Mecz towarzyski: Polska - Brazylia 1:5 fot. dzięki uprzejmości Zachodniopomorskiego ZPN

Mecz towarzyski: Polska - Brazylia 1:5

Na pierwszą bramkę Brazylijczyków Polacy potrafili jeszcze odpowiedzieć. Po kolejnych reakcji już nie było. W Koszalinie skończyło się na 1:5 z Canarinhos.
 

Polska Polska - BrazyliaBrazylia
1:5

Bramki: Michał Marek (11) - Rafael Rato 2 (8, 40), Guitta (13), Paradynski (14), Bateria (20).
Żółta kartka: Michał Kubik.
Czerwona kartka: Marlon (3).
Sędziowali: Tomasz Frąk i Damian Grabowski (Polska).
Polska: Michał Kałuża, Bartłomiej Nawrat - Piotr Łopuch, Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Tomasz Kriezel - Michał Kubik, Karol Czyszek, Robert Gładczak, Dominik Solecki, Sebastian Leszczak, Michał Marek, Sebastian Grubalski (Dominik Wilk).
Brazylia: Guitta (Roncaglio) - Daniel, Ferrão, Gadeia, Marlon - Rafael Rato, Bateria, Leo Santana, Fernando, Paradynski, Fits.



Pierwszy sparing z Brazylijczykami rozpoczął się od bomby w poprzeczkę Gadei. Po chwili jednak biało-czerwoni dostali zupełnie niespodziewany prezent, bo sędzia Damian Grabowski odesłał z czerwoną kartką do szatni Marlona za przewrócenie od tyłu Michała Kubika, znajdującego się w sytuacji sam na sam z Guittą. Kontrowersyjna decyzja nie pomogła Polakom. Błażej Korczyński szybko wziął czas i ustawił przewagę swoich podopiecznych, którzy jednak nie zdołali otworzyć wyniku. Najbliżej był Mikołaj Zastawnik, który trafił w słupek. Sposób, w jaki przyjezdni bronili się w osłabieniu, to chyba najcenniejsza lekcja, jaką może wyciągnąć statystyczny trener z tego meczu, bo spotkanie było wprawdzie interesujące, ale daleko było mu do porywającego widowiska.

Goście szybko opanowali grę, często niepokojąc Michała Kałużę, ale golkipera Rekordu pokonał dopiero w 8. minucie Rafael Franca Lira - uderzenie po krótko rozegranym aucie obtarło się jeszcze o jednego z obrońców i zaskoczyło naszego bramkarza. Pół minuty później piłka wpadła do siatki i kibice zdążyli krzyknąć z radości, ale trafiła tam tylko dlatego, że zaliczyła pusty przelot po wyrzucie Kałuży. Pełnoprawnie wbił ją za to po kolejnych trzech minutach Michał Marek. Guitta odbił piłkę przed siebie po uderzeniu z prawej strony Michała Kubika, a pivot Rekordu ze stoickim spokojem przełożył sobie brazylijskiego bramkarza i doprowadził do remisu.

Radość nie trwała nawet dwóch minut. Po efektownym trafieniu Polacy zaliczyli efektowny błąd, gdy Guitta wyszedł z piłką na połowę biało-czerwonych. Z ofensywnym golkiperem o bardzo podobnie brzmiącym pseudonimie - Higuitą z Kazachstanu - nasi zawodnicy świetnie niegdyś sobie radzili. Przed Brazylijczykiem tymczasem rozpierzchli się, a ten bez zastanowienia uderzył na bramkę Kałuży. Skutecznie. Po kolejnej minucie swoich sił w grze ofensywnej próbował tym razem Kałuża, ale jego podanie okazało się za słabe, Brazylijczycy wyszli z kontrą, a sfinalizował ją zawodnik o swojsko brzmiącym nazwisku Paradynski.



Jeszcze przed przerwą niezłych okazji nie wykorzystali Zastawnik i Marek, z kolei w słupek trafił Rafael Rato. Gdy wydawało się, że do przerwy będzie 1:3, na 20 sekund przed końcem bombą z rzutu wolnego popisał się Bateria, wykorzystując fakt, że z ustawionego muru odbiegł jeden z naszych zawodników. Brazylijczycy w pierwszej połowie załatwili nas własną naszą i wykorzystali nasze błędy. Gra biało-czerwonych nie wyglądała źle, ale aż przy trzech bramkach dla gości podopieczni Błażeja Korczyńskiego popełnili kosztowne błędy. Przy okazji dwa gole strzelili po stałych fragmentach. Tymczasem Karola Czyszek i Sebastian Leszczak przy rzutach wolnych zdołali tylko huknąć w mur, dodatkowo świetnie czytający nasze rzuty rożne rywale w ogóle nie pozwolili na strzały po lobach z kornera, w czym dotychczas lubowali się Zastawnik czy Dominik Solecki.

Druga połowa była mniej efektowna. Nie licząc parad Bartłomieja Nawrata, który w przerwie zastąpił między słupkami Kałużę i już na "dzień dobry" zatrzymał groźne uderzenie Ferrão i jego dwie (!) dobitki. Nawrat duże zagrożenie sprawiał też w ofensywie - dwukrotnie posłał piłkę przez całe boisko, najpierw na głowę Tomasza Kriezela o później Tomasza Luteckiego. Niestety, w obu sytuacjach kapitalnie interweniował Guitta. Oprócz tego dwukrotnie po ładnych kontrach nieskutecznie strzelał Zastawnik. Brazylijczycy zaś grali swoje - ich gra nie była specjalnie spektakularna, dużo było w niej europejskiej taktyki i kalkulacji, mniej południowoamerykańskiej samby. Imponowała zwłaszcza ich technika, bo wygranymi pojedynkami 1 na 1 obdzielić można by kilka meczów.

Spektakularnie zrobiło się na koniec, gdy Brazylijczycy ustalili wynik po tym, jak Rafael Rato dostał piłkę zagraną piętą od pivota Ferrao. Mimo, że tylko dwóch przyjezdnych szturmowało polską bramkę, a strzegło jej trzech obrońców i Nawrat, zdołali w ostatniej minucie jeszcze podwyższyć wynik.

Nie był to z pewnością najlepszy mecz w wykonaniu Polaków, ale nie był też słaby. Gdyby nie to, że w pierwszej połowie nasi reprezentanci nieco ułatwili rywalom zadanie, wynik byłby znacznie bliższy niespodzianki. Może ujrzymy ją już za dwa dni w rewanżowym starciu w Bydgoszczy. Choć biało-czerwoni będą z pewnością czuli w nogach mecz z Koszalina, należy pamiętać, że dla Brazylijczyków będzie to już czwarte spotkanie w ciągu siedmiu dni (wcześniej przegrali 0:3 i wygrali 5:1 w Serbii). Zespół Błażeja Korczyńskiego stać na to, by to wykorzystać.