Liga Mistrzów: FC Barcelona - Rekord Bielsko-Biała 3:1 fot. FCB/ Paco Largo (dzięki uprzejmości Barçy i Rekordu)

Liga Mistrzów: FC Barcelona - Rekord Bielsko-Biała 3:1

Mistrzowie Polski przegrali ze słynną Barceloną w drugim meczu turnieju Elite Round. Mimo porażki, zawodnicy Rekordu zaprezentowali się z jak najlepszej strony.

 

Barça Lassa Barça Lassa - Rekord Bielsko-BiałaRekord Bielsko-Biała
3:1

Bramki: Esquerdinha (17), Ferrao (28), Adolfo (39) - Alex Viana (17).
Żółte kartki: Leo Santana - Alex Viana, Oleksandr Bondar.
Sędziowali: Alessandro Malfer i Angelo Galante (Włochy).
Barcelona: Didac (Juanjo) - Aicardo, Dyego, Adolfo, Esquerdinha - Leo Santana, Boyis, Sergio Lozano, Ferrao, Joselito, Arthur (Roger, Adri Ortego).
Rekord: Bartłomiej Nawrat (Michał Kałuża) - Artur Popławski, Paweł Budniak, Michał Marek, Oleksandr Bondar - Michał Kubik, Łukasz Biel, Alex Viana, Jan Janovský (Kamil Surmiak, Jan Dudek, Tomasz Gąsior, Wojciech Łasak).



Przed sezonem Rekord rozegrał w Barcelonie dwa sparingi - przegrał w nich 0:11 i 1:7. Już sam wynik piątkowego starcia świadczy o tym, jak znakomicie bielszczanie zagrali w meczu już oficjalnym. Zwycięstwo Barçy jest oczywiście zasłużone, ale nie umniejsza to poziomu zaangażowania zawodników Andrzeja Szłapy. Tak walczące polskie drużyny ogląda się z prawdziwą przyjemnością, nawet jeśli przegrywają. Bo widać, że przegrywają po szalonej momentami walce.

Gospodarze właśnie szalenie rzucili się na Rekord na początku spotkania, jakby chcieli jak najszybciej rozstrzygnąć wynik i oszczędzać siły przed decydującym o awansie do Final Four meczem z mistrzem Rosji. Trafili jednak na niesamowicie dysponowanego Bartłomieja Nawrata, który sam jeszcze bardziej podniósł sobie poprzeczkę po i tak już znakomitym meczu z Jugrą Jugorsk. Gdyby futsal był popularniejszym sportem, prezes Janusz Szymura po powrocie do Polski miałby zapchaną skrzynkę mailową od zapytań o latającego Nawrata. Jak tylko mogli, pomagali mu też koledzy, z olbrzymim zaangażowaniem biegający od jednego zawodnika do drugiego i wzajemnie łatający braki wynikające z mniejszej szybkości i świetnego wyszkolenia technicznego rywali. Po przetrzymaniu początkowej nawałnicy bielszczanie do tej pory z rzadka goszczący dłużej na połowie przeciwników zaczęli dłużej utrzymywać się przy piłce i coraz śmielej kontrować. Nieliczne wypady, jak Alexa Viany czy Michała Kubika, kończyły się słabymi strzałami. Dopiero w 14. minucie sytuacja była na tyle groźna, że Leo Santana faulem zdecydował się na przerwanie kontrataku Artura Popławskiego. Po rzucie wolnym pierwszy celny strzał oddał Łukasz Biel.

Drugi, trzy minuty później, zakończył się już trafieniem. Michał Kubik został przewrócony pod polem karnym Barcelony i nie zerwał się do obrony - i dobrze zrobił, bo wspomógł sunącego w rekontrze Alexa Vianę i po otrzymaniu piłki od Brazylijczyka oddał mu piłkę na pustą bramkę. Nie uciszył tym publiczności, jak zwykło się to mówić. Ta dalej bawiła się znakomicie, niezrażona dopingowała swoich i została bardzo szybko nagrodzona. Niestety znów po stałym fragmencie, po wgraniu z autu na środek i wyprzedzeniu obrońców przez Rosjanina rodem z Brazylii o swojsko brzmiącym przydomku Esquerdinha. Pięć sekund po wyrównaniu Barca mogła prowadzić, lecz strzał Dyego zatrzymał się na poprzeczce.

Statystyczna przewaga gospodarzy po pierwszej połowie była przygniatająca - w oddanych strzałach prowadzili 37:10. W celnych - 10:2. W kornerach było aż 15:1, co poniekąd tłumaczy bramkę Esquerdinhy - w końcu po którymś stałym fragmencie coś musiało wpaść, a pewnie w autach, których nikt nie liczy, przewaga była podobnych rozmiarów. Nawet w żółtych kartkach Katalończycy wówczas prowadzili, tylko ten najważniejszy rezultat był wyrównany.



W Polsce pewnie w takim momencie mówiłoby się o ostrych słowach w szatni i ponownym rzuceniu się na rywala od pierwszego gwizdka drugiej połowy. Barcelona, przyznać trzeba, była mądrzejsza, bo paradoksalnie zaczęła grać o tempo spokojniej, dalej wręcz od bramki Nawrata, jakby próbując wyciągnąć Rekordzistów. To pozwoliło bielszczanom na przeprowadzenie kilku naprawdę udanych akcji. Najbardziej szkoda sytuacji z 23. minuty, gdy zawodnicy mistrza Polski wyszli we 3 na 1 obrońcę, ale podanie na prawo Oleksandra Bondara przeciął wracający Esquerdinha. Minutę później znakomicie czujący się w hali Palau Blaugrana Alex Viana wystawił piłkę Michałowi Markowi, który z dość ostrego kąta nie zdołał pokonać bramkarza Dídaca Plany. Po kolejnej minucie Brazylijczyk obsłużył tym razem Łukasza Biela, ale i to uderzenie golkiper Katalończyków instynktownie obronił. Trochę już podopiecznym Andreu Plazy było za dużo. Kontrę 3 na 1 i strzał Ferrao Nawrat jeszcze zatrzymał. Bombę Dyego po chwili sparował na słupek. Ale gdy w 28. minucie Ferraro poradził sobie z Popławskim, ładnym zwodem minął i polskiego golkipera i po raz pierwszy wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.

Rekord się nie poddał, do końca już wprawiał w zakłopotanie kibiców miejscowych i w zachwyt tych w Polsce. Dídac Plana miał sporo do roboty, choć nadal więcej pracy miał oczywiście Nawrat. Gdy jednobramkowa strata utrzymywała się, Andrzej Szłapa zdecydował się na wpuszczenie lotnego bramkarza. Z Jugrą dzień wcześniej przyniosło to znakomity efekt, tym razem było blisko, ale manewr się nie powiódł. Tylko Barcelona zdołała jeszcze podwyższyć, gdy nieco zbyt krótkie podanie Pawła Budniaka strzałem z dystansu próbował ratować Bondar, ale uderzenie zostało zablokowane i piłka potoczyła się w kierunku bramki mistrzów Polski. Trafiła w słupek, ale tam celnie "poprawił" już Adolfo.

Piątkowe starcie było znakomitym dowodem, że polski futsal dokonał postępu. Trzy kwartały temu widzieliśmy to w grze reprezentacji. Teraz pokazała to forpoczta naszej ekstraklasy. Brawo Rekord, jeśli istnieją piękne porażki, to ta w Barcelonie właśnie taka była.

"Zaciekła defensywa sprawiła, że goście nie byli łatwymi przeciwnikami i wykazali, że są niebezpieczni w ataku. Wyglądali groźnie za każdym razem, gdy wychodzili do przodu. Bramkarz bardzo dobrze dopełniał swoją obronę i był prawie niemożliwy do pokonania" - podsumowała grę Rekordu strona Barcelony. Brzmi jak najlepsza możliwa pochwała.

W niedzielę bielszczanie zagrają o trzecie miejsce w grupie z serbskim Ekonomacem Kragujevac. Do tego celu zespołowi Andrzeja Szłapy wystarczy remis, ale znając Rekordzistów, możemy spodziewać się walki do upadłego do ostatniej syreny. Tym bardziej, że każdy punkcik przyda się za rok w klubowym rankingu UEFA, decydującym o rozstawieniach. Ale my już teraz dziękujemy za emocje, jakich mogliśmy doświadczyć dzięki mistrzom Polski.

Grupa B Elite Round UEFA Futsal Champions League

  • czwartek 15 listopada 2018
    18:30 ru Gazprom-Jugra Jugorsk - pl Rekord Bielsko-Biała 4:3 (2:1)
    ⚽ Dmitrij Łyskow 2 (5, 8), Władisław Szajachmetow (22), Iwan Cziszkała (34) - Michał Kubik 3 (10, 36, 40).
    21:15 es Barça Lassa - rs Ekonomac Kragujevac 6:1 (4:1)
    ⚽ Adolfo 2 (6, 18), Ferrao (8), Dyego (14), Aicardo (22), Sergio Lozano (35) - Divanei (10).
  • piątek 16 listopada 2018
    18:30 rs Ekonomac Kragujevac - ru Gazprom-Jugra Jugorsk 2:3 (1:1)
    ⚽ Nikola Matijević (9), Slobodan Rajčević (26) - Nando (18), Władisław Szajachmetow (31), Zwiad Kupatadze (40).
    21:15 es Barça Lassa - pl Rekord Bielsko-Biała 3:1 (1:1)
    ⚽ Esquerdinha (17), Ferrao (28), Adolfo (39) - Alex Viana (17).
  • niedziela 18 listopada 2018
    11:00 pl Rekord Bielsko-Biała - rs Ekonomac Kragujevac
    13:15 ru Gazprom-Jugra Jugorsk - es Barça Lassa

Tabela grupy 7 main round

  M Pkty Bramki
1. es Barça Lassa 2 6 9-2
2. ru Gazprom-Jugra Jugorsk 2 6 7-5
3. pl Rekord Bielsko-Biała 2 0 4-7
4. rs Ekonomac Kragujevac 2 0 3-9