Puchar Narodów: Francja - Polska 2:3. Heroiczny bój dał awans do finału z Brazylią
Reprezentacja Polski pokonała Francję w półfinale towarzyskiego turnieju Puchar Narodów w Brasilii. W nagrodę ponownie zagra z mistrzem świata, Brazylią.
Faworyt był jeden - czwarta drużyna ostatnich mistrzostw świata w Uzbekistanie, niepokonana od dziesięciu spotkań – dokładnie od meczu o brąz na mundialu z Ukrainą. Francuzi ostrzyli sobie zęby na finał i możliwość kolejnego starcia z Brazylią, którą pokonali jako ostatnia reprezentacja na świecie - w kwietniu 2024 roku w towarzyskim turnieju na Litwie.
Zamiast tego czeka ich drugi w odstępie dwóch dni pojedynek z Paragwajem - o trzecie miejsce na turnieju w Brasilii. To konsekwencja przede wszystkim słabej w ich wykonaniu pierwszej połowy starcia z Polską. Po golu na 3:0, kiedy Tomasz Kriezel wgrał piłkę z autu, a ta odbiła się nieszczęśliwie od Souheila Mouhoudine'a, francuski komentator zaczął mówić o katastrofie. Zresztą w zasadzie wszystkie bramki w tym meczu padały w nieoczywistych okolicznościach.
Wynik w 5. minucie otworzył Kriezel, zaskakując lobem z własnej połowy Louisa Marqueta. Sześć minut później francuski golkiper po raz kolejny zachował się fatalnie, łapiąc wręcz za nogę Piotra Skiepkę w polu karnym. Z szóstego metra pewnie podwyższył Sebastian Leszczak.
Wszystko to nie znaczy, że Biało-Czerwoni panowali na boisku. Nic z tych rzeczy - po prostu korzystali z okazji, które sami sobie wypracowali lub dostali w prezencie od rywali. I mieli między słupkami prawdziwego strażaka, a nie takiego, który sam wznieca pożary. – Mogliśmy w tym meczu strzelić więcej goli niż rywale, ale nie potrafiliśmy tego zrobić mimo stworzonych okazji. Trzeba też przyznać, że trafiliśmy na świetnie dysponowanego bramkarza – komplementował Michała Kałużę po meczu selekcjoner reprezentacji Francji, Raphaël Reynaud. Przez cały mecz to jego podopieczni dominowali pod względem techniki i imponowali szybkością.
W drugiej połowie Polacy głównie się bronili, choć swoje okazje też mieli. Najlepszej nie wykorzystał Maciej Jankowski, w 33. minucie stając oko w oko z Francisem Lokoką, który po przerwie zmienił Marqueta i prezentował się o niebo lepiej, niż jego kolega. Ale Francuzi nie wykorzystywali jeszcze lepszych sytuacji – trzy minuty przed końcem, przy stanie 2:3, z zaledwie metra pomylił się Mouhoudine. Kałuża skapitulował tylko dwa razy – po błędzie Biało-Czerwonych przy wyprowadzeniu piłki w 25. minucie i cztery minuty później, gdy bramkarz Rekordu Bielsko-Biała sparował na poprzeczkę uderzenie Nelsona Lutina, ale wobec dobitki głową wysokiego Abdessamada Mohammeda był bezradny.
W końcówce Francuzi nie wycofali bramkarza - postawili na indywidualne umiejętności Mamadou S. Touré, wierząc, że zakręci on zmęczonymi polskimi obrońcami. Ta sztuka jednak im nie wyszła i nie oni, a Polacy zagrają w finale z Brazylią, która w swoim półfinale bez problemu 5:0 pokonała Paragwaj. Ostatni mecz zawodników trenera Błażeja Korczyńskiego rozpocznie się w niedzielę o godz. 23.00 polskiego czasu.
Mecz towarzyski: Francja – Polska 2:3 (0:3)
bramki: Arthur Tchaptchet (25), Abdessamad Mohammed (29) – Tomasz Kriezel (5), Sebastian Leszczak (11-karny), Souheil Mouhoudine - samobójcza (18).
żółte kartki: Arthur Tchaptchet, Abdessamad Mohammed, Mamadou S. Touré – Sebastian Leszczak, Paweł Kaniewski, Tomasz Kriezel, Mateusz Madziąg.
Francja: Louis Marquet, Francis Lokoka – Ayoub Saadaoui, Abdessamad Mohammed, Souheil Mouhoudine, Mamadou S. Touré– Sid Belhaj, Amine Gueddoura, Arthur Tchaptchet, Nelson Lutin, Mamadou Touré, Ouassini Guirio, Steve Bendali, Amim Benslama.
Polska: Michał Kałuża (Krzysztof Iwanek) – Piotr Skiepko, Albert Betowski, Jakub Kąkol, Tomasz Kriezel – Mateusz Madziąg, Paweł Kaniewski, Sebastian Grubalski, Sebastian Leszczak, Michał Marek, Maciej Jankowski (Michał Kubik).