Pogoń po wertepach do finału fot. Artur Szefer / Pogoń 04 Szczecin

Pogoń po wertepach do finału

Radość z wywalczenia medali mistrzostw Polski mieszała się u futsalistów Pogoni 04 Szczecin z rozczarowaniem. Spodziewali się po sobie więcej w meczu z AZS UŚ Katowice.
Pogoń 04 SzczecinAZS UŚ Katowice23.04.2016 godz. 18:00

Pogoń 04 Szczecin - AZS UŚ Katowice
2:1 (1:0)

Protokół meczowy
Na papierze zadanie Pogoni 04 nie było skomplikowane. Musiała pokonać zdegradowany już AZS UŚ Katowice, by pozostać wiceliderem po sezonie zasadniczym i zagrać w finale mistrzostw Polski. W równolegle rozgrywanym meczu Rekord Bielsko-Biała punktował Clearex Chorzów, więc Pogoń nie miała marginesu błędu, a wisiał on w powietrzu.

Owszem, szczecinianie mieli przewagę w posiadaniu piłki, więcej sytuacji podbramkowych, ale zarazem nie potrafili opanować nerwów, stąd pudła i pomyłki na własnej połowie. Blisko zdobycia gola byli Marek Bugański i Artur Jurczak. Pierwszy miał odsłonięte pół bramki, ale skiksował. Jurczak uderzył lepiej, ale piłka odbiła się najpierw od słupka, następnie od golkipera, po czym wyszła w pole. Upragnione prowadzenie dla szczecinian uzyskał w końcu najlepszy strzelec zespołu Adam Jonczyk. W jednej z rozmów opowiadał, że koledzy w szatni śmieją się, że zdobywa tylko łatwe gole z bliska. No to dołożył następnego. Jonczyk wpakował piłkę z metra do bramki po wściekłej szarży i wstrzeleniu Michała Kubika.
- Wiedzieliśmy, że mecz będzie nerwowy, dopóki nie strzelimy gola, a najlepiej dwóch. Tymczasem długo nie potrafiliśmy znaleźć drogi do bramki. Na szczęście udało się wyjść na prowadzenie i jakoś gra się uspokoiła, aczkolwiek pewni swego nie byliśmy aż do 37. minuty.

We wspomnianej 37. minucie Oleksandr Szamotij strzelił na 2:0 do pustej bramki, kiedy katowiczanie wycofali golkipera. Między golami Pogoni było nerwowo. Przyjezdni ostemplowali poprzeczkę, kilkakrotnie zmusili do interwencji Kamila Lasika. Kibice nie oklaskiwali widowiskowej gry zero-czwórki, a nerwowo patrzyli na zegar. Fiesta w Szczecinie mogła rozpocząć się dopiero w końcówce meczu i nic nie zmieniła już honorowa bramka Tomasza Dury na 2:1 w ostatniej minucie. Portowcy zagrają w finale ekstraklasy, choć po swoim występie byli tak samo szczęśliwi z sukcesu, jak rozczarowani swoją postawą.

- Ciążyła na nas presja. Tak naprawdę zagraliśmy słaby mecz, w którym niewiele nam wychodziło. Rywale przyjechali do Szczecina na luzie i napsuli nam krwi. Nie ma na razie powodu do euforii. Zrealizowaliśmy nasz plan minimum, a teraz zamierzamy doprowadzić misję do końca i zdobyć złote medale - skomentował Mateusz Gepert.