„Futsal nie ma kolorów” – fani Orła przeciwko rasistowskim zachowaniom
Do ekstraklasowych zespołów przybywa coraz więcej zagranicznych zawodników. Szczególnie wielonarodowościowy jest zespół beniaminka z Jelcza-Laskowic. Fanklub tego zespołu chciał zwrócić uwagę na problem złego traktowania obcokrajowców. – My widzimy futsal, a nie pochodzenie – podkreśla jedna z fanek.
– „No to racism” od UEFA to w przypadku naszej ligi za mocne słowa. Tu nie ma ksenofobicznych napaści – zauważa Marta Piestrak z fanklubu Orła. – Chcemy zwrócić uwagę, że my widzimy futsal, a nie pochodzenie poszczególnych zawodników. Dla nas są tacy sami.
– Mogłoby się wydawać, że rasistowskie zachowania to przeszłość, ale jednak nie - dodaje Sebastian Bednarz, prezes Orła. - Mówimy kategoryczne „nie” takim zachowaniem. Jesteśmy gotowi jako pierwsi walczyć z poniżaniem i obrażaniem człowieka za względu na kolor skóry - tłumaczy.
„Jesteśmy tutaj, by wykonywać swoją pracę”
Allyson Amantes jest jednym z dziesięciu zagranicznych zawodników Orła. Jak większość z nich, dołączył do zespołu przed rozpoczęciem sezonu. – Czuję się tutaj dobrze, ponieważ fani zawsze przygotowują dla nas wspaniałą oprawę. To najlepsi kibice, jakich widziałem – podkreśla.
Zwraca jednak uwagę, że w jego odczuciu sędziowie interpretują czasem zachowania na niekorzyść zespołu z Jelcza-Laskowic, a rywale posuwają się do obraz. Tak było m.in. w przedsezonowym sparingu, gdy przeciwnik splunął na Sergio Solano. Sam Amantes zdążył już usłyszeć, że ma wracać do swojego kraju.
– Ale to bez znaczenia, ponieważ jesteśmy tutaj, by wykonywać swoją pracę, niezależnie od tego, co inni o nas myślą i mówią. Liczy się to, że zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci w mieście – zapewnia Brazylijczyk.
Granica przekroczona
Marta Piestrak mówi, że negatywne komentarze wobec zawodników Orła nasilały się z miesiąca na miesiąc. Sami, jako kibice, spotykali się z licznymi docinkami w postaci pytań pokroju „czy nie było Polaków?”. – Obserwowaliśmy to w różnych halach ze strony kibiców. Słów z parkietu nie słyszymy, ale po reakcjach obcokrajowców widać, że też są prowokowani - twierdzi.
Piestrak tłumaczy, że decyzję o zorganizowaniu akcji „Futsal nie ma kolorów” podjęli po wyjeździe do Gdańska. Jej zdaniem granica przemilczania negatywnych komentarzy została już przekroczona. Według Amantesa, w tamtejszym AZS-ie dwójka zawodników jest zawsze szczególnie skora do „walki”.
„Najważniejszy jest uścisk ręki po rywalizacji”
„Każda akcja, taka jak »Futsal nie ma kolorów« ma poparcie naszego klubu, w którym nie ma miejsca na zachowania rasistowskie ani inne postawy podważające godność drugiego człowieka” – zapewnia AZS UG Gdańsk w odpowiedzi na pytania Futsal-Polska.
„Wydaje nam się, że w tym przypadku z napastnika próbuje się robić ofiarę, uciekając się przy tym do bardzo poważnych oskarżeń” – oświadcza AZS UG. „W tej sytuacji będziemy mocno bronić naszego stanowiska oraz dobrego imienia klubu i reprezentujących go zawodników” - dodaje gdański klub.
Jednorazowa akcja? To zależy
Marta Piestrak tłumaczy, że kibice zamierzali pokazać poprzez akcję brak przyzwolenia na ksenofobiczne zachowania wobec któregokolwiek zawodnika w lidze. Mają też dość docinków innych kibiców, dotyczących narodowości graczy Orła.
Piestrak zastrzega, że powtórzenie akcji zależy od tego, jak sytuacja się rozwinie. – Nie mówimy „nie”, ale w żadnym razie nie wyczekujemy konieczności ponownego pokazania solidarności z zawodnikami. Mamy nadzieję, że nigdy nie będzie trzeba tego powtarzać - mówi.