Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Kadra pana Nawałki miała lepsze losowanie niż kadra futsalowa pana Biangi, a obecnie pana Korczyńskiego. Nie da się bowiem ukryć, iż reprezentacje futsalowe Rosji, czy Kazachstanu są o wiele mocniejsze, niż trawiaste ekipy Senegalu, Japonii, czy Kolumbii. Chociaż szczególnie Senegalu nie lekceważyłbym, gdyż potrafi sprawić psikusa mocniejszym od nas.

Osobiście mam szczególny sentyment do tego teamu, ponieważ w 2002 roku pozwolił mi zarobić nieco grosza. A było to podczas ówczesnych mistrzostw świata, kiedy to wygrałem zakład z moim przyjacielem stawiając, że reprezentanci tego afrykańskiego kraju pokonają w grupowym meczu japońsko-koreańskich mistrzostw świata faworyzowaną Francję. Było nie było, jeszcze wówczas aktualnego mistrza świata. Podaję to, by przestrzec przed hurraoptymizmem po losowaniu. Na innych kontynentach też kopią nieźle w piłkę, a formę kształtują w dobrych europejskich klubach. Dla mnie grupa polska na rosyjskich mistrzostwach, to taka „grupa-pułapka”. Coś na wzór tej z polsko-ukraińskiego finału EURO. To grupa wybiegana, w której akurat to my, jako papierowy faworyt, mamy najwięcej do stracenia. Więcej o szansach nie chcę dywagować, ponieważ pozostaję w przekonaniu, że i tak najważniejsze dla wyniku będzie zdrowie oraz forma Lewandowskiego.



Kontynuując natomiast poza-finałowe dywagacje naszych kadr narodowych – trawiastej mężczyzn oraz męskiej futsalowej - odnoszę wrażenie, że ich obecne sukcesy nieco przyciemniają obraz szkolenia polskiej piłkarskiej młodzieży. I oby nie stały się ponownie prorocze słowa pana Kazimierza Górskiego, trenera tysiąclecia, który gdzieś tak końcem lat '70 dwudziestego stulecia po paśmie sukcesów polskiej kopanej na mistrzostwach świata w RFN oraz Argentynie mówił przewrotnie, że przegraliśmy ówczesny boom na piłkę, zaniedbując szkolenie młodzieży, co odbije się w przyszłości.

I rzeczywiście po latach tłustych, przyszły niezwykle chude lata, które od roku 1982 z małym przerywnikiem na rok 1992 (Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie) trwały aż do roku 2002. Ten passus, abstrahując w tym momencie od piłki trawiastej, daję pod rozwagę polskiemu futsalowi. Jeszcze raz w kolejnym felietonie, z uporem poniekąd maniaka, powtórzę – nie ma lepszego momentu, niż chwila awansu oraz udziału w futsalowych finałach ME Słowenia 2018, na zaszczepienie, czy rozwinięcie tej dyscypliny pośród dzieci, młodzieży. W szkołach, klubach, w gronie trenerów trawiastych. Promocji w mediach wśród sponsorów etc etc.

Tymczasem oprócz tradycyjnych już młodzieżowych mistrzostw Polski – które rozwijają się i trwają (brawo) – nie zauważyłem żadnych kroków - chyba, że są one aż tak tajne (!)- w kierunku poszerzenia spektrum futsalowego, choćby w polskich szkołach. O innych możliwościach nie wspomnę, gdyż nie zamierzam być darmowym doradcą związkowym. Niemniej, dla przestrogi napiszę - oby po obecnej nad wyraz utalentowanej generacji futsalowej nie przyszedł okres tak zwanego czarnego, czy mokrego dołu. Ale, by być całkowicie obiektywnym napiszę także, że zauważyłem niedawno pewne światełko w tunelu. No, może nie ja zauważyłem, lecz opowiedział mi o nim pan Jezierski z Gatty Zduńska Wola.

Chodzi o cykl turniejów pod chwytliwą nazwą „Futsal Młoda Ekstraklasa”, której imprezy pomysłodawcą jest sympatyk futsalowej Gatty poseł Schreiber, a współdziała w projekcie Futsal Ekstraklasa z prezesem Karczyńskim. Rozumiem inicjatywę jako program pilotażowy, który po sprawdzeniu się mogą zainicjować inne regiony kraju, inni parlamentarzyści, czy samorządy oraz związki piłkarskie regionalne, czy związek centralny. Miłość do futsalu powinna bowiem łączyć i nie mieć odcieni polityki lub osobistych gierek. Jak mawiał niegdyś prezes Wolny – futsal jest religią, którą się wyznaje albo nie. I te słowa pana Zdzisława dedykuję do przemyślenia tym, którzy będąc przy futsalu myślą o karierach, czy pozasportowych korzyściach.



Odchodząc od rzeczy wzniosłych do przyziemnych ligowych, pogratuluję MOKS Białystok pierwszego zwycięstwa w ekstraklasie futsalu na własnym terenie. Z drugiej strony pochylę się nad niepowodzeniami Piasta Gliwice. Może jeszcze nie czas bić na alarm, lecz niewątpliwie jest to zaskakujące. Nieprzypadkowo kilka słów poświęcam akurat tym właśnie ekipom. Białostoczanie nie czynili rewolucji w składzie po awansie i jak na beniaminka spisują się całkiem korzystnie. Czyli ciągłość pracy popłaca. W Piaście z kolei nastąpiły pomiędzy sezonami spore zmiany, ze szkoleniowcem włącznie. Niestety, piłka to głównie materiał ludzki. A ten musi dotrzeć się, zrozumieć intencje nowego szkoleniowca. I teraz tylko od władz klubu zależy, czy będą cierpliwe, czy nie zagotują się. W każdym razie są to dwie drogi działania. Obydwie ciekawe, ale szczególnie ta druga wymagająca większej ilości czasu.

Recenzent Józef zwrócił mi uwagę po poprzednim felietonie, iż zbyt ostro potraktowałem kobiecy futsal. Drogi Józefie – wcale mi się tak nie wydaje. A casus zespołu kobiecego z Żyrardowa, który po jednym przegranym meczu w Gdańsku zrezygnował z gry w ekstralidze kobiecej, jest tego twardym dowodem. Potwierdzeniem. Zdanie o rozgrywkach ligowych kobiecych zmienię dopiero wtedy, gdy prowadzący je PZPN zdecyduje się na rozpoczęcie dla klubów kobiecego futsalu przynajmniej ograniczonego procesu licencyjnego. A nie będzie się tworzyło na zasadzie – kto chce, tego łapiemy.  

Byłem na meczu w Bielsku Białej. Na żywo oglądnąłem popisy indywidualne panów Krawczyka oraz Budniaka. Palce lizać. Wcale mnie więc nie dziwi – chociaż tacy są w tym kraju, co odczułem po telefonach po wywiadzie z trenerem Szłapą – że umieścił ich trener Andrzej w gronie najlepszych – jego zdaniem – zawodników futsalu minionego dwudziestolecia. Też tak zrobiłbym. Natomiast ich brak w kadrze – jak rozumiem – wynika zapewne z koncepcji selekcjonera i nad tym przechodzę do porządku dziennego. Jak go obroni wynik w Słowenii – dyskusji nie będzie. Jak nie – wtedy rozpoczną się rozliczenia. To jest normalne jak to, że po piątku zazwyczaj jest sobota. I tego trzymajmy się bez niepotrzebnych podtekstów.

Andrzej Hendrzak