HAT-TRICK z... Sebastianem Wiewiórą fot. Michał Duśko / Piast Gliwice

HAT-TRICK z... Sebastianem Wiewiórą

Trener Piasta Gliwice jest w tym tygodniu bohaterem HAT-TRICKA, bo i okazja jest wyjątkowa - miał mieć okazję zagrania przeciwko prowadzonemu przez siebie zespołowi. Do tej ciekawie zapowiadającej się konfrontacji jednak nie dojdzie. Dlaczego? Zapraszamy do lektury.
Czy trener już zdecydował czy gra z Piastem, czy przeciw Piastowi?
- Niestety to los za mnie zdecydował. W ostatnim meczu Pucharu Polski z Orłem Jelcz-Laskowice nabawiłem się urazu kostki i nie jestem w stanie wyjść na parkiet jako zawodnik, dlatego poprowadzę z ławki Piasta. Gdyby zdrowie dopisało, to grałbym w Novej, a Piasta prowadziłby mój asystent Jacek Podgórski.

Wracając do poważniejszych spraw - z czego wynika fakt, że Piast plasuje się w czołówce, a inne śląskie ekipy "po przejściach", czyli Clearex i AZS UŚ, nie mogą do górnej połówki tabeli podskoczyć?
- Myślę, że mimo nie najwyższego budżetu udało się sprowadzić młodych, dość ogranych i głodnych sukcesu zawodników, i połączyć tę młodzież z małą dozą doświadczenia oraz wielkiej siły w bramce, czyli Łukaszem Groszakiem i Michałem Widuchem. Choć rozmawialiśmy jeszcze z 3-4 zawodnikami, to nie mogę narzekać. Oczywiście mimo wszystko, bez ciężkiej pracy oraz szybkiego zgrania tej "zbieraninki", nie bylibyśmy w tym miejscu, co jesteśmy. Osobiście uważam, że zawodnikom pomimo taktyki, trzeba zaufać i czasami dać trochę wolnej ręki, pozwolić im na trochę inwencji własnej. To nie jest pełne zawodowstwo, żeby traktować poszczególnych zawodników jak żołnierzy. Ważnym elementem jest też atmosfera w szatni, którą mimo wielu przeszkód, udało się zbudować. Przede wszystkim to zasługa zawodników i ich umiejętności oraz zaangażowania. Trener jest po to, żeby nie przeszkadzał, a potrafił chłodnym okiem spojrzeć na grupę, którą ma w szatni.
Dlaczego poszliście obiecującą drogą, zaczynając współpracę ze znaną sportową marką, jaką jest Piast, a na waszych meczach widzowie jak najbardziej są, ale cisza niemal jak makiem zasiał?
- Rozpoczynając akcję Futsalowy Piast Gliwice, mieliśmy chyba więcej przeciwników niż zwolenników. Typowi kibice z dużego boiska od początku byli na "nie" i pewnie też dlatego nie odwiedzają naszej hali. Naszymi kibicami głównie są koneserzy futsalu - najbliższa rodzina, znajomi itd. - którzy przychodzą oglądać dobry i ciekawy futsal. Na co dzień nie są zapalonymi kibicami, choć po zdobyciu każdej bramki przez moją drużynę potrafią naprawdę spontanicznie reagować i wtedy atmosfera jest gorąca. Według mnie głównie brakuje takiego prowodyra, który rozruszałby to całe towarzystwo. Brakuje impulsu i wtedy myślę, że ludzie byliby odważniejsi. Kiedyś przed laty taka sama sytuacja miała miejsce na meczach PA Novej. W końcu znalazło się kilku zapaleńców, którzy z meczu na mecz mieli coraz więcej zwolenników. W pewnym momencie hala pękała w szwach, było gwarno i głośno. Były piosenki, śpiewane tylko dla tej drużyny, flagi, bębny, szaliki i piękna atmosfera i... wspólne świętowanie tytułu Mistrza Polski. Oczywiście było dość sporo pomocy ze strony klubu, ale według mnie tak to musi funkcjonować.