Gatta z podwójnym 2:0 fot. Artur Szefer / Pogoń 04 Szczecin

Gatta z podwójnym 2:0

Pierwszy finałowy mecz ekstraklasy nie przyniósł spodziewanych emocji, w rundzie zasadniczej kibice byli świadkami znacznie ciekawszych spotkań. Górą w starciu w Szczecinie była Gatta Zduńska Wola, która dzięki wygranej jest już o krok od zapewnienia sobie Mistrzostwa Polski.
Pogoń 04 SzczecinGatta Active Zduńska Wola07.05.2016 godz. 18:00

Pogoń 04 Szczecin - Gatta Zduńska Wola
0:2 (0:1)

Protokół meczowy
Statystyka strzałów:
9 — celne 15
22 niecelne 13
14 zablokowane  12
Zaczęło się bardzo niemrawo - Gatta tylko raziła bombami po stałych fragmentach gry, Pogoń... w zasadzie nie odpowiadała nijak. 42 sekundy po rozpoczęciu lukę między obrońcami znalazł Mariusz Milewski, chwilę później jego wyczyn skopiował Igor Sobalczyk, ale strzały obydwu zawodników Gatty odbił Kamil Lasik. Bardzo nudny okres gry zakończył wreszcie w 7. minucie Mateusz Jakubiak, gdy zszedł z piłką do środka, a że miał sporo miejsca, to oddał pierwszy groźny strzał po stronie gospodarzy. Szczęśliwą, ale skuteczną interwencją popisał się tym razem Dariusz Słowiński. Dwie minuty później lewą stroną przedarł się i dobrze wystawił piłkę Arkadiusz Szypczyński, ale bardziej od Pogoni ucierpiały na tej akcji bandy za linią końcową, w które wpadł młody zduńskowolanin. Usypianie rywala (zamierzone lub nie) przyniosło Gatcie efekt w 10. minucie. Sobalczyk wygrał pojedynek z Dominikiem Soleckim przy linii bocznej i posłał piłkę w kierunku długiego słupka Kamila Lasika, a ten, chyba zaskoczony, że jego kolega nie zablokował tym razem uderzenia, przepuścił piłkę do siatki. Obrona miejscowych zaspała też chwilę później, gdy na listę strzelców głową (!) próbował się wpisać Daniel Krawczyk. Obudził się już jednak Lasik i odbił piłkę na róg. Do końca pierwszej połowy obie drużyny miały okazje na trafienia, ale - poza jedną - niespecjalnie klarowne. Swoich sił próbowali Sobalczyk, Milewski czy Michał Klaus ze strony przyjezdnych czy Artur Jurczak i Michał Kubik wśród Portowców. Wszystkie te strzały mogły być groźne, ale żaden nie poleciał w światło bramki. Podobnie było w ostatniej akcji Pogoni przed przerwą, najlepszej okazji do wyrównania. Mateusz Gepert oszukał wówczas Marcina Stanisławskiego, ale będąc sam przed Słowińskim uderzył... także niecelnie.
Druga połowa rozpoczęła się tym razem od mocnego uderzenia. Daniel Krawczyk zdołał wreszcie przekonać sędziów, że był faulowany, a Mariusz Milewski posłał z rzutu wolnego taką bombę w okienko, że szczecińscy kibice mogli tylko westchnąć, iż wśród ich pupili nie ma nikogo z takim "kopytem". Na 3:0 podwyższyć mógł Michał Szymczak, który minął "na zamach" Soleckiego, lecz jego strzał obronił Lasik. Jeszcze bliżej trafienia był Klaus, który z kolei huknął w słupek. Gospodarze nie bardzo potrafili zaś znaleźć na dobrze ustawioną defensywę rywali. W dobrej okazji spudłował wypatrzony przez Soleckiego między dwoma obrońcami Adam Jonczyk, dobre piłki na długi słupek wystawiali też Łukasz Tubacki oraz Mateusz Gepert - cóż z tego, skoro nikt tych piłek nie zamykał. Dwukrotnie dobre piłki z autu, w stylu znanym z meczu Polska-Kazachstan w Szczecinie, wystawiał też Michał Kubik. Za pierwszym razem w bramkę nie trafił Oleksandr Szamotij, za drugim Słowiński obronił strzał Jonczyka. Goście też mieli swoje okazje - swoich indywidualnych kontr nie wykończyli dobrze Michał Klaus i Mateusz Olczak. Po tym, gdy w 33. minucie gospodarze reklamowali u sędziów rękę w polu karnym jednego z zawodników Gatty, a arbitrzy pozostali nieugięci, Łukasz Żebrowski zdecydował się na wycofanie bramkarza. Jego drużynie udało się w ten sposób podreperować statystykę strzałów, bo oddali ich naprawdę dużo, ale w zdecydowanej większości niecelne. Zduńskowolanie zaś nie dążyli do strzelenia kolejnych bramek, de facto nie mieli nawet dobrych okazji do przerzucenia piłki przez całe boisko do pustej bramki. Skoncentrowani na obronie spokojnie dowieźli końcowy rezultat do ostatniej syreny.

W pierwszym finałowym meczu Pogoń nie pokazała niczego, w czym byłaby lepsza od Gatty. Słabszą miała skuteczność, w obronie zdarzyły się jej błędy pociągające za sobą bramkowe konsekwencje, w lepszej dyspozycji od Kamila Lasika był też Dariusz Słowiński. Na dobrą sprawę wynik mógłby być jeszcze trochę wyższy, a Portowcy nie mogliby mieć o to pretensji. Teraz rywalizacja przenosi się do Zduńskiej Woli. Jeśli w przyszłą niedzielę Gatta wygra, to już wtedy będzie mogła świętować swój upragniony mistrzowski tytuł.