Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Tygodnik „Piłka Nożna” wraz z telewizją Polsat zorganizowały wielką fetę, ogłaszając najlepszych w różnych kategoriach w polskiej piłce nożnej w roku 2018. Największym zaskoczeniem był dla wielu (ale nie dla mnie) wynik wyboru najlepszego piłkarza „kopanej” w kraju nad Bugiem, Wisła oraz Odrą. Wszem i wobec spodziewano się, iż wygra słynny „Lewy” Lewandowski. Tymczasem psikusa sprawił nienajlepszemu w roku 2018 gwiazdorowi z Monachium, Łukasz Fabiański. Wyciszony i elegancki golkiper, występujący na co dzień na Wyspach Brytyjskich, pokonał piłkarza-celebrytę. I tak powinno być. W piłkę gra się na zielonej murawie, nie w internecie (!). Gdyby pan Robert w roku minionym poświęcił mniej czasu na osobisty serial transferowy, a może też na lansowanie się medialne, zapewne nie miałby problemu ze zwycięstwem w plebiscycie. A tak – po nie najlepszym sportowo roku – i drugie miejsce jest zaszczytem.

Ale nie o piłce trawiastej chciałbym pisać w kontekście owych wyborów tygodnika „Piłka Nożna”. Od lat zastanawia mnie, dlaczego pośród różnych kategorii nie ma futsalu. Są obcokrajowcy, kobiety, młodzieżowcy, osobowości i wiele innych opcji. A futsalu brak. Według mnie świadczy to o znikomej wartości marketingu oraz PR osób za to odpowiedzialnych w środowisku futsalowym wszelkiej maści oraz opcji. Wstyd mości panowie. I to wstyd w momencie, kiedy polska reprezentacja futsalowa toczy całkiem przyzwoite mecze z Rosjanami. Nikła porażka oraz remis dają jak najlepsze świadectwo drodze budowy nowej kadry, obranej przez selekcjonera Błażeja Korczyńskiego. Co prawda nie postawiłbym jeszcze dzisiaj na bezproblemowy awans do finałów Mistrzostw Świata na Litwie, albo nawet na łatwe kwalifikacje do grona barażowiczów w walce o finały litewskie, lecz światełko nie tyle co zapaliło się, ale jasno świeci gdzieś tam w futsalowym reprezentacyjnym, seniorskim tunelu.




Mecze z Rosją w Opolu oraz Nysie, podczas których zarówno trener Korczyński jak i szkoleniowiec Sbornej Siergiej Skorowicz (pozdrawiam obydwu) próbowali nowych zawodników, nowych rozwiązań, szczególnie nam pokazały, iż niedługo możemy być gotowi do utarcia nosa teamom z pierwszej dziesiątki rankingowej futsalu europejskiego, a może także światowego. I za tym trzymam kciuki. Nie jestem aż takim optymistą, że będziemy seryjnie wygrywali z mocarzami z dziesiątki, niemniej zadowolą mnie nawet pojedyncze triumfy. Pokaże to bowiem, iż obrana droga jest właściwa i przynosi efekty. Tego oczekuję, podobnie jak regularnych wygranych z naszymi sąsiadami rankingowymi oraz zwycięstw z klasyfikowanymi niżej.

Względy zawodowe nie pozwoliły mi przybyć do Opola i Nysy. W tym czasie wojażowałem po Kaukazie, lecz po powrocie oglądnąłem mecze z nagrań. Pełne hale, futsalowa otoczka, piękna oprawa meczowa, transmisje live z fachowym komentarzem pokazują, że jak się przyłoży, to można futsal organizować nawet tam, gdzie aktualnie nie jest on sportem numer jeden. Jeszcze gdyby organizatorzy postarali się o profesjonalną wykładzinę futsalową, a nie kłuli mnie w oczy mnogością linii na parkietach hal, byłbym całkowicie kontent.

W Opolu kończył reprezentacyjną karierę kapitan Marcin Mikołajewicz, a rozpoczynał grę z opaską kapitańską Michał Kubik. Obydwaj to znaczące postacie polskiego futsalu drugiej dekady XXI wieku. Tak się złożyło, że obydwaj rozpoczynali reprezentacyjną przygodę, gdy miałem przyjemność zawiadywać polskim futsalem. I co ciekawe, na obydwóch stawiał i w klubie i w kadrze najlepszy – moim zdaniem – szkoleniowiec reprezentacji młodzieżowych minionych lat w futsalu, Gerard Juszczak.

O ile Michał od początku – według opinii znawców – był stworzony dla futsalu, to Marcin długo musiał udowadniać swoją przydatność. I właśnie ten charakter, ta nieustępliwość w dążeniu do celu podoba mi się u niego najbardziej. Zresztą nowy kapitan też jest niezwykle charakterny i wojowniczy. Czasami może aż za bardzo. Akurat ja cenię wojowników. Może dlatego, że w czasach, kiedy parałem się reprezentacyjnym futsalem, występowali w kadrze między innymi tacy wojownicy jak Korczyński, Kuchciak, Jasiński, Dąbrowski, Filipczak, Krawczyk, Szłapa, Hirsch. Nie pozwalali oni sobie byle komu w kij dmuchać. I oby kapitan Kubik pod nadzorem selekcjonera Korczyńskiego zaszczepił po dekadzie „miękkości” dawną charakterność, by nie napisać „pazerność”, nowej kadrze.

Marcin Mikołajewicz zatrzymał swój reprezentacyjny licznik na liczbie 105. Różne źródła podają, iż Krzysztof Kuchciak rozegrał w reprezentacji futsalowej 106, względnie 107 meczów. W PZPN istnieje elitarny klub reprezentanta, który zrzesza kadrowiczów mających godną ilość (powiedzmy 80) występów w reprezentacji seniorskiej Polski. Nie postawię nawet złamanego szeląga, by napisać, iż przyjęci do niego zostali oficjalnie zawodnicy futsalowi. Najzwyczajniej nie wiem.

Byłbym zaskoczony (i to pozytywnie), gdyby tak stało się. Pamiętam jak przed laty walczyłem w związku, a pomagał w tym mocno pan prezes Zdzisław Wolny, by wpisać Krzysztofa Kuchciaka do tego grona. Wynik nie był pozytywny. Może czas to zmienić. I tego oczekuję – o ile jeszcze to nie stało się – od pana prezesa Bednarka oraz pana przewodniczącego Kaźmierczaka.

Andrzej Hendrzak