2018 rok w reprezentacji mężczyzn: Eksperymenty, które obronią wyniki fot. Futsal-Polska/ Paweł Jakubowski

2018 rok w reprezentacji mężczyzn: Eksperymenty, które obronią wyniki

Zaczęło się od wyjątkowego wydarzenia - pierwszego od lat występu w Mistrzostwach Europy w Słowenii. Później przyszedł czas na eksperymenty.

Na początek był sparingowy zimny prysznic, czyli 0:7 z Włochami. Na Mistrzostwach Europy zespół przejęty przez Błażeja Korczyńskiego zaskoczył już w pierwszym spotkaniu, po dramatycznej końcówce i po bramce Michała Kubika, specjalisty od ważnych goli, remisując z wielką Rosją. Zaczęły się dywagacje, czy można ugrać coś więcej, czy stać nas na wyjście z grupy. Kazachstan wybił z głowy te marzenia, a raczej wybili je sobie sami biało-czerwoni, bardzo słabo rozgrywając pierwszą połowę drugiego meczu na Euro. W drugiej nie było już szans na dogonienie rywali. - Jesteśmy w stawce 12 najlepszych drużyn Europy, ale nasze miejsce jest w okolicach 9-10, czyli takiego, które zajęliśmy. Nie wskoczymy nagle na podium. Musimy robić powoli kroczki do przodu, tak by się systematycznie piąć do góry - podsumowywał Korczyński w rozmowie z portalem Łączy Nas Piłka. Słusznie, podobnie jak po porażce w barażu z Kazachstanem o Mistrzostwa Świata, ten sam trener zwracał uwagę, że awans byłby przeskoczeniem dwóch szczebli naraz i wynikiem jednak nieco ponad aktualny stan.



Potem były już tylko sparingi, jednak wszystko w kontekście przygotowań do kolejnych eliminacji. Najpierw niezłe ale przegrane mecze w Brazylii, później mocno eksperymentalny wyjazd do Anglii. Oba mecze zakończyły się wygranymi Polaków, ale jeszcze nigdy z tym rywalem nie trzeba była zwycięstw tak wyszarpywać. Po letniej przerwie, z wplecionym dla niektórych wyjazdem na Akademickie Mistrzostwa Świata w Kazachstanie, wróciliśmy po chwili przerwy na Turniej Państw Wyszehradzkich. Edycja z 2017 roku została rozegrana już na początku 2018 i biało-czerwoni w niej nie wystąpili, bo w przeciwieństwie do innych państw z regionu szykowali się na Euro. Wydawało się więc, że jesteśmy umiarkowanymi faworytami. Jednak wyszło inaczej, choć był to dziwny turniej a końcowy triumf Czechów wynikał w dużej mierze z kontrowersyjnych odważnych decyzji sędziów.

Skończyło się na dwóch dwumeczach - w Serbii przegranych, z Belgią, wreszcie u nas, wygranych. Potwierdziło to nasz stan posiadania i mniej więcej aktualne miejsce Polaków w europejskiej hierarchii. Nie licząc tego, sparingi można uznać za pożyteczne, acz do wyników nie przykładać przesadnej wagi.

W 2018 roku nastąpiła jednak fundamentalna zmiana, jeśli chodzi o powołania do reprezentacji. Dawno nie było w życiu reprezentacji roku, w którym zadebiutowałoby w niej aż tylu nowych zawodników. O ile z Andrzejem Biangą w roli selekcjonera rotacja była dość ograniczona, o tyle Błażej Korczyński nie waha się wysyłać bardzo odważnych powołań.

Prowadzi to do smutnej konstatacji - z I ligi łatwiej dostać się do reprezentacji, niż do kadry. I jeśli o kimś źle to świadczy, to o ekstraklasowych klubach. Statystyka? W 2018 roku zagrali w reprezentacji: Sebastian Wojciechowski (wtedy Red Devils Chojnice), Sebastian Grubalski (Constract Lubawa), Bartłomiej Sitko (GKS Futsal Tychy), Amadeusz Pasierb (GSF Gliwice), Wojciech Przybył (Maxfarbex Buskowianka Busko-Zdrój), Piotr Pietruszko (GI Malepszy Futsal Leszno) i oczywiście Tomasz Lutecki (GSF Gliwice). A ilu zawodników zmieniło barwy klubowe z drużyny pierwszoligowej na ekstraklasową? Jeśli pominąć zespoły awansujące, to byli to: Piotr Wardowski (z Red Devils do AZS UG), Jakub Kąkol (z FC Kartuzy do Red Devils), Jakub Chodorowski, Oliwier Bławat, Łukasz Szmydki (wszyscy Politechnika Gdańska - AZS UG), Karol Kaczmarek (Unisław Team - AZS UG), Maciej Steindor (Remedium Pyskowice - Piast Gliwice, przy czym nie zadebiutował), Michał Dubiel (Gwiazda Ruda Śląska - AZS UŚ Katowice) oraz Ignacio Casillas i Michał Klaus (AZS UW Warszawa - Gatta Zduńska Wola, obaj praktycznie nie grają, ten drugi z powodu kontuzji). Mamy więc siedmiu pierwszoligowców w reprezentacji w łącznie 14 meczach oraz tyleż samo zawodników z I ligi, którzy przeszli do klubu z ekstraklasy w ciągu ostatnich 12 miesięcy (tu nie wliczamy Sebastiana Wojciechowskiego, bo wprawdzie przeszedł do Orła Jelcz-Laskowice, ale z również awansującego Red Devils), a każdy z tych klubów zagrał w 2018 po 27 meczów.

Są w ekstraklasie zespoły, które wymieniły latem pół kadry, albo jeszcze więcej - albo z musu, albo z potrzeby trenerów i prezesów. Niestety, wolą oni obrać się ciągle w kręgu tych samych nazwisk, albo (niektórzy muszą) przysposabiać nowych zawodników z trawy. Wciąż wierzą, że od mieszania łyżeczką w tej samej herbacie stanie się ona słodsza.

I to trwa - w ostatnich dniach dowiedzieliśmy się, że Piast Gliwice odkurza Dominika Śmiałkowskiego i Douglasa Neutzlinga Ferreirę. Oczywiście to solidni zawodnicy, dobrze, że wracają i nie chodzi o pretensje personalnie pod adresem trenera Klaudiusza Hirscha czy prezesa Jarosława Jenczmionki. Piast jest tu po prostu najnowszym przykładem, jednym z wielu, bo na tym tle wyróżnia się wyłącznie AZS UG Gdańsk, gdzie z kolei zawodników pierwszoligowych zrobiło się naraz zbyt wielu.



W tej chwili również po pierwszoligowych parkietach biegają zawodnicy, którzy w niczym nie ustępowaliby ekstraklasowym. Żaden z nich nie wskoczy naturalnie do pierwszej czwórki i nie stanie się z miejsca głównym playmakerem (choć są wyjątki, jak Sebastian Grubalski). Podobnie jest i w reprezentacji (również z oczywistym wyjątkiem Tomasza Luteckiego). Ale na do drugiej czwórki? Czemu nie. Na uzupełnienie albo jako zawodnik zadaniowy? Tym bardziej. Różnica jest jedna - Błażej Korczyński szuka.

Mateusz Kostecki miał ogromne szczęście, że znalazł zatrudnienie w Pniewach, mimo że wcale nie był szczególnie polecany. Odwdzięczył się strzelając w sezonie najwięcej bramek w historii Red Dragons. Marcin Firańczyk do tej pory błąkałby się gdzieś, strzelając a to w Łodzi, a to w Gnieźnie i zachwycając tamtejszych trenerów. Ale to MOKS musiał samemu awansować, by "Firana" strzelił w ekstraklasie 28 goli w 35 meczach. Albo Mateusz Lisowski - 25 trafień w 36 spotkaniach. Kiedyś małą wylęgarnią talentów była kadra U-21, ale odkąd gra raz na kilka lat...

Co wyjdzie z tych eksperymentów, choćby chwilowych? Na efekty przyjdzie poczekać, bo trzon reprezentacji pozostaje taki sam. Ale póki co wyniki bronią. Można oczywiście wymieniać, jak "typowy kibic", czemu gra jakiś Pietruszko, a nie Daniel Krawczyk, czemu trener próbuje Mateusza Wesserlinga, a nie powołuje Michała Szymczaka, albo czemu do kadry trafia Mikołaj Kreft, a nie ma w niej Pawła Budniaka. To standardowe - tak samo niektórzy pytają, czemu Adam Nawałka/Jerzy Brzęczek nie powołuje Adriana Mierzejewskiego, czemu wciąż gra Jakub Błaszczykowski i co to w ogóle za wynalazek ten Arkadiusz Reca. Ale to nie kibic tylko trener bierze odpowiedzialność.

Błażeja Korczyńskiego obecne wyniki bronią. Na poważne rozliczenia przyjdzie czas po eliminacjach do Mistrzostw Świata. Selekcjoner zapowiedział, że głównym celem jest awans na najbliższe Mistrzostwa Europy, bo na mundial jest tylko sześć miejsc (plus gospodarze z Litwy) i poza umiejętnościami trzeba będzie mieć kupę szczęścia w losowaniach. Ale awans w październikowych kwalifikacjach do etapu Elite Round wydaje się obowiązkiem. Ostatecznie zagra w nim 16 drużyn - tyle co w kolejnym Euro.

  Debiuty i poszukiwania trenera Korczyńskiego nawet w I lidze
  Styl gry drużyny, która ma pomysł na zdobywanie bramek
  Planowanie sparingów z rywalami różnej klasy, w tym topowymi (w 2019 Rosja i Brazylia)

  Brak meczów w Polsce, poza sparingami z Belgią
  Porażka na Turnieju Państw Wyszehradzkich ze Słowacją (jedyna przegrana w 2018 z niżej notowanym zespołem)
  Brak transmisji z meczów reprezentacji - co oczywiście nie jest zarzutem do trenera i zawodników