Michał Suchocki: Toruń stać na kolejnych Mikołajewiczów arch. prywatne

Michał Suchocki: Toruń stać na kolejnych Mikołajewiczów

Michał Suchocki to jedna z ikon toruńskiego futsalu, która tę odmianę piłki w grodzie Kopernika współtworzyła niemal od samego początku. Na swoim koncie ma występy w takich zespołach jak Tacho Toruń, Holiday Chojnice czy FC Toruń, w barwach którego zakończył karierę. Na swojej szyi może powiesić również srebrne i brązowe medale mistrzostw Polski. Teraz, po odwieszeniu butów na kołek, zajął się obowiązkami trenerskim i ma już nawet na swoi koncie pierwsze sukcesy.

Futsal-Polska: Już ponad rok minął, od kiedy po raz ostatni wystąpiłeś na parkietach ekstraklasy. Co zmieniło się u ciebie od tego czasu?

Michał Suchocki: Za dużo tak naprawdę się nie zmieniło, nadal większość mojego dnia kręci się wokół futsalu, zmieniłem tylko barwy z FC na Toruńską Akademię Futsalu. Z TAF-em chcemy się skupić tylko i wyłącznie na młodych chłopakach, żeby się rozwijali i uczyli tego futsalu. Głównie mi teraz głowę zaprząta to, żeby tę młodzież wychować.

Jesteś świeżo po powrocie z Barcelony, gdzie przebywałeś z jedną z grup młodzieżowych. Co tam robiliście?

Byliśmy na obozie. W naszym województwie akurat rozpoczęły się ferie i postanowiliśmy to wykorzystać. Dostaliśmy propozycję z zaprzyjaźnionego klubu GOL Brodnica, który w grupach młodzieżowych w rozgrywkach ligowych jest jedną z lepszy drużyn w województwie. Nasza współpraca z brodniczanami układa się bardzo dobrze, dlatego pojechaliśmy na dziesięciodniowy obóz. Chłopcy ciężko pracowali, mieli po dwa treningi dziennie, a że są to chłopcy z grup U11, U12, to wdrażaliśmy ich też powoli w rozgrywki młodzika, które startują na wiosnę.

 W grudniu TAF Toruń pod twoją wodzą sięgnął po srebrny medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski U20. Jak ocenisz ten turniej?

Jestem bardzo zadowolony z tego turnieju, bo od ponad pół roku współpracowałem z tą grupą chłopców. Srebrny medal dla nas jest dużym sukcesem, trzeba też wspomnieć, że jest to największy futsalowy sukces klubu naszego miasta w rozgrywkach młodzieżowych. Dwóch zawodników z tej drużyny już zostało dostrzeżonych i zostało powołanych do reprezentacji U19 przez trenera Łukasza Żebrowskiego. Fajnie, że to wyszło i ogromny szacunek dla tych zawodników, ponieważ trenowaliśmy po trzy razy w tygodniu i ich podejście do treningu, do futsalu, może tylko procentować.




Ostatnio odbył się turniej o Mistrzostwo Polski Futsal Młodej Ekstraklasy. Co sądzisz o takich inicjatywach?

Inicjatywa super, nawet mega super, tylko nie do końca jestem zadowolony z poziomu tych rozgrywek. Oglądałem mecze i z tego nie jestem zadowolony, bo jeśli chcemy rozwijać tę naszą dyscyplinę, to musimy ją rozwijać już u dziesięcio-, dziewięciolatków, a nawet młodszych. A po tych chłopakach nie było widać, że stricte trenują futsal. Były tam kluby ekstraklasowe, a ja niestety nie widziałem tam ani ułamka futsalu, no może za wyjątkiem Rekordu Bielsko-Biała. Dlatego, mimo fajnego pomysłu, mam obawy. Organizacyjnie, z tego co po turnieju rozmawiałem z prezesem FE Maciejem Karczyńskim, wszystko wyszło dobrze, także wielkie brawa dla niego i dla organizatorów.

Twoim zdaniem można łączyć grę na dużym boisku z grą w hali?

Oczywiście, jak najbardziej. Gra na hali może wyjść tylko na plus wszystkim zawodnikom, grającym nie ważne, czy w piłkę trawiastą, czy halową. Co tu dużo mówić - w naszych czasach, kiedy my z Marcinem Mikołajewiczem zaczynaliśmy grę w futsal, była możliwość łączenia tego z dużym boiskiem i mi się wydaje, że to działało na plus.

No właśnie, wspomniałeś o czasach, kiedy wy zaczynaliście przygodę z piłką. Dzisiaj mówi się, że młodym chłopakom brakuje często ambicji czy zwykłej sportowej złości...

Są jednostki jedne, a są jednostki inne. Tutaj nie można wszystkiego generalizować czy uśredniać. To jest kwestia mentalności tych chłopaków. Jeśli ci chłopcy mają po 10 czy 13 lat, to jeszcze nikt nie może stwierdzić, czy będzie on piłkarzem czy kimś innym. Z własnego doświadczenia wiem, że to wszystko zależy od indywidualnej psychiki każdego z nich. Tutaj też może pomóc duże boisko. Młodzi chłopcy w naszym kraju nie garną się jeszcze prosto do futsalu. Chcą zostać gwiazdami, jak ich idole z telewizji, dlatego tym bardziej trzeba docenić pracę takich ośrodków, jak ten w Bielsku-Białej.

Śledzisz rozgrywki ekstraklasy? Rekord faworytem do złota?

Śledzę, jakbym mógł nie śledzić? Obserwuje poczynania mojego byłego zespołu (FC Toruń) i trzymam za chłopaków mocno kciuki, ale co tu dużo mówić? Nie ma zespołów nie do pokonania, lecz patrząc na przekrój całego sezonu, to bielszczanie będą najmocniejsi, choć chciałbym, żeby Pomarańczowo-Czarni sprawili niespodziankę. Trener Żebrowski robi tu kawał dobrej roboty, jest fajna ekipa i to procentuje. Także serce mówi FC, ale rozum mówi Rekord.

Twoim zdaniem, współpraca pomiędzy FC a TAF-em jest możliwa?

Jak najbardziej, ale do tego potrzebne byłyby rozmowy nad formułą tej współpracy. My w Toruniu powinniśmy dążyć do tego, żeby nie posiłkować się zawodnikami z innych miast, a nawet z zagranicy. Jestem zdania, że na naszym podwórku możemy się doczekać kolejnych Mikołajewiczów, Suchockich czy Elsnerów i osiągnąć z nimi sukces.




Oprócz rozgrywek młodzieżowych, prowadzisz również seniorów TAF-u w II lidze. Wiadomo, celem jest I liga, ale marzeniem jest ekstraklasa?

Na razie spokojnie, przypominam, że dopiero od roku jestem szkoleniowcem. Dla nas II liga jest naprawdę priorytetem, bo to otwiera drogę moim zawodnikom do poważniejszego grania na poziomie ogólnokrajowym. Wydaje mi się, że jeżeli awansujemy do I ligi, to potrzebowalibyśmy roku, dwóch lat, żeby na spokojnie się ograć i wprowadzić tych młodych chłopaków, którzy grają w futsal i trenują z nami. Rok, dwa, a kto wie, może za trzy lata jakieś toruńskie derby w ekstraklasie? (śmiech)

W temacie I ligi - był w tym sezonie incydent z zespołem Vamosu Gdańsk, w przypadku którego tak naprawdę nie było do końca nie wiadomo było, z kim się gra, a po rundzie klub się wycofał. Paradoksalnie to TAF wydaje się najbardziej poszkodowany, bo już w tym sezonie mógł grać zamiast Vamosu w I lidze.

Teraz poruszony został temat, który chyba najbardziej mnie „grzał” w tym sezonie. To był dramat, ale to tylko i wyłącznie wina „góry” naszej futsalowej, która dopuściła taki zespół. Ja nie rozumiem - zgłosić zespół do rozgrywek seniorskich, który nigdy w życiu nie miał do czynienia z futsalem (jako Concordia Elbląg - red.), praktycznie na szybko w ciągu miesiąca tworzony klub... Dziwię się również bardzo trenerowi Andrzejowi Biandze, że postanowił to firmować swoim nazwiskiem. Szkoda tylko, że twór ten zajął miejsce jakiemuś klubowi, już nawet nie mówię, że nam, ale klubowi który by był lepiej przygotowany do realiów I ligi. Podsumowując - masakra i dramat. Na szczęście tego klubu już nie ma w lidze.

W sobotę karierą reprezentacyjną zakończył Marcin Mikołajewicz...

Czapki z głów przed Marcinem! Na tyle występów, co zaliczył w barwach narodowych i to, ile zdrowia i serca oddał dla reprezentacji, to chapeau bas. Czas niestety nieubłaganie leci, „Miki” swoje zrobił, chciałbym mu za to podziękować osobiście. Był nawet pomysł żeby z Sylwestrem Kieperem pojechać do Opola i dopingować Marcina po raz ostatni, ale niestety trenerskie realia i kolejny mecz pokrzyżowały te plany.

Tajemnicą nie jest, że jednym z twoich podopiecznych jest twój syn. Może liczyć na taryfę ulgową czy wręcz przeciwnie?

Wszędzie tak było i wszędzie tak jest, że jeżeli się prowadzi własnego chłopaka, to nie ma mowy o taryfie ulgowej. To co mnie cieszy, to że w krwi siedzi mu bardziej futsal niż duże boisko. Na turniejach halowych, na które jeździmy odgrywa pierwszoplanową rolę i widzę, że ten futsal po ojcu został mu we krwi.

Rozmawiał Filip Janowski