Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

No i stało się. Zarząd PZPN zagłosował za zmianą trenera reprezentacji polskiego futsalu. Rezygnującego pana Biangę zastąpił jego asystent pan Korczyński. Czy to będzie dobra zmiana, czas dopiero pokaże. W każdym razie pan Andrzej Bianga może czuć się zadowolonym oraz zwycięskim, gdyż odszedł ze stanowiska - co zdarza się w sporcie raczej rzadko - po sukcesie, a nie porażce, I tego wypada też życzyć jego następcy.

Hermetyczne środowisko futsalowe nie jest już jednak tak jednomyślne w sprawie zamiany na trenerskich stołkach jak zarządcy z PZPN, czy włodarze ze związkowej Komisji Futsalu. Wiele głosów pada o roli działaczy w tej zmianie, nie mającej – zdaniem środowiska - żadnego uzasadnienia w wynikach kadry. Nie felietoniście to rozstrzygać. Historia za pewien czas zapewne prawdę podskórną owej zmiany wyjaśni.



Jak już jesteśmy przy historii, to jako historyk podeprę się profesorem Wieczorkiewiczem, z  którym w dawnych latach, ze względu na wspólne zainteresowania historią naszego wschodniego sąsiada, miałem okazję rozmawiać. Przymierzając pewne jego słowa do faktów nam danych na co dzień, i w sporcie też, a nawet w tym maluczkim futsalu, mogę jedynie potwierdzić powyższą tezę, że historia dopiero po czasie wyjaśnia niektóre zdarzenia. Otóż profesor niezmiennie powtarzał, że jest historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A, że pragnę być człowiekiem poważnym więc pozwolę sobie - idąc za myślą profesora - nie ufać wszystkiemu, w tym też w temacie zmiany futsalowego szkoleniowca, co mówią działacze, czytam w prasie, czy oglądam w internecie.
 
Nie wiem kiedy i dlaczego sporo klubów przyjęło, że moje felietony mogą stać się ich tubą w przekazywaniu opinii wobec Komisji Futsalu albo Kolegium Sędziowskiego. Nic bardziej błędnego. Oczywiście w wielu przypadkach zgadzam się z przedstawionymi poglądami, ale nie mam ochoty ich weryfikować, więc i w felietonie trudno je pomieszczać. Niemniej na prośbę wypróbowanego informatora oraz recenzenta pana Józefa zapytam, kiedy zostanie dostarczona kolejna transza piłek dla klubów I ligi i czy będą one takiej samej jakości jak transza pierwsza?

To taki jednorazowy wyjątek, a kluby namawiam do dbania o własną podmiotowość i stawiania spraw wobec związku w sposób jasny, bezkompromisowy i bez strachu, gdyż bez was komisja futsalowa nie byłaby nikomu potrzebna. I zawsze powołujcie się na słowa prezesa Bońka, który gdzieś dekadę temu na jednym z walnych zebrań PZPN tłumaczył mi, że rolą związku jest służebność wobec klubów.

Muszę powiedzieć, że udali się tegoroczni beniaminkowie Futsal Ekstraklasie. Tak w Białymstoku jak i w Słomnikach widać futsalowy głód. Pełne trybuny kipią energią. Zespoły grają odważnie i widowiskowo. MOKS i LEX starają się jak mogą wywrócić ukształtowaną latami hierarchię rozgrywek ekstraklasowych. I nie raz, nie dwa im to udaje się. Zapewne nie są faworytami rozgrywek, ale psikusa jeszcze sprawią niejednemu mocarzowi.

Patrząc z trybun na niedawny mecz Słomniczan z mistrzem z Bielska mogłem podziwiać Bartka Nawrata, który zdaje się potwierdzać swoją postawa znaną teorię o golkiperach, iż bramkarz jest jak dobre wino. Im starszy tym lepszy. Do Bartka mam jakąś szczególną słabość. Może dlatego, że jak będąc wiele lat temu na meczach w Rumunii tylko my obydwaj potrafiliśmy nie zawieść gospodarzy i zjeść całkiem godnie ich znane danie pod nazwą mamałyga. Ale nie tylko z tego powodu uważam, że Bartek powinien mieć swoje miejsce w obecnej kadrze. Obecna forma sportowa broni go w każdym calu.



Sypnęło w minionych dniach futsalem w różnych mediach i programach. Prezes Spółki był w jednej z telewizji. Wypowiadał się telewizyjnie były trener reprezentacyjnej młodzieżówki. Były w telewizyjnych quizach pytania o futsal. I tak mógłbym jeszcze dalej wymienić. Ale nie chodzi o ilość tylko o jakość. Widać, że został nadany – i to raczej nie przez związek – jakiś sygnał, że o futsalu warto rozmawiać, pisać. Myślę, że najbardziej powinna skorzystać na tym Spółka FE, gdyż jej potrzebny jest sponsor oraz większa rozpoznawalność.

Liczyłem, że da to futsalowa twarz z kadry trenera Nawałki, Maczyński, ale zawiodłem się. Widocznie chłopak myśli teraz tylko Rosji i nie będzie się rozdrabniać. Dlatego, panie prezesie Macieju, może czas szukać nie w gronie piłkarzy tylko znaleźć jakiegoś rozpoznawalnego celebrytę, który będzie opowiadał wszem i wobec o futsalu. Nie wziąłem tego ot tak z powietrza, tylko nasunęła mi się owa propozycja po obejrzeniu pokazowego występu prezesa Bońka w grze zwanej PADLEM (to takie przebijanie małej piłeczki przez siatkę). Pisały o tym niemal wszystkie internety. Zapraszam więc prezesa, aby zagrał pokazowo w futsal. I niech to będzie jego wkład w promocję tej dyscypliny. Kto wie, czy nie lepszy niż tylko ciągłe słowa wspierające małą piłkę nożną halową. Przy zadbanej dobrej koniunkturze, też napiszą o tym media. I fotki będą. No bo kto jak nie prezes związku, na dodatek niezwykle rozpoznawalny, może lepiej celebrować futsal?

Andrzej Hendrzak