Wisła i Rekord zagrają o puchar fot. Paweł Czaja (Red Devils Chojnice)

Wisła i Rekord zagrają o puchar

Półfinały Halowego Pucharu Polski obyły się bez niespodzianek. Wisła Krakbet wygrała z Gattą Active po bardzo jednostronnym pojedynku. Dużo więcej musiał namęczyć się Rekord, który dopiero w końcówce meczu z Red Devils przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
 
Wisła Krakbet Kraków
Gatta Active Zduńska Wola

Wisła Krakbet Kraków - Gatta Active Zduńska Wola
6:0

Bramki: Marcin Czech (8, 25), Krzysztof Adamski (9 - samobójcza), Paweł Budniak (12), Adam Jonczyk (28), Mikołaj Zastawnik (35).
Żółte kartki: Adrian Pater, Sebastian Wojciechowski - Igor Sobalczyk.
Sędziowali: Tomasz Frąk i Andrzej Witkowski.
Wisła: Kamil Dworzecki (Miłosz Kocot, Kamil Lasik) - Adam Jonczyk, Oleksandr Bondar, Adrian Pater, Paweł Budniak - Serhij Kowal, Mikołaj Zastawnik, Marcin Czech, Roman Wachuła, Ricardo Gomes, Sebastian Wojciechowski (Tomasz Bieda)
Gatta: Dariusz Słowiński (Adam Miłosiński) - Marcin Stanisławski, Igor Sobalczyk, Mariusz Milewski, Arkadiusz Szypczyński - Krzysztof Adamski, Marcin Olejniczak, Michał Szymczak.
 
Wystarczyło spojrzenie na skład Gatty, by wiedzieć, że zdecydowanym faworytem do wygranej będzie "Biała Gwiazda". Zduńskowolanie przyjechali do Chojnic bez dwóch najlepszych strzelb - Daniela Krawczyka i Michała Marciniaka. W Final Four nie mogli też zagrać młodzi - Rafał Niewiadomski, Patryk Pietrasiak i Jan Rojek. W efekcie Gatta musiała sobie radzić w zaledwie 7 zawodników w polu. Efekt był łatwy do przewidzenia.

Mecz rozpoczął się od strzałów z dystansu Pawła Budniaka, Ricardo Gomesa i Oleksandra Bondara. Od początku było widać, że kibiców czeka nawałnica Wisły, przeplatana przez rywali kontratakami i grą w przewadze (pierwsza próba już w 2. minucie!). W 7. minucie szczęście uśmiechnęło się do Kamila Dworzeckiego - znakomicie wypuszczony przez Michała Szymczaka Mariusza Milewski przelobował krakowskiego bramkarza, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce. To była pierwsza i... przedostatnia w tym meczu dobra okazja dla drużyny Wojciecha Sopura i Marcina Stanisławskiego. Już minutę po sytuacji Milewskiego gola na 1:0 strzelił Marcin Czech, po asyście Ricardo Gomesa. Chwilę później Dariusza Słowińskiego zaskoczył kolega z drużyny - Krzysztof Adamski, nieszczęśliwie przecinając wgranie Serhija Kowala. W 12. minucie po rzucie rożnym Budniak odważnie wszedł między Milewskiego i Stanisławskiego, nie dał szans golkiperowi, było 3:0 i de facto już po meczu. Zawodników Gatty uratować mogła ewentualnie tylko gra w przewadze, w której uchodzą za profesorów. Tym razem się nie udało, Igor Sobalczyk i spółka praktycznie nie potrafili wypracować sobie dogodnych sytuacji. Najlepszą zmarnował w 17. minucie Szymczak, nie trafiając do siatki z... pół metra. W drugiej połowie zemsta za ligową porażkę sprzed dwóch tygodni trwała w najlepsze, choć Wisła i tak nie wrzuciła najwyższego biegu. Na 3 gole krakowian, przeciwnicy odpowiedzieć mogli tylko raz - po kontrze 2 na 1 Dworzecki musiał interweniować po uderzeniu Milewskiego. Zwycięstwo obrońców tytułu ani przez chwilę nie było zagrożone. Ostatecznie Wisła w półfinale wygrała wyżej, niż w jakiejkolwiek wcześniejszej fazie Pucharu.
 
Red Devils Chojnice
Rekord Bielsko-Biała

Red Devils Chojnice - Rekord Bielsko-Biała
2:4

Bramki: Dmytro Charczenko (8), Łukasz Sobański (29) - Dmytro Kameko (14), Jan Janovsky (39), Paweł Machura (40), Artur Popławski (40).
Żółte kartki: Łukasz Sobański - Wojciech Łysoń, Rafał Franz.
Sędziowali: Sebastian Stawicki i Damian Jaruchiewicz.
Red Devils: Władysław Bondarenko (Jacek Burglin) - Wadim Iwanow, Dmytro Charczenko, Tomasz Kriezel, Mariusz Kaźmierczak - Łukasz Sobański, Jakub Mączkowski, Patryk Laskowski, Patryk Kubiszewski (Karol Jączkowski, Michaił Sundiejew).
Rekord: Krystian Brzenk (Michał Kałuża) - Paweł Machura, Artur Popławski, Rafał Franz, Łukasz Mentel - Piotr Szymura, Wojciech Łysoń, Radek Polasek, Michał Marek, Jan Janovsky, Dmytro Kameko (Łukasz Biel, Douglas Neutzling).
 
Drugi półfinał przyniósł już znacznie większą dawkę emocji. Po w miarę niemrawym początku mocniej przycisnęli gospodarze. W 7. minucie Tomasz Kriezel dobrze złamał akcję do środka, zagrał do Łukasza Sobańskiego, który z kolei obsłużył podaniem na pustą bramkę Jakuba Mączkowskiego. Ten ostatni fatalnie przestrzelił. Minutę później Wadim Iwanow znakomicie wypatrzył po przekątnej Dmytro Charczenkę, lecz górą w pojedynku sam na sam był Krystian Brzenk. Dopiero trzecia próba przyniosła powodzenie. Po stracie pod własnym polem karnym Łukasza Mentela chojniczanie rozmontowali defensywę rywali, a Charczenko uderzał ze środka praktycznie do pustej bramki. Gospodarze chcieli pójść za ciosem. Kontra 3 na 2 nie zakończyła się powodzeniem, gdy w ostatniej chwili zablokowany został Sobański, a niezbyt pewna, ale skuteczna interwencja Brzenka wystarczyła na bombę po rzucie rożnym Mariusza Kaźmierczaka. Choć goście dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej atakowali, to nie wynikało z tego nic specjalnie konstruktywnego, aż do 14. minuty. Wówczas kilkukrotnie popychany Jan Janovsky zdołał podać do Michała Marka, a ten zgrał wzdłuż bramki do nieobstawionego Dmytro Kameko i Ukrainiec wyrównał, strzelając z najbliższej odległości. Do przerwy wynik się nie zmienił, a najbliżej wyprowadzenia swoich drużyn na prowadzenie byli Kriezel i Marek.

Już na początku drugiej połowy bielszczanie powinni prowadzić. Gdyby to Łukasz Mentel asystował Rafałowi Franzowi, to ten drugi na wślizgu wjechałby z piłką do bramki. Na szczęście dla miejscowych było na odwrót i Mentel rozminął się z piłką. Rekordzista był bliski zrehabilitowania się po kilkudziesięciu sekundach. Wyprowadzony na wolną pozycję, zrobił wszystko dobrze, jednak piłka po strzale między nogami Władysława Bondarenki odbiła się od wewnętrznej części uda Ukraińca i wyszła na róg. Z czasem gra się zaostrzyła. Wojciech Łysoń otrzymał żółty kartonik zaraz po pierwszym pojawieniu się na parkiecie, ale więcej z dopiero rodzącego się chaosu mieli bielszczanie. Paradoksalnie do siatki trafili... miejscowi, po pięknym, technicznym trafieniu Łukasza Sobańskiego. 3 minuty po objęciu prowadzenia przez Red Devils, całkiem przypadkowo podwyższyć mógł Tomasz Kriezel. Mentel pod własnym polem karnym trafił w niego w taki sposób, że po odbiciu się od chojniczanina piłka trafiła w słupek bramki Krystiana Brzenka. Rekordziści wzięli się do roboty, lecz ani strzały Mentela i Pawła Machury, ani nawet główka Radka Polaska nie znalazły drogi do siatki. Andrzej Szłapa wycofał więc bramkarza na 4 minuty przed końcem, co przyniosło efekt w 38. minucie - dobrze broniący przez cały mecz Bondarenko fatalnie dał się zaskoczyć strzałem z dystansu Janovskiego i przepuścił piłkę między nogami. Na dogrywkę zanosiło się tylko przez minutę. Wypuszczony prawą stroną na wolną pozycję Machura ze stoickim spokojem minął Bondarenkę i po raz pierwszy dał Rekordowi prowadzenie. Reakcja Vlastimila Bartoska była oczywista, ale gra w przewadze zakończyła się tylko kontrą i celnym uderzeniem Artura Popławskiego.

W półfinałach Halowego Pucharu Polski nie było więc niespodzianek. Wygrały drużyny mające dłuższe ławki rezerwowych (zarówno Gatta, jak i Red Devils grały siedmioma zawodnikami w polu, nie licząc króciutkiego epizodu Patryka Kubiszewskiego) i plasujące się wyżej w ligowej tabeli. Tym bardziej finał, który rozpocznie się w niedzielę 10 maja, zapowiada się elektryzująco. Ostatecznie mierzyć się będą dwaj ostatni mistrzowie Polscy i dwaj ostatni zdobywcy Pucharu! Jeśli Wisła wygra, to zrówna się w liczbie zwycięstw w tych rozgrywkach z liderem takiej klasyfikacji - Cleareksem Chorzów. Dodatkowo jako druga drużyna w historii obroni tytuł zdobyty rok wcześniej. Dotychczas dokonał tego... oczywiście tylko Clearex.