Gatta Active Zduńska Wola - Rekord Bielsko-Biała 6:3
Zawodnicy Gatty Active po trzech meczach, w których uzbierali zaledwie jeden punkt, pokazali, że za wcześnie na stawianie na nich krzyżyka i w efektownym stylu odprawili mistrzów Polski. Zduńskowolanie wygrali w zaległym meczu z Rekordem Bielsko-Biała 6:3.
A decyzje sędziowskie miały znaczenie dla wyniku - co nie znaczy, że były to decyzje błędne. Po golu Daniela Krawczyka, przy stanie 1:0 i pięciu przewinieniach z obu stron, arbitrzy nie zdecydowali się na odgwizdanie faulu gospodarzy. Ze zdarzenia poszła kontra, którą w sytuacji sam na sam z Bartłomiejem Nawratem wykorzystał Arkadiusz Szypczyński. Spore znaczenie miała też żółta kartka z końcówki pierwszej połowy dla Alexa Viany. Faul Brazylijczyka raczej nie podlegał dyskusji, choć bielszczanie, a zwłaszcza Andrea Bucciol, zgłaszali ogromne pretensje do Damiana Jaruchiewicza. Choć Krawczyk nie skompletował hat-tricka z przedłużonego karnego (w tym momencie było już 4:1), to napomnienie byłego króla strzelców ligi słowackiej odbiło się w drugiej części gry, gdy obejrzał on drugi żółty kartonik. Grę w przewadze jednego zawodnika na kolejne trafienie Gatty płaskim strzałem zamienił Mariusz Milewski, było 5:1 i tylko najwięksi bielscy optymiści liczyli jeszcze na odrobienie strat.
Nadzieję przywrócił jednak najbardziej aktywny wśród gości Michał Marek. Gdy Rekordziści coraz głębiej zamykali w zamku zduńskowolan, grając z Pawłem Budniakiem jako wycofanym bramkarzem, błysnął Maksym Pautiak. Ukrainiec wykorzystał fakt, że wszystkie kornery w przewadze Rekord wykonywał w identyczny sposób, wycofując lobem piłkę na środek, poszedł w ciemno i trącił futbolówkę głową, a po przebiegnięciu całego boiska umieścił ją w siatce. Szkoda, że spotkanie było przełożone, bo ominęła go nominacja w plebiscycie na gola kolejki, a może nawet i wygrana.
Jakkolwiek zwycięstwo z mistrzami Polski wlało otuchę w serca kibiców ze Zduńskiej Woli, po mocno średniej rundzie w wykonaniu ich pupili, droga do medali jest daleka. Zespół Marcina Stanisławskiego i Wojciecha Sopura strzela w tym sezonie mało goli - po 11 kolejkach ma ich na koncie zaledwie 35. Choć zdarzały się jeszcze słabsze rundy jesienne (w 2011 i 2013 roku 33 bramki), to przy znacznie korzystniejszym bilansie (odpowiednio 22 i 24 punkty). A w tym sezonie więcej trafień ma nawet AZS Uniwersytet Gdański. Co nie znaczy oczywiście, że skuteczna pogoń za czołówką nie jest możliwa, acz doścignięcie FC Toruń i Rekordu wydaje się zadaniem ekstremalnie trudnym, przy ośmiu punktach straty i bez podziału zgromadzonego dorobku po fazie zasadniczej.
A Rekord? Dwie porażki, zwłaszcza na wyjeździe, to żadna tragedia. W mistrzowskim sezonie 2016/17 było ich tyle samo (z Gattą i Euromasterem). Nadal pozostają faworytem rozgrywek, choć mecz z Gattą był lekcją nie tylko dla samych bielszczan, ale i dla innych zespołów, które mogły zobaczyć, jak z mistrzem należy walczyć.
Dodatkowe informacje
- Zdjęcie na stronie głównej: dzięki uprzejmości pniewy24.pl

14.12.2018 godz. 20:00