Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Łęczycę miałem okazję w minionej dekadzie futsalowej odwiedzać dość często. Działo się to przy okazji występów Hurtapu w ekstraklasie futsalowej, później podczas imprez futsalu młodzieżowego, a także w związku z futsalowymi grami oldbojów. Zawsze było miło i profesjonalnie. Wcześniej o organizację dbała pani Karolina, a od pewnego czasu robi to pani Anna. Tak kiedyś jak i teraz czynione jest to z wdziękiem.

Ale do rzeczy. Po trzech latach wybrałem się po raz kolejny na futsalowe finały MMP do lat 20 mężczyzn. Tym razem był to dzień trzeci imprezy, czyli gry o lokaty. I trafiłem dobrze. Nie wiem jak obecnych w Łęczycy trenerów różnego sortu, w tym i kadr, ale mnie poziom sportowy zadowolił. Sędziowski – w  dniu kiedy byłem, też. O ile do minionej niedzieli miałem pewne obiekcje, czy  w związku z wycofaniem się przez UEFA z oficjalnych imprez rocznika U-21 na rzecz U-19 te mistrzostwa kontynuować, to teraz twierdzę – jak najbardziej tak. Sztandarowa impreza futsalowa związku dla młodzieży daje możliwość ciekawego przeglądu zaplecza. Jeżeli miałbym coś kontestować, to stawiałbym wniosek, który podpowiedział mi jeden z ekspertów na hali, by rozpoczynać zawody w piątek od godzin porannych, co zmniejszyłoby  intensywność turniejową. 



Rekord Bielsko Biała po raz kolejny udowodnił, że jest poza zasięgiem w tej kategorii wiekowej. Gratuluję trenerowi Piotrowi Szymurze dobrze wykonanej pracy. Cieszę się, że młodzieżowy team lubelski z logo uniwersyteckim na koszulkach, UMCS, któremu od lat niezmiennie kibicuję, kolejny rok zakończył rywalizację na drugim miejscu. I jeszcze wyróżnię chłopaków z kaszubskich Kartuz. Przebojem wdarli się do czwórki. I takiej świeżości potrzeba w ustalonej hierarchii futsalowej w każdych finałach. On daje asumpty innym, by wierzyć, że przyjdzie czas, kiedy i Rekord zostanie pokonany.

Finalizując temat turnieju, nie sposób nie wspomnieć o profesjonalnym obrandowaniu związkowym z wszechobecnym „Łączy nas piłka”. Chociaż jeszcze lepiej byłoby, gdyby związek dodawał i „łączą nas ludzie”. Zresztą nad oprawą związkową nie będę się rozwodził, bo jest ona obowiązkiem i wypadła na turnieju okazale. Natomiast pragnę wspomnieć o rozmaitości nagród oraz wielorakości innych propozycji marketingowych, skierowanych do uczestników finału przez bezpośredniego organizatora, czyli Hurtap Łęczyca. Poprzeczkę podniesiono naprawdę wysoko i pewnie nie każdemu kolejnemu organizatorowi będzie to w smak. Ale równać do najlepszych zawsze warto.

Kiedy jesienią 2008 roku w imieniu ówczesnego prezesa PZPN pana Listkiewicza prowadziłem w słowackim Popradzie negocjacje ze związkami Węgier, Czech oraz Słowacji w temacie powołania w miejsce turnieju trzech państw (Polska, Słowacja, Czechy) Futsalowego Turnieju Państw Grupy Wyszechradzkiej nie przypuszczałem, że jesteśmy prekursorami czegoś, co zrealizuje się później na innym polu w politycznej przestrzeni. Węgrom zależało bardzo, by dołączyć do naszego projektu futsalowego, gdyż za dwa lata mieli futsalowe finały europejskie i chcieli sprawdzić się organizacyjnie. I ten wyszehradzki turniej kadr seniorskich oraz U-21 miał być tego okazją. Impreza przyjęła się i trwa do dzisiaj. Naprzemiennie, kolejno organizują ją układające się w Popradzie nacje. Ale w tym roku jakoś on w moim mniemaniu skarlał. To, że nie grali seniorzy rozumiem, gdyż reprezentacje państw grupy wyszehradzkiej były zaangażowane w baraże od finałów ME Słowenia 2018. Ale to co odbyło się niedawno w Budapeszcie jest karykaturalną formą tamtej idei. W kategorii U-19 chłopców Węgrzy oraz Czesi wystawili kadry U-17. W gronie kobiet reprezentacji nie wystawili gospodarze, Węgrzy. Jednym słowem żenada, a nie poważny w zamiarze turniej. Apeluję, do wiceprezesa Bednarka, aby nie zadowalać się jakimś – jak to na pewno znani mu z racji zamieszkania sąsiedzi zza Odry mówią – ersatzem, lecz dobierać kadrom poważne imprezy. Nic na siłę – panie prezesie. Szanujmy nasz futsal.



W połowie grudnia otrzymałem z PZPN informację o systemie awansowym z drugich lig futsalowych do I ligi. Jest to coś, co jest zbieżne z moim myśleniem w tych sprawach. I szkoda tylko, że trzeba było czekać aż do grudnia na wypracowanie zasad. Pozytyw jednak jest taki, iż ma być to system na lata. Najważniejsze, że jest sprawiedliwy. Powiedzmy makroregionalny, dający szanse każdemu. I tym słabszym, i tym mocniejszym futsalowo wojewódzkim związkom na powalczenie o wyższą ligę.

Byłbym osobiście całkiem kontent – choć wiem, że zdanie moje nie jest tutaj najważniejsze - gdyby podobny system zalogowano do rozgrywek młodzieżowych. System ów  wyrównuje bowiem szanse regionów, a o rozwój futsalu w całym kraju, a nie tylko wybranych regionach, zarządzającym futsalem przecież powinno chodzić.

Jako że zbliżają się święta, i to te najbardziej magiczne dla Polaków, pozwolę sobie wspomnieć o czymś co nie jest rywalizacją, ale retrospekcją oraz takim quasi świątecznym spotkaniem wielu znajomych, ale w większości z futsalowej rodziny. Na początku grudnia w Gliwicach odbył się tradycyjny turniej futsalowy dzieci z Domów Dziecka. Jest to impreza, która rokrocznie zyskuje sympatię i wsparcie znanych osobistości ze świata sportu i show biznesu, a także lokalnych firm. W tym roku na halowym boisku pojawiły się między innymi dawne tuzy futsalu, występujące jako Reprezentacja Polski Futsalu „Moskwa 2001”. Cieszy, że nie zapomina się, przynajmniej w nieoficjalnej kolebce polskiego futsalu o zawodnikach, trenerach tamtego sukcesu. Niezmiernie mnie raduje, że znajdują się ludzie, którzy potrafią zadbać o takie z łezką w oku wspomnienia. Chylę czoła. Szczególnie przed futsalem gliwickim, który w latach 1992-1994 i mnie uczył piłki halowej, jeszcze wówczas futsalem nie nazywanej.

Andrzej Hendrzak