Rewanżowy mecz towarzyski: Polska - Rosja 2:2 fot. Aśka Żmijewska (fb.com/futsalovee)

Rewanżowy mecz towarzyski: Polska - Rosja 2:2

Remisem zakończyło się rewanżowe towarzyskie starcie futsalistów z Polski i Rosji. Zaczęło się podobnie jak dzień wcześniej w Opolu - od dwubramkowego prowadzenia gości, ale tym razem biało-czerwonym udało się wyciągnąć wynik.
 

Polska Polska - RosjaRosja
2:2

Bramki: Karol Czyszek (32), Mikołaj Zastawnik (38) - Iwan Cziszkała (3), Iwan Miłowanow (12).
Żółta kartka: Siergiej Abramow (Rosja).
Sędziowali: Radim Cep i Jan Kliner (Czechy).
Polska: Michał Kałuża, Bartłomiej Nawrat - Karol Czyszek, Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Tomasz Kriezel - Michał Kubik, Adam Wędzony, Robert Gładczak, Sebastian Grubalski, Dominik Solecki, Sebastian Leszczak, Arkadiusz Szypczyński, Sebastian Wojciechowski.
Rosja: Artiem Szewczenko (Nikołaj Bałaszow) - Rusłan Kudzijew, Siergiej Abramow, Iwan Cziszkała, Nikołaj Szysteriow - Władisław Szajachmetow, Maksim Wołyniuk, Iwan Miłowanow, Janar Asadow, Artiem Nijazow, Siergiej Orłow, Andriej Ponkratow.



W dużej mierze, przynajmniej statystycznie, niedzielne spotkanie było bardzo podobne do sobotniego. Zaczęło się od groźnej akcji Polaków i minimalnie niecelnego strzału Karola Czyszka, po czym Rosjanie łatwo wyszli na prowadzenie. Tym razem nie po karnym, a po akcji Siergieja Abramowa, który z łatwością minął z boku Roberta Gładczaka i wykorzystał fakt, że wracający z Iwanem Cziszkałą Sebastian Wojciechowski nie wiedział, czy ma konsekwentnie biec ze swoim zawodnikiem, czy wychodzić do najlepszego zawodnika w talii trenera Siergieja Skorowicza. W efekcie nie krył nikogo, a Cziszkała nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce.

Rosjanie wciąż dopiero się rozpędzali. W 8. minucie Rusłan Kudzijew trafił w poprzeczkę, trzy minuty później Maksim Wołyniuk w słupek, w końcu za trzecim razem już celnie piłkę do bramki skierował Iwan Miłowanow. Zrobił to efektownie, głową, po tym jak Wołyniuk minął Tomasza Luteckiego, a wracający z Miłowanowem Czyszek asekurował... dolne rejony boiska. Jeszcze raz później rywale trafili w słupek bramki Michała Kałuży, wyborną sytuację po fatalnym zagraniu Mikołaja Zastawnika zmarnował też zbyt efektowną próbą Artiem Nijazow. Polacy wyglądali słabo. Sporo było podań bez adresata, mniej groźne niż w sobotę były stałe fragmenty, bo przeciwnicy już wiedzieli, do kogo one będą trafiać. Wyróżnić można ledwie dwie okazje - nieco przypadkową Roberta Gładczaka, po zbyt słabym podaniu Władisława Szajachmetowa, oraz tę wypracowaną indywidualnie przez Tomasza Luteckiego, po której piłka odbiła się jeszcze rykoszetem od jednego z obrońców. Z obiema sytuacjami świetnie poradził sobie debiutujący w bramce "Sbornej" Artiem Szewczenko.



Początek drugiej połowy wcale nie zwiastował tego, że Polacy jak przed rokiem, na Mistrzostwach Europy, odrobią w końcówce stratę. Choć Abramow nie grał już tak znakomicie jak w pierwszej połowie, choć Skorowicz wpuszczał na boisko zawodników z trzeciej (niepełnej, z powodu absencji Kataty) czwórki, to Szewczenko nie miał zbyt dużo pracy. Mecz był po prostu spokojny, aż do 31. minuty, gdy sygnał do ataku mocnym strzałem, obronionym jeszcze z trudem przez bramkarza, dał Czyszek.

Zawodnik Pogoni 04 chwilę po tym strzelił swojego debiutanckiego gola w kadrze, posyłając spektakularną bombę w "okienko" bezpośrednio z rzutu wolnego. Dwie minuty później Bartłomiej Nawrat pokazał, że w reprezentacji nie jest tylko jako nauczyciel dla młodego Michała Kałuży, świetnie zatrzymując przeciągającego go Kudzijewa, a Lutecki nie wykorzystał więcej niż stuprocentowej okazji, po odbiorze przed polem karnym Michała Kubika.

Na cztery minuty przed końcem w polu karnym przewrócił się Gładczak, ale gwizdki nierówno sędziujących czeskich arbitrów milczały. Później z ostrego kąta o mały włos niespodzianki Szewczence nie zrobił Lutecki, po czym trener Błażej Korczyński wziął czas, wprowadzając za Nawrata (i tak często wychodzącego do przewagi) Zastawnika. Manewr się powiódł, choć nie bez sporej pomocy bramkarza z Rosji, który dał się zaskoczyć nie najtrudniejszemu uderzeniu wycofanego polskiego bramkarza. Teraz to Rosjanie zagrali power play, ale najbliżej trafienia był z własnej połowy Gładczak.

Remis z Rosją, zaledwie trzeci w historii (przy tylko jednej wygranej), to wynik pozwalający z optymizmem patrzyć w przyszłość reprezentacji. Choć dużo jest do poprawienia, choć Rosjanie nie grali w teoretycznie najmocniejszym składzie, to po meczach w Opolu i Nysie nie mamy żadnych powodów do wstydu.