23. kolejka ekstraklasy. Wielka nudna sobota fot. Aleksander Knitter (chojnice.com)

23. kolejka ekstraklasy. Wielka nudna sobota

Kto miał wygrać, ten wygrał. Kto grał u siebie, ten wygrał. Tabela ani drgnęła, tylko przewagi się powiększyły, a kibice coraz bardziej rozumieją, że aktualny system rozgrywek jest najbardziej bezsensowny.



W Bielsku Michał Kałuża dalej zatrzymywał wszystkie strzały, o ile nie były one autorstwa Brazylijczyków. Rekord nie grał zjawiskowo, ale w przeciwieństwie do rywali trafiał, tymczasem Piast miał kłopot z wykorzystywaniem dogodnych sytuacji. Warte zauważenia jest, że na ławce gliwiczan zabrakło rezerwowego bramkarza - rekonwalescenta Michała Widucha widzieliśmy tylko na trybunach. W kontekście tego, że Piast zgłosił na przestrzeni sezonu najwięcej golkiperów w całej ekstraklasie (łącznie sześciu) wygląda to zastanawiająco.

Oba pozostałe mecze grupy mistrzowskiej zakończyły się wynikami 2:1 - w obu przypadkach po walce, w obu przypadkach wygrane były zasłużone. Wyniki te sprawiają, że FC Toruń i Cleareksowi tylko kataklizm może zabrać miejsca na podium (Rekord jest go już pewny). Mimo świetnej wiosny, o nic nie gra już Piast. Straty z jesieni okazały się zbyt duże i choćby w pozostałych meczach gliwiczanie zdobyli komplet, to trzeciego Cleareksu już nie przeskoczą. Tylko w teorii może jeszcze na to liczyć Gatta.

W grupie spadkowej, identycznie jak w górze tabeli, wygrywali faworyci. Red Dragons i Red Devils już formalnie mają zapewnione utrzymanie. AZS UG w najlepszym przypadku może liczyć na miejsce barażowe, ale i do tego potrzebny byłby jakiś cud nad Mołtawą. Dla Pogoni'04 kluczowe będzie następne spotkanie - w Białymstoku. Jeśli zespół Olega Zozuli nie przywiezie stamtąd kompletu, może już szykować się na przedłużenie sezonu na czerwiec.

W wielkosobotnie mecze nie dopisali kibice, choć oczywiście nie wszędzie. Ale w Chorzowie dramatyczną średnią znów podwyższyli znakomici fani z Jelcza-Laskowic. Wiele miejsc, jak nigdy, pustych było w Pniewach, a o Katowicach nie ma nawet co wspominać. Dowód na to, że granie akurat tuż przed Świętami można było sobie jednak odpuścić.

Podsumujmy - w praktyce pół ligi nie gra już o nic. Zamiast dodatkowych emocji, mamy dodatkową porcję nudy. Zamiast szlifowania formy przez cały sezon na najważniejsze mecze, mamy testowanie rezerwowych pod kątem przyszłego sezonu. Zamiast większej liczby kibiców, śledzących pasjonujące mecze, mamy mniejsze zainteresowanie pojedynkami o pietruszkę. Prezesi ekstraklasy, którzy uchwalili ten system rozgrywek, brali chyba przykład z anegdot o tym, jak PKP likwiduje pociągi. Najpierw ustala się godzinę przyjazdy do docelowego miasta na absurdalną porę, np. 8.30, gdy dzieci już powinny być w szkole. Potem biadoli się, że nikt tymi pociągami nie jeździ. Potem się je likwiduje, bo są nierentowne.

Tak samo z ekstraklasą. Podział punktów po rundzie zasadniczej miał sens. Dogrywanie pięciu spotkań ekstra bez podziału punktów jest całkowitym wypaczeniem systemu, oryginalnie zaproponowanego przez Jakuba Lempskiego z KP Sport jako kompromisu między play-offami a ich brakiem. Teraz prezesi mogą słusznie pokiwać sobie głowami - "tak, podział tabeli jest bez sensu, w ogóle kto wymyślił taki chory pomysł". Argumenty zawsze najłatwiej obala się wypaczając je i sprowadzając do absurdu.

Wyniki i tabela po 23. kolejce