Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Czy kiedyś – szanowni czytelnicy – zastanawialiście się, jak niemal automatycznie mówimy, iż niebo jest niebieskie, trawa zielona, a śnieg biały? Ale już nie zastanawiamy się, czy na pewno tak jest. A przecież barwy każdy postrzega inaczej, bowiem kolor należy do zjawisk abstrakcyjnych. W kolorach najczęściej mylimy niebieski z zielonym. Rzekomo lepiej na kolorach znają się kobiety, co nie znaczy, że mężczyźni są daltonistami. I co - owi daltoniści mają być przez to wykluczeni z życia? Nie. Tak samo jak będący dalej od jądra futsalu nie mogą być pozbawiani możliwości jego oceny – co nieraz sugerują różni decydenci.

Świat – choćby fotografii – zna bowiem wielu znakomitych fotografów, którzy okazali się daltonistami. Podobnie mnie udało spotkać się wielu ludzi, którzy mając rzadki kontakt z futsalem wypowiadają się o nim niezwykle merytoryczne. W tygodniu po poprzednim felietonie odbyłem dyskusję z kilkoma osobami od lat zasiedziałymi przy polskim futsalu na temat jego stanu. Każdy z nas postrzegał rzucony na tapetę problem inaczej. Rozumiem to i szanuję, nie próbując narzucać wiodącej optyki futsalowej. Dlatego warto zastanowić się nie raz i nie dwa, jak widzą futsal inni i czy oraz dlaczego ich sposób widzenia różni się od tego, co widzimy my, albo nim kierujący.




Tym wstępem pragnę wskazać, że nie wszystko roku 2018 w naszym futsalu było różowe i bywają przypadki, których nie udało się zapamiętać. Wymienię w felietonie tylko kilka przykładów, które mnie oraz moim interlokutorom - zawodnikom, trenerom, działaczom - przeleciały gdzieś mimo uszu jedynie.

Gremialnie nie udało się nam zapamiętać Final Four Pucharu Polski w futsalu. Nie takiej imprezy oczekiwała futsalowa Polska. Dlaczego ta sama komisja związkowa potrafi zorganizować kapitalną imprezę, z mediami najwyższej krajowej półki w beach soccerze, a nie udaje się jej od lat dokonać tego samego z futsalem? Czyżby grupa „plażowa” w komisji była bardziej operatywna? Czy może beach soccer lepiej sprzedaje się wizerunkowo (lato, plaża, słońce kontra zima, hala, zamknięta przestrzeń)? A może fani „plażówki” potrafią dojść do sponsorów, czego brakuje opcji  „halowej”? To tylko pytania. Odpowiedzi nie szukam. Niech weźmie je na siebie związek.

Nie udało się zapamiętać w Anno Domini 2018 godziwych występów polskiej reprezentacyjnej młodzieżówki. Nie znaczy, że było źle. Było tak sobie, w porównaniu z poprzednimi laty. Jeżeli to miała być cisza przed burzą, czyli przyczajenie się przed tegorocznymi eliminacjami Mistrzostw Europy, to manewr powiódł się. Nie mam nic przeciwko takiej taktyce. Czy się sprawdzi – zobaczymy niedługo. Życzę powodzenia. I jeszcze jednej reprezentacji nie udało nam się sensownie zapamiętać. Chodzi o team kobiecy. Dominuje wrażenie, iż kadra futsalowa kobieca jest niedoceniana w piłkarskim związku. I dopóki rozgrywki ligowe futsalu kobiecego będą tylko zimowym przerywnikiem dla zawodniczek klubów kobiecej piłki trawiastej, trudno o zmianę zdania. Nie chciałbym być w skórze trenera kadry, któremu przed ważnymi turniejami zawodniczki odmawiają gry w reprezentacji, gdyż są powiązane z piłką trawiastą, będącą akurat w pełni sezonu ligowego. A tylko dla mniej zorientowanych wspomnę, że tak bywało w roku 2018. Tymczasem najlepsi w Europie takiego problemu nie mają. A nawet te reprezentacje, które były za nami, już zrozumiały, że należy futsal kobiecy usamodzielniać.

Nie zapamiętałem wraz z rozmówcami zespołu ekstraklasy męskiej z podkrakowskich Słomnik. Po ich wycofaniu się z rozgrywek bez odpowiedzi pozostało pytanie, jak różne efemerydy uzyskują zaufanie zawodników, czy organów prowadzących rozgrywki. Z innego powodu trudno zapamiętać Pogoń 04 Szczecin. W klubie te same osoby zarządzające co przed laty, w czasach ciągłej progresji (tylko bez wytransferowanego do Spółki FE prezesa Macieja), a wyniki gorsze. Jeżeli odejście jednej osoby może aż tak zmienić wartość drużyny, to strach pomyśleć o innych klubach futsalu. No bo co by się stało, gdyby z Clearexu odszedł pan Wolny, z Piasta pan Jenczmionka, z Torunia pan Stasiuk, czy z Rekordu pan Szymura? Wygląda na to, że polski futsal klubowy rozpadłby się. Brrr, aż wzdrygam się na myśl o tym. A pamiętam, jak przed dekadą na jednym ze spotkań w PZPN ostrzegaliśmy zarządców polskiego futsalu klubowego o zagrożeniach jakie płyną z monotematycznego sponsoringu.

O ile nie zapamiętaliśmy nadmiaru transmisji z meczów międzypaństwowych polskich reprezentacji futsalowych, to jednak należy pochwalić inicjatywę transmitowania live finałowych turniejów młodzieżowych mistrzostw Polski. Podobnie pozytywnie należy odebrać przyjęcie wniosków tak zwanego terenu i otwarte losowania kolejnych szczebli rozgrywek pucharowych transmitowanych w internecie. Brawo. O taką przejrzystość przecież chodzi. Niestety, dla przeciwwagi napisać można o braku możliwości zapoznania się z raportem selekcjonera Korczyńskiego, spłodzonym po finałach ME w Słowenii. Jawny był raport selekcjonera Nawałki po mundialu rosyjskim, więc nie powinno być przeciwwskazań dla futsalu. Warto więc poprosić in gremio o podanie, gdzie można zapoznać się. Nie podejrzewam, by był utajniony. Przecież prezes Boniek, czy sekretarz generalny nieraz mówią, iż związek działa przy otwartej kurtynie.




O ile 2018 rok nie przyniósł godnego zapamiętania (wyjątek mecze na dużych halach w Bielsku Białej, Szczecinie oraz Toruniu) przełomu w podejściu klubowym do organizacji meczów, to wysypało różnymi banerami, ledami i marketingowo-promocyjnymi działaniami z multum większych i drobniejszych sponsorów w tle. Aż zapamiętać wszystko trudno. Ale – drogie kluby – nie zawsze opakowanie jest najważniejsze. Podejrzewam, iż sędziowie woleliby, aby im nikt nie przechodził przed stolikiem technicznym, czy nie musieliby przeskakiwać na nogami rozłożonymi tuż przy linii fotoreporterów. Zawodnikom pewnie pasowałoby nie przedzierać się do szatni pośród tłumów kibiców. Może dobrze byłoby, gdyby paru porządkowych znalazło się na każdym meczu. Warto też przeliczyć widzów na hali, by nie podpaść pod „masówkę”, nie mając na nią zezwolenia, etc. Dlatego nie zapamiętuję organizacji większości meczów ligowych AD 2018 ogólnie jako coś spełnionego. Podejrzewam, że jestem w mniejszości. Niemniej powiem - „futsalu nie idź tą drogą”.

Zastanawiam się nieraz, czy osoby deklarujące swoją miłość do futsalu, naprawdę są nimi w praktyce? Rok 2018 był drugim rokiem panowania w futsalu obecnej Komisji. Nie zaglądając jej w przysłowiowe papiery, jednak napisać można, iż objawiły się ciekawe inicjatywy w zakresie porządkowania szeroko rozumianych zasad postępowania, spraw regulaminowych, organizacyjnych, systemowych. I to nie tylko na zasadzie kliknij, wklej, czy przeglądnij, lecz w sensie poczynań wpisujących futsal w profesjonalizujący się system związkowy. Takie nowe otwarcie po poprzedniej kadencji „burz i naporów”. I to akurat jest godne zapamiętania.


Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W noworoczny poranek telewizje organizujące sylwestrowe szaleństwa w różnych miastach Polski ogłosiły, że to ich impreza wywołała największe uznanie. Być może każda ze stacji ma rację. I w każdej coś ciekawego widz, czy uczestnik imprezy, znalazł dla siebie. Rozpocząłem felieton od telewizyjnych inspiracji, gdyż w podobnym tonie zadowolenia z siebie o minionym 2018 roku wypowiadają się różne podmioty polskiego futsalu.

Jako felietonista w żadnym wypadku nie będę brał się za numeryczne ocenianie tego stanu. Wychodzę bowiem z założenia, iż – jak mówi polskie przysłowie – „Każda pliszka (to taki ptaszek) swój ogonek chwali”. Niemniej, nie mogę pozostawić bez echa tego co zapamiętałem z naszego futsalu w roku 2018. A także tego czego nie zapamiętałem. 




Nim jednak przystąpię do futsalowego meritum, wspomnę o twitterowym wpisie prezesa Bońka, pomieszczonym w kontekście „cudów”, jakie dzieją się z klubem Wisła Kraków. Dla mniej obeznanych przypomnę, że kiedyś Wisła miała też sekcję futsalową - w której prym zawodniczy oraz szkoleniowy wiódł obecny selekcjoner naszej futsalowej reprezentacji - i która z dnia na dzień wycofała się z rozgrywek, pozostawiając polski futsal z „czarną dziurą” (by nie określić bardziej śmierdząco) w ówczesnej futsalowej Lidze Mistrzów. Dla prawdy zaznaczę, że futsalowa Wisła grała na wysokim poziomie sportowym, zdobywając tytuły mistrzowskie. A i wprowadziła na hale futsalowe „atrakcyjniejsze”, co nie znaczy spokojniejsze, grona kibiców. Kudy do nich w sensie pozytywnym, czy negatywnym dzisiejszym widowniom futsalu.  

Wracając do wpisu prezesa Bońka, zacytuję go w aspekcie działaczowskim – „Od sześciu lat mówię, że największym problemem polskiej piłki klubowej są zasoby ludzkie. Dzisiaj mogliście to sami zobaczyć”. Cytat odnosi się do konferencji prasowej nowych władz (polskich) krakowskiej Wisły. Nie przyznać racji prezesowi, to jakby okazać się abnegatem wiedzy piłkarskiej. O ile wpis prezesa dotyczy tylko piłki klubowej, to umiejscawiając go dla futsalu sięgnąłbym jeszcze po pokłady działaczy związkowych. W futsalu też zasoby ludzkie są problemem dla jego rozwoju. A szczególnie inkorporowanie ludzi z piłki trawiastej kosztem stricte działaczy futsalowych. Jest to pięta achillesowa systemu nominacji na wielu szczeblach.




Polski futsalowy rok 2018 na pierwszym miejscu wbił mi w pamięć całkiem przyzwoite wyniki reprezentacji seniorskiej, z pozytywnym występem w finałach mistrzostw Europy na czele. Oby trend wznoszący utrzymał się i w roku 2019. Oczywiście zapamiętałem piękną drogę Rekordu Bielsko Biała do najlepszej klubowej szesnastki Europy. A zaczynali od początkowych rund eliminacyjnych. Nie będę przesadzał i w kolejnym roku pożyczę tylko utrzymania status quo na mapie Europy. Zamykając dział zespołowy, wspomnę o rzadkim w polskim futsalu rozmachu beniaminka ekstraklasy, jaki jest udziałem Orła Jelcz-Laskowice. Życzę jak najlepiej, ale nie zaszkodzi przypomnieć o opisywanej powyżej Wiśle. Ona też znaczyła swoją futsalową drogę rozmachem sportowym oraz marketingowym. Spinając klamrą nasze futsalowe teamy napiszę, iż klasyfikuję pierwszą reprezentację na drugim miejscu w swoim rankingu polskich piłkarskich osiągnięć AD 2018. Wyżej stawiam wicemistrzostwo świata piłkarskich szóstek trenera Hirscha, a niżej reprezentację trawiastą z Lewandowskim na czele.

Kolejną dziedziną, o której nie da się zapomnieć, są inicjatywy okołofutsalowe, działania marketingowe, promocyjne, rozwojowe. Od razu na myśl nasuwa mi się jako przykładowy projekt Merkury Railway Futsal Team PL. Chociaż od początku czułem, że nie wzbudzi on oczekiwanego optymizmu w gronie zawodowych działaczy futsalu, czy zinstytucjonalizowanych jego formuł, kibicuję mu. Proszę kontynuować. Może tylko skierować się bardziej ku podstawom. I nie należy przejmować się brakiem wsparcia zobowiązanych do tego gremiów. Im większa centralizacja, tym mniejsza jest bowiem ochota do nakładania sobie dodatkowych obowiązków.

Kolejni sponsorzy doszlusowali do futsalowej ekstraklasy. Warto o tym pamiętać. Być może po nitce do kłębka i urodzi się coś większego. Chociaż patrząc z perspektywy lat widać, że wielki biznes do futsalu  nie będzie się garnął i nie ma co sobie nim zawracać głowy. Proponuję przeorganizować strategię na kolejne lata. Tym bardziej, że nie został wykorzystany przez związek w odpowiednim stopniu (medialnym, marketingowym) fakt udziału w finałach ME. A różne inicjatywy pozazwiązkowe nie mają możliwości zastępstwa. Tak stanowi statut.

Do tej pory było o czynach. Teraz też o wynikach, ale w kontekście indywidualnym. Po pierwsze – Michał Kubik, futsalista nietuzinkowy, ceniony za styl gry, charakterność, wiedzę pozasportową. Okazało się, że Rosjanie powinni się go niezwykle obawiać. To on strzelił Sbornej oraz ich zespołowi klubowemu wszystkie gole, jakie potrafiły wbić im teamy, w których występował. Na dodatek stanowi czołówkę strzelców futsalowej Ligi Mistrzów. Tak trzymać – Michale. Kolejnym do zapamiętania jest Marcin Mikołajewicz. Niedawno świętował 200 goli strzelonych w ekstraklasie oraz 100 występów w reprezentacji. Piękne liczby. Strzelaj Marcinie nadal. Najlepiej najwięcej w reprezentacji. W liczbie goli oraz występów Marcina jestem w stanie uwierzyć, gdyż zaczynał karierę futsalową w czasach, kiedy statystyki były już prowadzone fachowo. Wcześniej różnie bywało. Dobrze byłoby, gdyby kiedyś PZPN  zweryfikował i oficjalnie podał ile występów oraz ile goli ma każdy z reprezentantów Polski w futsalu od początku grania reprezentacji, czyli od 25-27 lat.

Z nazwisk, które zapamiętałem w roku 2018, wymienię jeszcze Mikołaja Zastawnika, Michała Kałużę oraz Tomasza Kriezela. Na nich stawiam jako przyszłe gwiazdy reprezentacji. Oni powinni ją pociągnąć do pierwszej dziesiątki rankingowej. Chciałbym, aby spróbowali sił w dobrym zagranicznym klubie futsalowym. To pomogłoby naszemu futsalowi. Powie ktoś, że zapominam o strzelcach. Rzadko zdarza się, by w meczu zaliczyć pięć trafień. Gdy kiedy ktoś strzeli pod rząd po pięć w pięciu meczach napiszę, podsumowując. Gole są ważne, lecz ważniejsze jest kreowanie gry.  

Jakby trochę mało zapamiętałem z futsalowego minionego roku. Najgorsze, że nie zapamiętałem żadnego sędziego. A przecież nie było spektakularnych wpadek. Widocznie nie wyrośli jeszcze następcy panów Frąka, Stawickiego, rzucający się w oczy. Być dobrym w kraju nie znaczy być zauważalnym za granicą. To moja opinia. Może osobowość ich szefa Przemysława Sarosieka powoduje, iż pozostają w cieniu. Organizacja sędziowska futsalu wykonała w roku 2018 kolejny spory krok organizacyjny oraz szkoleniowy, więc nie bez powodu działania jej szefa zapamiętałem. Szkoda, że nie mogę tego powiedzieć o trenerskiej części futsalowej. Przynajmniej jest o co apelować do poprawy.

Patrząc na to co napisałem, myślę – niedużo zapamiętałem. Być może jestem zbyt wybredny. Być może coś mi umknęło. Zobaczymy w kolejnym felietonie o czym nie udało mi się zapamiętać.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...