Polska - Gruzja 4:2 w meczu towarzyskim

Po dwóch bramkach Mikołaja Zastawnika w pierwszej połowie i dwóch trafieniach Sebastiana Wojciechowskiego w drugiej reprezentacja Polski wygrała w Bełchatowie z Gruzją 4:2.
 

Polska Polska - GruzjaGruzja
4:2

Bramki: Mikołaj Zastawnik 2 (12, 12), Sebastian Wojciechowski 2 (34, 38) - Nikoloz Kurtanidze (8), Murtaz Kakabadze (13).
Żółte kartki: Michał Kubik - Levan Kobaidze.
Sędziowali: Tomasz Frąk i Dominik Cipiński (obaj Polska).
Polska: Michał Kałuża, Norbert Jendruczek - Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Marcin Mikołajewicz, Tomasz Kriezel - Michał Kubik, Mateusz Cyman, Michał Marek, Robert Gładczak, Adrian Citko, Dominik Solecki, Artur Popławski, Sebastian Wojciechowski.
Gruzja: Tornike Bukia (Zviadi Kupatadze) - Murtaz Kakabadze, Szota Topuria, Irakli Todua, Nikoloz Kurtanidze - Szota Czanukwadze, Zurab Lukava, Nika Zedelaszwili, Levan Kobaidze, Ronald Mateus da Silva, Arcził Sebiskweradze, Gia Nikwaszwili (Nukri Czumburidze).

Szczelnie wypełniona kibicami hala w Bełchatowie była świadkiem całkiem ciekawego meczu. Gruzini pokazali się z jak najlepszej strony. Już wcześniej wiadomo było, że nie jest to chłopiec do bicia, bo ostatecznie zdołali awansować do baraży o ME. W poniedziałek mogliśmy się przekonać, w jaki sposób tego mogli dokonać.



Po "badawczych" strzałach Dominika Soleckiego i Michała Kubika, goście wyszli na prowadzenie, po trafieniu Nikoloza Kurtanidze, który zwiódł obu wspomnianych naszych reprezentantów. Niezrażeni tym Polacy konsekwentnie dążyli do wyrównania. Wypracowali sobie pewną przewagę, w słupek trafili Tomasz Lutecki oraz po rękach bramkarza Kubik. Dodatkowo jednej niezłej okazji nie wykorzystał Marcin Mikołajewicz. Do remisu Polacy doprowadzili jednak nie po pięknej składnej akcji, błyskotliwej kontrze czy dzięki wyregulowaniu celowników. Jeden z Gruzinów próbował wykopnąć piłkę z okolic 10 metra, ale trafił nią tak w naciskającego go Mikołaja Zastawnika, że po odbiciu od naszego zawodnika spokojnym lobikiem wpadła ona w "okienko" bramki przyjezdnych. Golkipera w niej nie było - uciekał z jej światła, by dać możliwość ewentualnego dogrania do niego.

Cóż, i takie gole padają i nie ma co go deprecjonować. To tylko dowód, że umiejętny wysoki atak popłaca. Zastawnik poszedł za ciosem. Pół minuty później przedarł się lewą stroną i kropnął w kierunku długiego słupka, a piłka po jednej czy dwóch obcierkach od defensorów znów wpadła do siatki. Z prowadzenia biało-czerwoni nie cieszyli się długo. Gruzini wyrównali po mocnym strzale niepozornego Murtaza Kakabadze z rzutu wolnego w okolicach... połowy boiska.

Do przerwy wyśmienitej okazji sam na sam z Tornike Bukią nie wykorzystał jeszcze Mateusz Cyman, raz dobrą piłkę na długim słupku dostał Marcin Mikołajewicz, ale uderzył wysoko nad poprzeczką, raz też porządnie musiał się wyciągnąć Michał Kałuża. Ale wynik się nie zmienił.



W drugiej połowie Polacy byli już zespołem lepszym. Wprawdzie zaczęło się od sprytnego strzału Kakabadze, jakimś cudem obronionego przez Kałużę, ale później, aż do samej końcówki, drużyna Błażeja Korczyńskiego dominowała. Zaczął w 26. minucie Zastawnik, dwukrotnie podobnie kończąc akcję ze stałego fragmentu gry. Filigranowy Tornike Bukia obronił na raty. Cztery minuty później pojedynek z gruzińskim golkiperem przegrał Lutecki. Po kolejnej minucie po strzale Zastawnika Bukia odbił piłkę, ale dobijający Lutecki uderzył za słabo, w efekcie bramkarz zdołał zatrzymać futbolówkę na linii bramkowej. Blisko był też raz Michał Marek, strzelać próbował wprowadzany momentami po przerwie Norbert Jendruczek, jednak wynik się nie zmieniał, tymczasem wreszcie do głosu zaczęli dochodzić goście.

W 33. minucie Ronald Mateus da Silva okrutnie wkręcił Marka, dograł do Szoty Czanukwadze, na szczęście ten w zamieszaniu nie wykorzystał swojej okazji. Efektownymi ale nie efektywnymi nożycami po kornerze popisał się też Arcził Sebiskweradze, i gdy wydawało się, że mogą być problemy ze zwycięstwem, do gry wszedł najdłużej czekający w poniedziałek na swoją szansę, człowiek od zadań specjalnych, Sebastian Wojciechowski.

Zawodnik Red Devils Chojnice umiejętnie zajmował pozycję w polu karnym po wgraniach piłki Mikołaja Zastawnika w 34. i Tomasza Kriezela w 38. minucie. Po raz kolejny pokazał, że może grać i w I lidze, ale ma to coś, co sprawia, że futbolówka lubi do niego trafiać. Po tych ciosach Gruzini już się nie podnieśli. Próbowali grać w przewadze, ale z mizernym skutkiem, a najbliżej gola był Michał Kałuża, przez całe boisko kopiąc piłkę tuż nad poprzeczką.

We wtorek rewanż w Częstochowie. Być może swoją szansę otrzymają Przemysław Dewucki i Maciej Mizgajski, którzy poczynania swoich kolegów w Bełchatowie oglądali z trybun. Warto podkreślić debiut w reprezentacji dwóch graczy MOKS-u Słoneczny Stok Białystok: najpierw Norberta Jendruczka, a po chwili Adriana Citki. Solidnie wyglądał też pomysł z dalekimi wyrzutami i wykopami do Mateusza Cymana. Zaskakująco często piłki te trafiały do adresata, gorzej było ewentualnie z pomysłem, co dalej z nimi zrobić, ale i tak Cyman łapał je częściej, niż choćby w drugiej połowie Michał Marek.

Taką właśnie mamy reprezentację - jednym czasem nie idzie, ale wówczas niezłą grą popisują się pozostali. A gdy zawodzą wszystkie inne pomysły, trener zawsze może wyciągnąć asa z rękawa - Sebastiana Wojciechowskiego.