Rafał Franz: W polskim futsalu brakuje prawdziwych liderów fot. Michał Duśko / Piast Gliwice

Rafał Franz: W polskim futsalu brakuje prawdziwych liderów

Rozmowa z Rafałem Franzem - rekordzistą w gronie polskich futsalistów pod względem wywalczonych tytułów mistrzowskich, zawodnikiem ekstraklasowego Piasta Gliwice.

Futsal-Polska.pl: Rafał, na koncie masz już siedem mistrzowskich trofeów. Byłeś królem strzelców ekstraklasy, zdobywałeś Halowy Puchar Polski oraz Superpuchar. Kiedy poinformowałeś, że odchodzisz po sezonie z Rekordu Bielsko-Biała, wielu myślało, że kończysz profesjonalną karierę futsalową. Tymczasem  podpisałeś kontrakt z Piastem Gliwice. Czy należy odbierać to, po latach wędrówki sportowej po futsalowej Polsce (Akademia Poznań, Wisła Kraków, Rekord), jako powrót do korzeni? To z P.A. Nova Gliwice przed laty zdobywałeś swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Kolejne gliwickie byłoby pięknym ukoronowaniem kariery.
Rafał Franz: Tak, to prawda, zdobycie kolejnego trofeum byłoby wspaniałą chwilą w mojej przygodzie z futsalem. Do tej pory wszystko układało się naprawdę wyjątkowo. Jestem bardzo szczęśliwy i dziękuję Bogu za tak wielkie momenty i tak dużo sukcesów sportowych. Piast Gliwice jest kolejnym etapem na mojej drodze sportowej. Jestem zmotywowany i dalej głodny  wielkich zwycięstw.  Czas pokaże, gdzie teraz prowadzi mnie Bóg.

Od wielu osób, zajmujących się futsalem, słyszę, że jesteś „szczęśliwym zawodnikiem”, czyli klub, w którym znajdujesz się, może liczyć na mistrzowskie trofea. Znając ciebie nie za bardzo widzę cię w formie  klubowej maskotki. Raczej zawsze odbierałem cię jako charakternego zawodnika, stawiającego sobie wysokie cele.
Wielu ludzi ocenia mnie przez pryzmat mojego podejścia do sportu. Na pewno jestem człowiekiem, który na drodze do celu chce osiągnąć wiele. Muszę jednak przyznać, że sukcesy, które odnosiłem do tej pory, to zasługa wielu ludzi. Bez tych osób nie byłoby tego wszystkiego i mojego miejsca w historii. Kiedyś przyjdzie czas, aby powiedzieć o tych wszystkich, którzy dali mi wiele. Bez których, to byłoby niemożliwe. Ale jeszcze nie dzisiaj.
Twoja kariera nie była wolna od kontuzji. Przeżyłeś pewnie też – jak każdy sportowiec - kilka zawodów. Czy to ze strony trenerskiej, czy działaczy. Niestety, taki jest los sportowca, nie ma drogi usłanej różami, przeważnie jest ona wyboista. Pamiętam twoją poważną kontuzję sprzed lat w meczu ze Słowacją. Obserwowałem, jak po niej podnosiłeś się. Na ile perypetie zdrowotne nie pozwoliły ci zaistnieć bardziej na arenie międzynarodowej?
Każdy z nas przeżywa wzloty i upadki. Kontuzje są czymś bardzo trudnym w życiu sportowca. Jak pomyślę o tym, co mnie spotkało, o wszystkich operacjach, to zawsze na końcu i tak jest radość. Tak wiele było radości, zwycięstw i sukcesów, że te trudne momenty traktuję jak etap, w którym musiałem walczyć o to, co kocham i kochałem najbardziej. Futsal dał mi wiele. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, których kocham i są moimi przyjaciółmi. Futsal to nie tylko zwycięstwa i porażki. Mam wielu wspaniałych przyjaciół, których dała mi ta dyscyplina, a oni dali mi wiele dobra i życzliwości.

Niewielu pewnie w Polsce wyobrażało sobie, że w teamie, który jechał na finały ME do Słowenii może zabraknąć Rafała Franza. Tym bardziej, iż wszyscy pamiętali twoje dwa gole w barażowym spotkaniu z Węgrami, które de facto utorowały nam drogę do Lublany. Jest takie powiedzenie „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”. Czy da się ono zastosować w twoim przypadku?
Moje relacje z Błażejem Korczyńskim miały wiele wzlotów i upadków. To, że nie było mnie na Euro, to jedna z naszych historii. Jak każdy człowiek, przeżyłem to na swój sposób. Było mi przykro, ale wierzę, iż tak właśnie musiało być. Jestem szczęśliwy i dumny, że zapisałem się w historii. Strzelając dwie bramki miałem swój udział w tym wspaniałym wydarzeniu, jakim był awans na Euro. Nie chcę myśleć negatywnie o tej sytuacji. Może kiedyś pojadę jeszcze na dużą imprezę z reprezentacją Polski i zapiszemy się w historii po raz kolejny, w inny sposób.

Miałeś okazję podczas swojej kariery zawodniczej pracować z wieloma szkoleniowcami. Nie będę pytał o ich ocenę, który był lepszy, który gorszy. Zapytam bardziej ogólnie: czy jest w Polsce szkoleniowiec, który potrafiłby poprowadzić reprezentację do sukcesów w Europie? Większych nawet, niż kwalifikacja do finałowego turnieju? A może należy posiłkować się zagranicznymi trenerami? Możliwe też, że nie w nazwisku selekcjonera tkwi problem, tylko w całościowym szkoleniu w polskim futsalu.
Miałem okazję pracować z kilkoma trenerami w Polsce. Uważam, że nasi trenerzy mają trudne zadanie. Polski futsal potrzebuje wspólnego modelu szkolenia. Uważam, że cierpimy z kilku powodów, ale najważniejszym problemem jest strach. Ludzie, którzy są odpowiedzialni za ten sport, nie są razem. Każdy pilnuje własnych interesów, a to nie służy dyscyplinie. Dzisiaj ściągając kogokolwiek na stanowisko trenera reprezentacji Polski stajemy przed pytaniem, czego oczekujemy? Osobiście uważam, że powinniśmy naśladować inne państwa, które już nas doganiają lub nawet zaczęły przeganiać sportowo i organizacyjnie. My dzisiaj oczekujemy od trenera reprezentacji, że będzie wygrywał i da nam gwarancję wyjazdu na każdą dużą imprezę. Czy to jest słuszny kierunek dla nas na ten czas? Uważam, że nie, bo nasze szkolenie jest bardzo słabe. 
Selekcjoner powinien dostać na zgrupowanie zawodnika, który powinien znać elementarne podstawy różnych systemów gry. Niestety, często jest inaczej. Zawodnicy w klubach nie mają się od kogo uczyć i mówią o tym otwarcie. W Polsce mamy kilku dobrych trenerów i to ich powinniśmy pytać o zdanie. Jeśli nie mamy wizji rozwoju szkolenia, to tak naprawdę ciężko będzie każdemu, kto będzie tę reprezentację prowadził. Oczywiście, warto podkreślić, że coraz więcej dzieje się w kwestii szkolenie trenerów w Polsce. Są organizowane różne kursy, a coraz więcej trenerów wyjeżdża na szkolenia zagraniczne. Jednak mamy inny problem. Osobiście znam przynajmniej kilku prezesów klubów, którzy nie chcą mieć prawdziwego szkoleniowca. Dlaczego? Nie uważają, że to jest potrzebne oraz wiedzą, że zatrudnienie takiej osoby będzie im osobiście przeszkadzało. 
Trener to fundament panowie prezesi. Jesteście najważniejsi w klubie, ale pamiętajcie, że bez trenera, któremu ufa drużyna, to droga do bolesnej porażki. Jest to najgorsze, co można zrobić sobie i swojej drużynie. Mówię to jako zawodnik i dlatego proszę o przemyślenie tego tematu. Święty Paweł mówi, że wszystko mi wolno ale nie wszystko przynosi korzyść.

Podczas eliminacyjnego turnieju ME w Bielsku Białej w 2011 roku obserwowałem jak robiłeś wiele, by rozmawiać z Ricardinho. Portugalczyk określił niegdyś, że piłka nożna to biznes, a futsal to emocje. Rzeczywiście w Polsce na futsalu majątku się nie zbije. Na kanwie tego zapytam o niedobory marketingu w sferze polskiego futsalu. Moim zdaniem nie grzeszy też marketingiem futsalowym nasz rodzimy związek piłkarski. Zajmując się biznesem na co dzień, zapewne masz wyrobione zdanie w tym temacie?
Tak to prawda. Chciałem z Ricardinho porozmawiać i zapytać o wiele rzeczy. Jednym z tematów naszej rozmowy była możliwość otwarcia szkółki futsalowej w Polsce pod jego marką. Później otrzymałem zaproszenie do Portugalii i wybrałem się tam. Bardzo miło wspominam ten wyjazd. Zgadzam się tutaj z nim, że futsal to zupełnie inne możliwości, jeśli chodzi o biznes. Piłka nożna zatraca na wielu płaszczyznach pasję, a staje się dla wielu tylko biznesem. Jeśli w Polsce ktoś myśli tylko biznesowo o futsalu, to szybko przeżyje rozczarowanie. Odnosząc się do polskiego futsalu powiem, że brakuje nam prawdziwych liderów.
Ludzie w środowisku rywalizują ze sobą w sposób, który jest naprawdę bardzo przykry. Twierdzę, że nie mamy pomysłu. Szukamy rozwoju tam, gdzie go nie ma. Telewizja, jedna czy druga, nie rozwiąże naszych problemów. Potrzebujemy szczerej debaty i uczciwości, która pomoże nam wskazać drogę, którą nasza ukochana dyscyplina powinna zmierzać.
Obserwując rozgrywki ekstraklasy futsalu oraz I ligi futsalu widzę spore różnice. Nie tylko w poziomie sportowym, ale przede wszystkim w zakresie organizacyjnym. Nie jest I liga tak potrzebnym, automatycznym, w miarę profesjonalnym zapleczem. Zresztą widać to po kłopotach, jaki mają po awansie beniaminkowie. Czy zastanawiałeś się, co trzeba byłby zrobić, aby te dwa ligowe byty były bliżej siebie?
Uważam, że Polski Związek Piłki Nożnej traktuje nas jak grupę amatorów. Jak mam być szczery, to ciężko się temu dziwić. Nasze środowisko jest podzielone, produkt jaki mamy, jest postrzegany bardzo słabo. Uważam, że w kwestii organizacji mamy bardzo dużo do zrobienia. Potrzebujemy planu, w którym obierzemy drogę w kierunku rozwoju. Mamy wielu wspaniałych ludzi w środowisku, którzy bardzo chętnie będą chcieli się zaangażować. Jest wielu, z których świadomie zrezygnowano, albo sami się wycofali. Może warto wybrać się do Hiszpanii lub Włoch i zobaczyć, jak tam buduje się silną sportowo i marketingowo ligę. Tylko pada pytanie, czy ktoś się odważy i poprosi kogoś o pomoc?

Twoja historia - i to nie tylko jako sportowca - może być ciekawym scenariuszem na film. Pokazujesz, że sport jest czymś ważnym dla ciebie, ale nie najważniejszą rzeczą w życiu. Czy mógłbyś przekazać czytelnikom, młodym sportowcom, jakieś motto, które wskaże proporcje życiowe, jakimi kierowałeś się jako człowiek oraz sportowiec?
Moje motto było zawsze takie same. Jak nie mogłem wejść drzwiami to próbowałem oknem. Warto marzyć i warto te marzenia spełniać. Czasem jest ciężko, nawet bardzo ciężko, ale wtedy też jest to potrzebne. Po pewnym czasie okazuje się, że ten ból był też bardzo potrzebny. Wiele się w moim życiu wydarzyło. Było wiele zła, ale też wiele dobra. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że od kiedy poznałem Jezusa, to moje życie stało się inne. Ciężko opisać, co czuję i myślę w tym temacie, ale zachęcam wszystkich aby spróbować sięgnąć w życiu głębiej, niż tylko dotykać życia fizycznie. Porażki są potrzebne, tak samo jak sukcesy. Ból i cierpienie w życiu człowieka to też etap, który trzeba przejść. Warto być wdzięcznym ludziom, którzy są obok nas i dziękować im za wszystko. Każdy dzień naszego życia to dar. Nie zapominajmy o tym.

Dziękuję za rozmowę

Wywiad spisał Andrzej Hendrzak