Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Czasami zdarza się pisać  felietony na wyjeździe, a nawet poza granicami Polski. Jest to o tyle korzystne, że jest się dalej od rodzimych zdarzeń i ma się spokojniejsze spojrzenie. Ponadto znajomi, z którymi rozmawia się poza krajem o futsalu, mają nieskażone rodzimymi emocjami spojrzenie i ten ich dystans pozwala ujrzeć rzeczy, których na miejscu by się nie zauważyło. Trochę podróżowałem po Bałkanach, zbierając materiały do opracowania o polskich misjach za granicami. Korzystając z okazji, zawitałem nawet na chwilę na jeden z turniejów o awans do Elite Round futsalowej Ligi Mistrzów. Tam też dowiedziałem się o awansie Rekordu Bielsko Biała do europejskiej, futsalowej elity klubowej.

Gratuluję. Znajomy Serb powiedział, przekazując miłą wiadomość – „Rekordowi już dawno się to należało”. Zapewne tak, ale co nagle to po diable – jak mawia znane u nas przysłowie, więc bardziej cieszy mnie fakt, iż wynik sportowy został osiągnięty przy stabilizacji sportowo-organizacyjnej bielszczan oraz przy ciągłym progresie wynikowym, niż miałoby to stać się jako jednorazowy „wybryk” sportowy. A obserwuję od dwóch sezonów na europejskiej arenie futsalowej w poszczególnych krajach nad wyraz wiele upadków klubów, zmian nazw, czy odstępowania miejsc rozgrywkowych. Tymczasem nasz Rekord systematycznie realizuje swoje plany pod przewodnictwem już obecnie dwóch panów Szymurów. Seniora pana Janusza oraz syna, pana Piotra, kiedyś reprezentanta kraju, a obecnie pewnie następcy w futsalowym działaniu w Rekordzie. I niech tak dzieje się, gdyż - jak na razie - bielski klub jest znakomitą wizytówką polskiego futsalu.




Nie miałem za wiele możliwości oglądania innych meczów w różnych grupach turniejowych, ale od znajomych uzyskałem informację, że wcale Rekordziści nie stoją na straconej pozycji na kolejnym etapie rywalizacji, gdzie pewnie już typowych dostarczycieli punktów nie będzie. Kibic - działacz z Białorusi, których mistrz walczył w kosowskiej Prisztinie o awans (i też wywalczył) – uznał, iż zarówno ich Lidzie jak i Bielsku będzie ciężko, ale przyda się sportowe doświadczenie na przyszłość. Dopowiem - póki piłka w grze, wszystko jest możliwe.

No bo kto spodziewałby się chociażby (oprócz pewnie sympatyków, zawodników, władz Cleareksu), że po fatalnym starcie i wysokiej porażce w Pniewach zespół chorzowski wygra aż 6:1 w Toruniu? I w tym miejscu ukłony dla chorzowian, a przy okazji też dla typujących z ramienia ekstraklasy mecze telewizyjne. Jakoś udaje się wytypować spotkania atrakcyjne z wieloma golami, nie pozwalające odchodzić od telewizora, czy komputera. Oby tak dalej promowała się strzeleckimi umiejętnościami futsalowa ekstraklasa.



Polski futsal jednak to nie tylko parkiet, zespoły, ligi, gole, reprezentacje. Coraz częściej futsalem zajmują się różne projekty, tworzone przez ludzi zainteresowanych tą dyscypliną. Są to działania w żadnym wypadku nie wyręczające PZPN albo Spółki FE, lecz dające szersze spektrum wizji futsalowej. O ile te pierwsze podmioty skupiają się głównie na reprezentacji, ligach, czy młodzieży, to tworzące się czasopisma o futsalowym profilu, strony internetowe, stowarzyszenia etc etc są ważnym składnikiem dla futsalu na polu promocji, marketingu, edukacji.

Niedawno otrzymałem zaproszenie do udziału w „I Forum Futsalu – Polska 2025 – Wizja Rozwoju”, które organizuje w Katowicach oraz Gliwicach redakcja czasopisma „Futsal”. Dziękuję panu profesorowi Markowi Sitarzowi. Jest to coś nowego. Rok 2025, czyli siedem lat do przodu. Z całym szacunkiem do związku piłkarskiego, ale pewnie  nawet z jego strony nie ma tak daleko wybiegającej opracowanej wizji. I dlatego kolejny raz w felietonie będę optował za coraz większym angażowaniem się szeroko pojmowanego środowiska futsalowego w Polsce w wypracowywanie kierunków rozwoju. Nie liczyłbym tylko na PZPN, bo on ma jednak na głowie ważniejsze odmiany piłki. Całkiem sympatycznie pasuje do takich działań powiedzenie „Nic o nas bez nas”. I niech siły jednoczą się bez urazy z każdej ze stron, które dotychczas mają (miały) monopol na futsal.

Wiem, że w tym tygodniu lub przyszłym PZPN organizuje spotkanie z klubami futsalu kobiecego na temat rozgrywek w nowym sezonie. Trochę późno, ale ważne, że jest spotkanie i pewnie będą też rozgrywki. Zapewne będą one nadal tylko zimowym przerywnikiem dla trawiastej piłki kobiecej. Czyli futsal kobiecy nadal pozostanie Kopciuszkiem. Apeluję, do władz futsalu oraz piłki kobiecej w naszym centralnym związku piłkarskim. Panowie – zróbcie coś, aby bardziej docenić futsal kobiecy. Zdecydujcie się na krok, który futsal męski zrobił w latach 2009-2010. Nie bójcie się kontrowersyjnych decyzji. Inaczej trener Wojciech Weiss dalej będzie się bujał od ściany do ściany i będziemy cieszyć się, że wygraliśmy z Rumunią. Czas pokazać, iż ma się coś więcej (!) niż dobre chęci. Cyceron mawiał - i jako historyk adekwatnie go przytoczę -  „His­to­ria - świadek cza­su, światło praw­dy, życie pa­mięci, nau­czy­ciel­ka życia, zwias­tunka przyszłości”. Warto o tym pamiętać.

Andrzej Hendrzak