Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Niejednokrotnie zastanawiam się, czy lepiej byłoby, aby rzeczywistość była czarna lub biała. Czy może lepiej byłoby jednak, aby szarość też w niej znachodziła się. Pewnie kierując się rozsądkiem pogodzenia sprzeczności w perspektywie zbudowania czegoś sensownego wybrałbym tę drugą opcje. Nie jestem bowiem pewny czy tylko uznawanie, iż białe jest białe, a czarne jest czarne dawałoby w polskiej rzeczywistości szansę powodzenia. Nikt nie przekona mnie, że działacze sportowi są tak akuratni i tylko robią rzeczy dobre albo złe. Zarówno świat (polityka też), jak i sport, w tym futsal opiera się na godzeniu przeciwności, czyli szarości. Kto mówi inaczej najzwyczajniej mija się z prawdą.

Dlatego wielu ludziom trudno jest w tym świecie szarości znaleźć swoje miejsce. I wcale im nie dziwę się, obserwując jak nijakość przejmuje – też w sporcie oraz futsalu – rządy na rozumami tych nielicznych, pragnących powiedzieć, iż jest biało albo czarno. Coraz mniej jest w otoczeniu futsalowym osób chcących łamać konwenanse, utarte schematy. Najzwyczajniej stwierdzili – nie opłaca się nam to. No tak, zawsze to być lepiej bliżej owej mitycznej władzy niż zostać zepchniętym do przysłowiowych „kanałów”. Ale starać się o przekazanie swojego zdania niezmiennie należy.




Ten przydługi nieco moralizatorski wstęp zafundowałem sobie oraz czytelnikom po zapoznaniu się z materiałem pana Jakuba Drwala o futsalu angielskim, zamieszczony na portalu Futsal-Polska. O tym, że organizacyjnie Anglicy nas z czasem prześcigną w robieniu futsalu, wiedziałem już w roku 2006, kiedy podejmowałem ich podczas towarzyskiego meczu reprezentacji seniorskich futsalu. Wygraliśmy dwa razy. I to raz dwucyfrowo aż 16-0. Ale to nie było najważniejsze. Ciekawszym była możliwość podpatrywania ich od strony organizacyjnej. Polska pięć lat po euforii związanej z udziałem w rosyjskich finałach mistrzostw Europy. Po kolejnych zmianach szkoleniowych, czy władzy w polskim futsalu – ta przywara pozostała normą do dzisiaj. Anglicy na początku futsalowej drogi. Uczyli się tego sportu. W tym też od nas. Ale od strony zaplecza technicznego przygotowani byli już na poziomie.

To od nich w tych latach przejmowaliśmy zasady używania chłodzenia organizmów zawodników po meczach. To ich podglądaliśmy w zakresie dozwolonych odżywek dla zawodników. I tak dalej, i tak dalej. Nie będę się rozwodził nad kolejnymi ciekawostkami. Wspomnę tylko, że gdy podczas eliminacji mistrzostw świata na Węgrzech były problemy z łącznością satelitarną, to rozłożyli swoje przywiezione „talerze” i było okey. Dlatego jestem pewien, iż niedługo może nie seryjnie, ale częściej osiągną korzystny wynik w meczach z nami. Jak zauważyłem – oni oraz Niemcy są niezwykle cierpliwi w budowaniu swojego futsalu. W przeciwieństwie do naszych działań. Widocznie lepiej (a jest to dziwne dla nie Słowian) odnajdują się w słowiańskim – było nie było – powiedzeniu „Co nagle, to po diable”.

W każdym razie dziękuje panu Drwalowi. Jego tekst – liczę – uświadamia władzom PZPN, członkom związkowej komisji futsalu, że to co robią to jest kropla w morzu potrzeb polskiego futsalu. I takim tempem przemian ów przysłowiowy „Kraków” będą długo budować. Pan Drwal podpisując swój fachowy wywód wskazał mi, że jest dyrektorem sportowym Futsal Młodej Ekstraklasy. Brawo i gratuluję. Gratulowałbym jeszcze bardziej, gdybym został uświadomiony o systemie rozgrywek, terminach, klubach. Cała rzecz bowiem warta jest pochylenia się nad projektem. A tak mało o nim wiadomo. Któż bowiem zastąpi zgranych zawodników w przyszłości jak nie wyedukowana od szkoły, juniorów futsalowa młodzież.



Tak składa się, że posiadłem pamięć historyczną. Gdzieś na początku tego roku przeczytałem wypowiedź młodego piłkarza Krystiana Bielika, który stwierdził, że wolał wybrać III ligę angielską od polskiej ekstraklasy trawiastej. Uznał, iż roczny pobyt nad Wisłą byłby dla niego - po przenosinach do Anglii – krokiem wstecz (!). Nie wiem co porabia teraz pan Bielik. Cytuję go, by wskazać pewną asymetrię. Angielska III liga jest lepsza dla młodego piłkarza w sensie organizacyjnym oraz szkoleniowym, niż polska ekstraklasa. Nie twierdzę przy tym, że polski klubowy, trawiasty król piłkarski jest nagi. Ale – moim zdaniem spadają z niego resztki odzieży. Co pokazują eliminacje europejskich pucharów. A jak spadają w piłce trawiastej, to z czasem mogą spadać też z klubów futsalowych. Warto mieć się więc na baczności. O, przepraszam. Z owego spadania odzieży wyłączam Rekord Bielsko Biała.

Losowanie Elite Round futsalowej Ligi Mistrzów nie było łaskawe dla Rekordu Bielsko Biała. Trójka rywali jest ograna w tych rozgrywkach i należy do wysokiej, a dwa nawet do najwyższej półki tych elitarnych rozgrywek. Rosyjski - TTG Jugra Jugorsk, hiszpańska - FC Barcelona Lassa (gospodarz grupy turniejowej), serbski - Ekonomac Kragujevac, to zespoły, z którymi ciężko będzie uciułać punkty. Ale – jak to mawiał klasyk – „Dopóki piłka w grze” – każdy jest mistrzem. Dla mnie już awans na ten poziom rozgrywkowy jest dużym osiągnięciem. Teraz każdy ugrany punkt stanowić powinien dobrą inwestycję w przyszłość.

Andrzej Hendrzak