Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Pisząc felietony – i to nie tylko sportowe - kiedyś i teraz ważne było dla mnie oraz nadal jest, aby ich treści w swoisty sposób „podróżowały”, żeby stały się w przypadku „Z notatnika Dziejopisa” przyczynkiem do rozmów o futsalu w Polsce. Chciałbym także, aby pozwoliły też spojrzeć na dyscyplinę oraz ludzi z nią związanych albo tylko jej sympatyzujących z dystansu. Celowo piszę o owym dystansie, gdyż my Polacy – zupełnie niepotrzebnie – bardzo drażliwi jesteśmy na tle własnego znaczenia w czynieniu dzieła (czytaj sportu, futsalu, i podobne), którym się zajmujemy. Dlatego życzyłbym sobie, aby felietonowe zdania wywoływały najlepiej refleksję, a nie powodowały zatargów.

Prezes Boniek zaprezentował z wielką pompą nowego selekcjonera kopanej trawiastej, Jerzego Brzęczka. Przyjąłem to jako normalne zadanie prezesa. Niemniej z jego mowy laudacyjnej wpadła mi do ucha kwestia, w której prezes przedstawia swój, a pewnie i związkowy, pogląd na awanse do finałów mistrzowskich turniejów (MŚ, ME). Zdaniem prezesa w cyklu dwuletnim powinniśmy awansować na każde kolejne finałowe turnieje mistrzowskie. Jak zrozumiałem jest to w sposób zawoalowany przekazanie oczekiwań wobec nowego selekcjonera.




Też jestem zdania, że teraz - kiedy do finałów ME awansuje niemal co druga reprezentacja zrzeszona w UEFA - wstydem byłoby nie widzieć tam Polski. Z drugiej jednak strony zadziwił mnie nieco minimalizm prezesowski. Ja postawiłbym obowiązek bycia w szesnastce turniejowej każdej z tych imprez. Widzę z tego, że moja wiara w polska piłkę jest większa od prezesowskiej. Chyba, że ja czegoś nie wiem, a prezes będący bliżej lepiej rozpoznaje rzeczywistość. Takie zadanie uczestniczenia w każdym turnieju finałowym można bowiem co najwyżej stawiać futsalowi, który jest niedoinwestowany, a nie mocarnej finansami piłce trawiastej.

A jak już przeszedłem tak elokwentnie do futsalu, to muszę napisać odnosząc się do awansów, że będę oczekiwał awansów do finałów ME seniorów. Natomiast jeszcze nie odważę się narzucać obowiązku awansu do finałów seniorskiego turnieju światowego. O ile w Europie to jest minimum co powinniśmy zrobić, to w rywalizacji światowej czeka nas jeszcze wiele pracy. I każdy awans przyjmowałbym jako spora niespodziankę. Ale miłą niespodziankę. A nawet sensację. Też miłą. Artykułując natomiast swoje oczekiwania wobec futsalu kobiecego oraz młodzieżowego odnośnie udziałów w mistrzowskich turniejach napiszę, że nic od nich nie oczekuję. Każdą kwalifikację oraz wynik przyjmę z zadowoleniem. Na „prawdziwe wyniki” poczekam, aż usystematyzuje się praca w polskim futsalu w tych kategoriach.

Kolega z Ukrainy, znawca tamtej „małej piłki”, zapytał mnie podczas pobytu w Odessie, dlaczego jego rodacy nie mogą grać w polskim futsalu na podobnych zasadach jak obywatele Unii Europejskiej. Szczerze mówiąc nie wiem – odpowiedziałem mu krótko. A nawet nieco wstydliwe. Wstydliwie, gdyż wstydzę się jako Polak za tych, którzy nakreślają takie zasady regulaminowe. Jeden zawodnik spoza UE na parkiecie jest dla mnie rzeczą śmieszną w momencie, gdy pozwala się „unijnym średniakom”, a nawet „słabeuszom” wybiegać na parkiety futsalowe w liczbie nie mającej nic wspólnego z rozwojem polskiego futsalu. Aby było jasne, nie wynika to z żadnych nadrzędnych regulacji lecz tylko z założeń danych związków sportowych. Tak oto kolego z dalekiego Kijowa na budowie w Polsce twoich rodaków może pracować na jednej zmianie, w jednej brygadzie ilu tylko będzie chciało, ale na parkiet futsalowy jednocześnie wybiegnie tylko jeden. Chociaż klub może ich sprowadzić więcej. I jaka sprawiedliwość. Chyba żadna.



Po felietonie, w którym oceniłem, że brak play-off w ekstraklasie futsalu jest niekorzystny dla rywalizacji otrzymałem wiele telefonów, maili. Większość respondentów optowała za play-offami. Należę do ludzi, którzy nie unikają poszukiwania nowych rozwiązań. Futsal nie jest przecież aż taką świętością, by miał być nietykalny regulaminowo. Poważniejsze dyscypliny czynią to cyklicznie, względnie ad hoc. Wszystkim moim czytelnikom polecam system, o którym niegdyś już wzmiankowałem. Czyli pierwsza szóstka po sezonie zasadniczym gra play offy, z tym, że dwie pierwsze drużyny w tabeli wchodzą do nich dopiero w półfinale. Zespoły od trzeciego miejsca do szóstego grają pomiędzy sobą pucharowo o dwa miejsca w czwórce. I następnie razem z liderem oraz wiceliderem tabeli po rundzie zasadniczej rozstrzygają bój systemem pucharowym o mistrzostwo oraz w dalszej kolejności o medale. To, do ilu wygranych będzie się toczyć rywalizacja w tych systemach pucharowych, zależy od wolnych terminów na rozgrywki. Pozostałe zespoły od siódmego miejsca do czternastego (tyle teamów ma liczyć ekstraklasa od sezonu 2019/2020) mogą jeszcze zmierzyć się parami o sąsiadujące miejsca. Jakie to proste – powiedział pan Józef – recenzent, gdy mu przeczytałem. A jakie atrakcyjne – dodałem.

Czasami wydaje mi się, że takie dyskusje mają wymiar czysto akademicki. I nie chodzi w nich o treść tylko formę. Jeżeli poda projekt ktoś ważny, decydent – przyjmuje się go bez sprzeciwów. Gdy zaaplikuje go ktoś z drugiego szeregu rozpoczyna się nic nie wnosząca dyskusja ostatecznie utrącająca projekt. I dopiero po czasie, jakby kuchennymi drzwiami, przepycha się go w wersji nieco przerobionej i „odpowiednio podanej”. Bo to jest Polska właśnie. Już w szesnastym wieku jezuita Piotr Skarga mówił – „Prawda jako uczciwa niewiasta w lada sukni jest przyjemna; nieprawda jako nierządnica szatami, słowami się pstrymi przybiera”.

Andrzej Hendrzak