Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

W dobrych nastrojach polska seniorska reprezentacja futsalu kończy rok 2018. Dwie wygrane z Belgią pozwalają fetować Sylwestra nawet w Zakopanem przy rytmach piosenki znanego Sławomira. Nie wiem, komu oprócz selekcjonera Korczyńskiego oraz zawodników, gratulować. Wybiorę na chybił trafił wiceprezesa PZPN, pana Bednarka oraz wiceprzewodniczącego Komisji Futsalu, pana Duraja. Dlaczego ich? – pytasz kolego Józefie. Ano dlatego, że to ich najczęściej z działaczy futsalowych widziałem przy reprezentacji w minionym roku. Nawet przebili przewodniczącego Adama. Nie wspominając o innych członkach Komisji.

I niech tak dalej będzie w kolejnym roku. Roku jakże trudnym zapewne dla polskiego futsalu reprezentacyjnego, gdyż roku eliminacji Mistrzostw Świata. Roku oczekiwań ze strony sympatyków polskiej małej piłeczki, też wobec reprezentacji młodzieżowej. I nie zgadzam się ze słowami padającymi gdzieniegdzie z ust ważnych osób, iż raczej należy przyłożyć się do eliminacji seniorskich mistrzostw Starego Kontynentu, bo łatwiej powalczyć o finały. Nie wolno kapitulować przed czasem. Walczyć należy zawsze. I oby poszczęściło się.




Gdy już jestem przy nadchodzących eliminacjach futsalowych Mistrzostw Świata, przypomnę wszem i wobec, że finały tej imprezy odbędą się na Litwie. Na maleńkiej, sąsiedzkiej Litwie. I wcale nie futsalowej potędze, ale – jakby na ten sposób odczytywać przyznanie im przez FIFA organizacji mistrzowskiego turnieju - znających się na piłkarskiej, futsalowej dyplomacji. I dającej pewne priorytety tej dyscyplinie sportowej.

Wiele łączy mnie z litewskimi działaczami. Nawet piszę ten felieton ubrany w koszulkę reprezentacyjną litewskiego futsalu. Do dzisiaj utrzymujemy kontakty i bardzo cieszę się, że dostąpili tego zaszczytu. Podobnie pewnie myśli Leszek Łuckiewicz z Białegostoku – prezes futsalowego Heliosa, który w sprawach litewskiego czy białoruskiego futsalu mógłby być w Polsce prawdziwym cicerone. Jedno jest pewne, przy okazji tej litewskiej nominacji: że obojętnie na wynik polskiego teamu futsalowego można będzie najwyższej próby światowej futsal obejrzeć tuż za miedzą.

A w Polsce – przenosząc na nasz grunt tytuł powieści napisanej przez Remarque – „bez zmian”. Pisząc ściślej „Na Zachodzie bez zmian”. Pamiętam nie tak dawne czasy, gdy za prezesostwa pana Listkiewicza oraz pana Lato sondowano w UEFA szanse na organizację finałów futsalowych ME w Polsce. Świadek, pan Roman z Gliwic, a także były przewodniczący Komisji pan Kazimierz. Teraz już pewnie nawet sondowania nie ma, gdyż lobbing futsalowy w kierownictwie PZPN wyraźnie słabszy w porównaniu z dawnymi laty. Nie widać tam charyzmatycznych futsalowych postaci. No cóż – wszystko płynie, jak mawiał pewien człowiek w starożytności. Tym razem kosztem mnogości imprez trawiastych w Polsce „popłynął” futsal. Na szczęście jeszcze nie rozpływa się. I dzięki wielu społecznikom, klubowi Rekord Bielsko Biała oraz – co by nie mówić – reprezentacji seniorskiej, jest o nim całkiem sporo słychać.

Komisja centralna futsalowa ogłosiła nabór terenowy do rozgrywek Pucharu Polski w futsalu kobiecym. Znakomity pomysł, wychodzący z dołów kobiecego futsalu. Pomysł, o którym pan Tomek Aftański mówił wielokrotnie. Pomysł na masowość futsalu kobiecego. Nie da się bowiem ukryć, że futsal kobiecy nadal jest tylko w powijakach. Osobiście nie jestem pewny, że Puchar go ożywi, gdyż jak zauważyłem kobieca odmiana małej piłki jest tylko „przerywnikiem” zmagań piłkarek trawiastych na okres zwany umownie zimowym. A futsal kobiecy potrzebuje, by uzyskać znaczącego „kopa organizacyjnego”, co najmniej osoby pokroju Aleksandra Macedońskiego, którego sposób na rozwiązanie słynnego „węzła gordyjskiego” mógłby przełamać niemoc kobiecego futsalu w Polsce.

Niestety, takiego Aleksandra dla futsalu kobiecego w Polsce nie widać, nawet w dalekiej perspektywie. I nie winię akurat w tym przypadki futsalowej komisji związkowej. Sięgam dalej, ku kierownictwu związkowemu. Co prawda, na niedawnym zjeździe PZPN prezes Boniek wiele mówił o potrzebie dowartościowania piłki kobiecej, ale nie jestem wcale pewny, czy miał również na myśli kobiecy futsal.




Czytelnicy w swojej korespondencji zarzucali, że zapomniałem, pisząc poprzedni felieton, o występie bielskiego Rekordu w Elite round futsalowej Ligi Mistrzów. Nie zapomniałem. Napiszę trawestując słynnego Cezara – Rekord pojechał, pograł, powrócił. I od siebie dodam – nabrał doświadczenia, wstydu nie przyniósł. Oby w kolejnych edycjach utrzymał stan posiadania. A to będzie jeszcze trudniejsze. Niestety. Na razie niech rekordziści skupią się na lidze, gdyż może już nie być tak łatwo, jak w poprzednim sezonie. Ze zwyżki poziomu rywalizacji sportowej w polskiej ekstraklasie należy się cieszyć.

Szkoda tylko, że nie we wszystkich halach są pełne trybuny. To taka plama na „futsalowym honorze” choćby Chorzowa (gdzie te lata sprzed dekady...), Katowic, Gdańska. Z drugiej strony oko cieszy się, gdy widać trybuny w Pniewach, Laskowicach, Chojnicach, czy Zduńskiej Woli. Albo na meczach reprezentacji.

Pierwszy akapit był o reprezentacji, więc i podsumowujący także o niej. Kolejny raz jako kibice reprezentacji zostaliśmy wystawieni do przysłowiowego wiatru przez organizatorów, czyli pewnie piłkarski związek, który nie postarał się o transmisję telewizyjną. Tymczasem w telewizji można było oglądnąć jakieś „smutasy” z meczów trawiastego Pucharu Polski. I to nieraz przy pustych trybunach.

Panie profesorze Sitarz (przepraszam, że używam pańskiego nazwiska do podkreślenia wagi problemu) na nic zdadzą się zabiegi pana i wielu panu podobnych miłośników futsalu w Polsce, kiedy właściwe organy oraz osoby związku piłkarskiego nie potrafią zorganizować przyzwoitej live transmisji z meczów - było nie było - pierwszej reprezentacji Polski w futsalu. I to kolejny raz. Dochodzi do tego, że łatwiej jest zobaczyć potyczki reprezentacji poza granicami kraju niż na własnym terenie. Sam nie wiem, co myśleć o tej niemocy. Zaapeluję więc – panie prezesie Boniek, niech pan pomoże.

Andrzej Hendrzak