Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Futsalowy FC Toruń w maju dwukrotnie mi zaimponował. Po raz pierwszy, kiedy zremisował u siebie z niepokonanym, kroczącym do tego meczu bez straty punktu w futsalowej ekstraklasie, Rekordem Bielsko Biała. Po raz drugi, gdy ograł w Zduńskiej Woli Gattę i zapewnił tym temuż Rekordowi na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek futsalowe mistrzostwo kraju.

Ciekaw jestem, czy w tymże maju podopieczni trenera Żebrowskiego zdołają jeszcze sięgnąć po srebrny medal mistrzowskiej rywalizacji. Innych emocji raczej już w ekstraklasie nie spodziewam się. Zresztą walka o mistrzostwo Polski w futsalu w sezonie 2017/2018  już od jednej trzeciej sezonu była nudna i tylko stawiano sobie pytanie, czy, albo kiedy, Rekord straci jakieś punkty.



Całkiem inaczej jest w boju o prolongatę ligowego bytu. Białostocki MOKS, który w pewnym momencie rundy zasadniczej walczył o miejsce w czołowej szóstce, teraz musi się mocno napocić, by uchronić się przed barażowaniem. Gdzieś tak końcem marca wspominałem białostoczanom, iż walka o byt jest trudniejsza niż o medale, ale nie chciano mi przyznawać racji. Obecnie wychodzi na moje, chociaż z tego nie cieszę się.

Zawsze podzielam pogląd, iż dobrze jest jak jeden z beniaminków dla swoistego „odświeżenia krwi” pozostaje w ekstraklasie. Po wycofaniu się z rozgrywek Lex Kancelarii pada na MOKS, by spełnić moją filozofię sportowego jestestwa.

Kilku moich znajomych, których niechcący pisaniem oraz mówieniem o futsalu zaszczepiłem tą dyscypliną, stwierdziło, że futsalowa ekstraklasa w tym roku nie zaimponowała im. Ciągle była jakby w tle – twierdzili. Jestem w stanie ich zrozumieć, gdyż sam liczyłem na lepsze przebicie się do świadomości polskiego kibica – nie tylko futsalowego. A tymczasem w mediach tak zwanego głównego nurtu sportowego ekstraklasowy futsal przechodził jakby bokiem. Nie powiem, żeby był to rok stracony, ale liczyłem na więcej. Zresztą wcale lepiej nie jawi mi się I liga, a nawet reprezentacja, którą zawiaduje piłkarski związek. Oprócz incydentalnych wydarzeń typu finały ME, czy mecze międzypaństwowe - ogólnie cicho.

I trzeba sporo natrudzić się, by coś sensownego znaleźć informacyjnie w mediach poza piłkarskiego, klubowego, związkowego, czy spółkowego nurtu. Nawet finałowy turniej Halowego Pucharu Polski w Opolu szybko zszedł z afiszy. A i kibiców na halę opolską za wielu nie przyciągnął. Myślę, że jest to szkopuł, który zarówno władze futsalowe w związku jak i spółki futsalowej w przyszłym sezonie powinny wziąć pod uwagę w swoich działaniach.

Niedawno wziąłem udział w konferencji o zarządzaniu klubem, a nawet większą strukturą. To, co tam mówiono, całkiem przystawało także do zarządzania futsalem, gdyż, moim zdaniem, polski futsal to taki większy, albo „bardziej większy” klub sportowy. W przeciwieństwie do wielu działaczy futsalowych, znam bowiem miejsce futsalu w polskim sporcie. Ba, nawet w polskiej piłce. I nie będę nigdy mówił, że jest, czy będzie popularniejszy od żużla albo kolarstwa. Nie wspominając o siatkówce albo matce żywicielce – piłce trawiastej.

Usytuowany będąc w strukturach organizacyjnych piłki nożnej trawiastej na zawsze pozostanie  takim przygarniętym dzieckiem, by nie napisać bękartem. I nie wiem, czy nie ma racji mój przyjaciel, recenzent Józef twierdzący od dawna, że w polskim futsalu najlepiej odnajdują się działacze. Zapewne coś w tym jest. Ale z drugiej strony bez zawodników i ci działacze byliby niepotrzebni – drogi Józefie.

Wracając  na chwilę do owej konferencji. Wynotowałem sobie z niej taki passus. Otóż ważnym elementem każdej jednostki powiązanej ze sportem jest struktura organizacyjna, która powinna być jasna i czytelna. To ona umożliwia właściwe zarządzanie. W tej strukturze nie można zapominać, że klub, spółka, czy komisja, to nie tylko piłkarze, trener, działacze, prezesi. To cała infrastruktura techniczna obiektów, rehabilitacja, odnowa, marketing, szkółki piłkarskie czy współpracujące najczęściej na zasadach outsourcingu, inne podmioty. I finalizując myśl, co wydaje się być kluczowe - czyli umiejętność delegowania zadań poprzez właściwe zakresy obowiązków czy polecenia ze strony osób kierujących. Najważniejsze jest, żeby każdy znał się na swojej pracy i chciał współpracować z pozostałymi. A tego właśnie polskim futsalu in corpore jest za mało.



Jeden z trenerów polskiego futsalu – nazwisko mi uleciało – powiedział niedawno, że polski futsal wymaga odmłodzenia. Naprawdę nic ucieszniejszego nie słyszałem od dawna w naszym futsalu. Nie wiem, czy ów trener (jaka szkoda, że nie zapamiętałem nazwiska, ale pewnie nikt znaczący, bowiem takiego zapamiętałbym) pragnie budować polski futsal od nowa za pomocą szkółek futsalowych. Na nowych naborach, bez zawodników, którzy nie spełnili się na trawie. Czy tylko zabezpiecza się przed brakiem wyników?

Jest to typowe wylewanie dziecka z kąpielą. Rodzimy futsal musi być konglomeratem młodości oraz doświadczenia. Inaczej trwać będzie w stagnacji. Każdy co lepszy kwiatuszek bowiem odejdzie do piłki trawiastej. Tej popularniejszej i lepiej dającej zarobić. Tak zrobili kiedyś sędziowie – Górecki, Musiał, Frankowski. Wielu piłkarzy, biegających teraz po trawie, a nawet w reprezentacji. Nawet trener Juszczak pozostawił futsal dla sztabu szkoleniowego pana Nawałki. Więc po co to mamienie o odmładzaniu. Czy nie lepiej wziąć się do solidnej roboty? Merytorycznej bez pustosłowia?
 
Andrzej Hendrzak