oczekuję po tym awansie. I wcale rzecz nie będzie dotyczyć tej kadry futsalowej, bo ona dla mnie plan wykonała nawet z nadwyżką, lecz odniosę się do oczekiwań dla całego polskiego futsalu - od PZPN, prezesa Bońka, prezesa Bednarka, czy przewodniczącego Kazimierczaka. Dostaliśmy się przecież do futsalowej, europejskiej elity. Będąc w elicie, ma się jakie takie przywileje i mam nadzieje, że związek to zrozumie. Zrozumie, że warto w futsal zainwestować większą kasę. Zrozumie, że warto wspomagać oraz blisko współpracować ze spółką ekstraklasową, której organizacja rozgrywek ekstraklasy pozwala na podnoszenie poziomu sportowego klubów.  Zrozumie, że może warto wykorzystać ten moment, by rozpropagować futsal w szkołach. Zrozumie, że wykorzystując nadarzającą się okazję, należy podkręcić tę wytworzoną pozytywną energię wokół futsalowej reprezentacji i dokonać inwestycji w futsalowe wojewódzkie ośrodki, w młodzież, szkolenie, media, sprzęt (nawierzchnie do gry). Jest szansa, by ustawić polski futsal na lata. I to nie czekając na wynik finałowych, słoweńskich gier.

Rozpocząłem felieton od cytowania Szekspira, więc w dobrym tonie byłoby nim także go spuentować. Ten najwybitniejszy światowy dramaturg mówił – „Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne”. Liczę, że akurat w naszym futsalowym przypadku pan Szekspir pomylił się.

Andrzej Hendrzak