Błażej Korczyński: obiecałem córce wrócić w sobotę
W Krakowie mamy świetnie perspektywy. Prezes Piotr Wawro podkreśla, że mistrzostwo nie jest kresem naszej drogi, a przepustką do wspaniałych rozgrywek, jakimi są UEFA Futsal Cup. Postaramy się godnie zaprezentować nasz kraj w Europie, a przede wszystkim obronić tytuł – mówi grający trener Wisły Krakbet Kraków Błażej Korczyński.
Podobnie jak Krzysztof Kusia, czyli kapitan zespołu, którego Pan jest grającym trenerem, w ostatnią sobotę Błażej Korczyński sięgnął po piąty tytuł mistrzowski.
Mam jednak tę przewagę nad Krzyśkiem, że zdobyłem go z czterema klubami, a on z trzema (śmiech). Dwa razy świętowałem z PA Nova Gliwice, a po jednym razie z Cleareksem Chorzów, Baustalem Kraków i teraz z Wisłą. Jako grający trener to moje drugie złoto, chociaż pięć lat temu w Gliwicach prowadziłem drużynę razem z Romanem Sowińskim. Można powiedzieć, że nasz tegoroczny sukces rodził się w bólach. Jeszcze na początku rundy rewanżowej byliśmy na ósmym miejscu w tabeli...
Rok temu byliście wielkimi przegranymi fazy play-off. Startując z pierwszego miejsca byliście pewniakiem do tytułu, a skończyło się „tylko” na srebrnych medalach. Teraz byliście na czwartej pozycji, a play-offy przeszliście jak burza.
Przez cały sezon trapiły nas kontuzje. Optymalny skład miałem do dyspozycji jedynie w ostatnim finałowym spotkaniu. Sześciu zawodników ma za sobą poważne kontuzje. Poza tym potrzebowaliśmy czasu na zgranie i znalezienie optymalnych ustawień dla Despotovicia, Vakhuli i Zadorożnego. Doszło do tego, że sam musiałem się pojawić na parkiecie, chociaż chciałem się skupić na roli trenera. Słabsze mecze w sezonie zasadniczym były również efektem ciężkich treningów, które miały dać i dały efekt w play-offach. Sporo ryzykowaliśmy, ale każdy z nasz dopiero uczył się play-offów.
Wprowadzone dwa lata temu play-offy podniosły poziom naszej ligi?
Na pewno rywalizacja i walka o mistrzostwo stała się ciekawsza. Chociaż w ubiegłym roku play-offy zabrały mi tytuł, to jestem ich wielkim zwolennikiem. Tak się gra na zachodzie i w ten sposób powinniśmy przygotować polskich futsalistów do walki na międzynarodowej arenie. Na takim poziomie przygotowanie kondycyjne i psychiczne odgrywa kluczową rolę. Play-offy uczyły nas odpowiedniego przygotowania na mecze dzień po dniu, a zawodnicy oswajali się z presją związaną z walką o cele. Uważam, że play-offy powinny zostać zachowane. Słyszałem jednak, że mamy wrócić do tradycyjnego systemu rozgrywek ligowych. Szkoda, bo idąc tą drogą nasza kadra nigdy nie osiągnie jakiegokolwiek sukcesu.
Wróćmy jednak do zakończonego sezonu ligowego i finałów z Red Devils Chojnice.
W każdym spotkaniu byliśmy minimalnie lepsi, chociaż cała rywalizacja mogła się potoczyć zupełnie inaczej. Atut własnego parkietu nie jest naszą najmocniejsza stroną, bo nasza hala jest idealna dla drużyn grających z kontrataku. A właśnie taki styl zaprezentowali chojniczanie – twarda obrona i groźny, szybki atak. Red Devils zajął szóste miejsce, ale całe play-offy pokazały, że nieprzypadkowo znalazł się w finale. Obraliśmy jednak odpowiednią taktykę, która dała nam mistrzostwo.
Mało jednak brakowało, a do wyłonienia nowego mistrza Polski w futsalu potrzebowalibyśmy jeszcze czwartego spotkania.
W dogrywce zafundowałem sobie i moim podopiecznym ogromną huśtawkę emocji. Gol dla Red Devils padł przecież po moim błędzie, kiedy to nie upilnowałem Łukasza Sobańskiego. Wtedy jednak pomyślałem o córce, która następnego dnia przystępowała do pierwszej komunii świętej. Obiecałem jej powrót do domu na czas. Zainicjowałem więc akcję, po której zdobyliśmy wyrównującą bramkę. W rzutach karnych znów uśmiechnęło się do nas szczęście. Tym samym nie zawiodłem zarówno moich podopiecznych, jak i kochanej córki.
Ciężko jest łączyć funkcję trenera z czynnym zawodnikiem?
Bardzo ciężko. Trenerowi nie wypada popełniać błędów, których nie powinni robić jego podopieczni. Mam tutaj na myśli sytuację z dogrywki trzeciego meczu, o której wspomniałem chwilę wcześniej. Każdą sytuację muszę przeanalizować kilka razy. Najchętniej skupiłbym się już na trenerce, ale prezes Piotr Wawro nie pozwala mi na to. Powiedział, że odpuści mi dopiero wtedy, jak zostanę rekordzistą ligi pod względem zdobytych bramek. Najlepszy Krzysztof Filipczak ma 308 bramek, a ja do tej pory zaliczyłem 299 goli.
W ostatni weekend maja staniecie przed szansą ustrzelenia dubletu.
Z finałowego turnieju w Szczecinie chcemy wrócić z Halowym Pucharem Polski. Stać nas na to. Z drugiej jednak strony będę chciał dać szansę młodszym zawodnikom, a stawka drużyn jest bardzo wyrównana. Praktycznie każdy może wygrać ten turniej.
W następnym sezonie zagracie również w europejskich pucharach.
W Krakowie mamy świetnie perspektywy. Prezes Piotr Wawro podkreśla, że mistrzostwo nie jest kresem naszej drogi, a przepustką do wspaniałych rozgrywek, jakimi są UEFA Futsal Cup. Mam nadzieję, że zagramy od razu w turnieju rundy głównej, bez konieczności gry w preeliminacjach. Postaramy się godnie zaprezentować nasz kraj w Europie, a przede wszystkim obronić tytuł.
Dodatkowe informacje
- Źródło: www.pzpn.pl