HAT-TRICK z... Rafałem Gnybkiem
Menedżer Red Dragons Pniewy od tego roku jest członkiem Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN, a już wcześniej dał się poznać jako osoba pełna ciekawych pomysłów na rozwój polskiego futsalu. Z Rafałem Gnybkiem porozmawialiśmy o karach za niedopełnienie obowiązków licencyjnych przez ligowe kluby, transmisjach telewizyjnych i internetowych oraz o tym, jak na trybuny przyciągać większe rzesze kibiców.
- Pytanie odnośnie Gatty nie padło z moich ust, ale włączyłem się do dyskusji. Padały bowiem różne pomysły odnośnie kary za niedopełnienie obowiązku licencyjnego. Pół żartem powiedziałem, że jeżeli kara ma być skuteczna, powinna wynosić 40 tys. złotych. Tyle mniej więcej jest potrzebne rocznie, żeby móc w klubie poważnie zająć się pracą z młodzieżą. Niemniej osobiście uważam, że nie powinno być żadnego obowiązku szkolenia młodzieży przez klub. Jeżeli ktoś nie chce, to jego sprawa, sam poniesie tego konsekwencje w przyszłości. Kluby trzeba zachęcać, pokazywać drogę, a nie bez przerwy czegoś wymagać i zmuszać. Odkąd jesteśmy w najwyższej klasie rozgrywkowej, nikt nam niczego nigdy nie dał, ale zawsze czegoś wymaga, bo to Ekstraklasa, a pozyskanie środków na cokolwiek nie jest łatwe.
Nie jest specjalną tajemnicą, że w Pniewach nie jesteście fanami transmisji organizowanych dotąd przez TVP Sport a obecnie przez SportKlub. Czy według pana ponowne otwarcie na internet, o którym mówił niedawno Maciej Karczyński, to dobry pomysł?
- Nie wiem skąd to twierdzenie, że nie chcemy telewizji w Pniewach. Wręcz przeciwnie - jak najbardziej jesteśmy za transmisjami. Do tej pory było ich kilka z naszej hali, która mimo pewnych ograniczeń, z którymi systematycznie walczymy (jest już plan budowy balkonu z drugiej strony, dla polepszenia jakości odbioru), prezentuje się nie najgorzej. Świadczą o tym wyniki oglądalności, jakie otrzymaliśmy. Powtórkę naszego meczu z Pogonią 04 Szczecin oglądało ok. 70 tys. osób. Gdyby było tak źle, nikt by tego nie oglądał. W Orange Sport też było bardzo przyzwoicie, ale zawsze staramy się poprzez fanpage promować nasze wydarzenia. Może to miało jakiś wpływ? Reasumując telewizja jest jak najbardziej konieczna i potrzeba polskiemu futsalowi, SportKlub jest zawsze mile widziany, nawet w każdą sobotę o 18:00, kiedy to mamy stałą godzinę meczu. Może jestem trochę konserwatywny w tym temacie, ale uważam, że same transmisje internetowe to krok wstecz. Oczywiście jest to nowa droga, wymagająca sporo pracy, środków i pomysłu. Jestem zawsze na tak, jeśli chodzi o futsal, bo wiadomo, że "futsal is better". Mimo wszystko telewizja przede wszystkim i to jak najlepsza.
- Nie ma jednej złotej recepty na sukces w tym temacie. Każdy region czy miasto ma swoją specyfikę, którą trzeba zbadać. Oczywiście nic się nie dzieje samoczynnie i bez odpowiednich działań ludzie sami się nie pojawią nigdy. Dlatego zawsze mnie irytuje stwierdzenie, że w Pniewach ludzie przychodzą na mecze bo nie mają nic innego do roboty. To kompletna bzdura. To, że mamy kibiców bardzo oddanych i czasem fanatycznych, to efekt ponad 10 lat pracy. Punktem wyjścia była liga środowiskowa, od której wszystko się zaczęło, potem przyszły sukcesy Akademii, później wielkie rozczarowanie, ale potrafiliśmy utrzymać pewną ciągłość. W ubiegłym sezonie przegrywaliśmy u siebie w pewnym momencie z każdym, a mimo to fani nas nie zawiedli. Po prostu w Pniewach kibice przychodzą na futsal, znają przepisy, pokochali tę grę razem z nami. Zdarzają się oczywiście incydenty mniej przyjemne, ale w takim tłumie trudno wszystkich upilnować. Jestem zwolennikiem budowania podstaw polskiego futsalu w oparciu o ligi amatorskie. O wiele łatwiej jest zaadoptować to środowisko na potrzeby futsalu, niż przyciągnąć kibiców z trawy. Wielkie marki piłkarskie mogą wzbogacić rozgrywki, nadać prestiżu, ale zawsze będą wyjątkiem w futsalu. To pozornie szybka i prosta droga, pozyskanie kibiców z dużego boiska, ale długofalowo nie dająca żadnego efektu. Chyba szybciej i lepiej byłoby połączyć się z klubem koszykówki, czy siatkówki. Niemniej, jak powiedziałem na początku, nie mamy patentu na nic, a każdy musi sobie radzić sam, choć zapełnienie hali kibicami w Chorzowie czy Gdańsku nie stanowiłoby dla mnie żadnego problemu.
Etykiety