Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Felietony są gatunkiem nieokreślonym w jednoznacznym wyrazie.  Często trafiają się znakomite, jednak bywają i nie trafiające w cel. Są propagandowe i są obiektywne. Znajdują się z treścią pełną efekciarstwa słownego. Niemniej bywają i takie bez zbędnej „dętologii”. Współczesny futbol, a co za tym idzie i futsal, odstające z każdą chwilą coraz bardziej od idealistycznych wizji, coraz mniej mają styczności z umoralniającą rolą sportu. Jak kiedyś chciał chociażby pewien literacki noblista. Ale pisać trzeba.

Dla wielu środowisk felieton jest ową tubą, która – ich zdaniem – powinna wyrażać poglądy, o których nie odważą się nigdy publicznie wypowiedzieć. Oni wolą ograniczać się do puszczania perskiego oka. Tacy to są owi ukryci znawcy, dający coś do zrozumienia, ale bez twardych dowodów. I to jest – przechodząc stricte do futsalu – olbrzymi problem środowiska, które faluje mocno. Ale faluje przeważnie w prywatnych rozmowach. Publicznie jakby w większości milknie.




Niedawno przeczytałem na portalu "Gazety Wrocławskiej" o losowaniu Halowego Pucharu Polski. W treści były rozbieżne ze związkowymi opinie. Inne niż oficjalne stanowiska. Idzie wiosna – pomyślałem - i być może, jakieś „futsalowe przebiśniegi odwagi” wyszły na powierzchnię. Jeżeli są konstruktywne to dobrze. Jeżeli jednak tylko w formie krytyki dla krytyki, to już nie. Nie wiem, czy polskiemu futsalowi jest potrzebny taki dyżurny opozycyjny capo di tutti capi. Niemniej otwarta dyskusja z pokazaniem twarzy już tak.

Ale, to nie pucharowe losowanie zajęło mnie najbardziej w minionym okresie. Ono było i jest nie do powtarzania. Należy grać i wygrywać. Tym czymś, co bardziej zwróciło uwagę felietonisty i zabolało w minionej dekadzie marca – jest niedokończony mecz pierwszoligowy w Pyskowicach. Nie będę się przechwalał, że przewidywałem, iż prędzej czy później do takiej konfliktowej sytuacji w polskim ligowym futsalu dojdzie. Wieszczyłem to pośrednio w wielu felietonach. Dla rozsądnie myślącego człowieka przyglądającemu się organizacyjnej stronie meczów ekstraklasy, I ligi, II ligi futsalu było kwestią czasu znalezienie dowodu na bezład organizacyjny wielu ligowych meczów. A jeszcze większe zdziwienie wywoływał brak reakcji ze strony organów prowadzących rozgrywki. Aż wreszcie stało się coś, co wcale stać się nie musiało, gdyby wcześniej myślano bardziej o organizacji meczów, czy bezpieczeństwie, miast zachwycać się głównie kolorowymi banerami, czy markowymi piłkami. I pewnie popełnię dla sympatyków futsalu wielkie obrazoburstwo, ale nie uchylę się przez to od napisania, iż wiele meczów IV lig trawiastych jest o wiele lepiej przygotowanych organizacyjnie oraz zabezpieczonych niż niektóre mecze – było nie było – centralnych rozgrywek futsalowych.

Lubię sobie czasami – mówiąc z lwowska - pobałakać o futsalu z ukraińskimi znajomymi. Wielce żałują, że ich zawodnicy traktowani są według przepisów związkowych jak futsaliści drugiej kategorii. I tylko jeden może przebywać na placu gry w meczu. No cóż, ja też żałuję. Prawdę mówiąc wolałbym na parkiecie więcej Słowian niż południowców, czy Anglosasów albo Brazylijczyków. Ale na regulaminy nie ma rady. Natomiast w wielkich superlatywach wyrażają się moi rozmówcy o pracy z naszą kadrą seniorską. Dlatego cieszy mnie, że reprezentacja idzie innym torem związkowej podległości, i – dzięki Bogu – omijają ją te różne organizacyjne perturbacje codzienności ligowej, czy pucharowej. I niech ta chwila trwa jak najdłużej.

Gdy już jestem przy podopiecznych selekcjonera Korczyńskiego, nieraz zastanawiam się nad doborem rywali do meczów. Pozytywnie odbieram kontraktowanie przeciwników z najwyższej półki, bo z kim sprawdzać się, czy próbować rozwiązań, jak nie z najlepszymi. Ale jak podejdą do sprawy kibice, kiedy zagramy ze słabszym rywalem i przegramy? Myślę, czy nie posypie się tęgi hejt na naszych futsalistów. Oby tak nie było. Liczę, że sympatycy futsalu też dojrzewają i potrafią obiektywnie oceniać sportowe wartości.




Na kanwie kontrowersyjnych niedawnych wydarzeń w naszym futsalu często padało słowo "promocja". Odniosłem wrażenie, że jest ona różnie pojmowana. A wszystko zależy, kto jak chce przedstawić swoje racje. Nie wnikając głęboko w meritum, pragnę zaapelować, by nie używać tego słowa jako zakazu wszelkiej krytyki. Wytykanie bowiem błędów nie ma nic do czynienia z utrudnianiem promocji futsalu. Jest jedynie troską o zrównoważony jego rozwój. Jak informowało dawniej motto satyrycznych „Szpilek” – „Prawdziwa cnota krytyki się nie boi”.

Związek piłkarski rozlosował mecze centralnego szczebla Pucharu Polski w futsalu kobiet. Jest to tym bardziej interesujące, że wiele zawodniczek, a i drużyn też, żwawo ugania się już po trawie. Często w teamach innych klubów niż futsalowe z czasów ekstraligi, czy też I ligi. Eksperyment godny Darwina. Być może taka „zimna selekcja” pokaże, jak się ma futsal do piłki trawiastej w pełni sezonu tej drugiej odmiany. Zapowiada się ciekawy kontredans zawodniczo-klubowy. Oby z korzyścią dla futsalu kobiecego!

 Andrzej Hendrzak