Więcej zawodników niż kibiców, czyli jesteśmy w Katowicach Screen z transmisji na tvcom.pl Więcej zawodników niż kibiców, czyli jesteśmy w Katowicach

24. kolejka ekstraklasy. Gdy zawodników jest więcej niż kibiców

18 kibiców oglądało rozegrany jeszcze przed majówką mecz AZS UŚ Katowice - Red Dragons Pniewy. Może dwa razy więcej - starcie MOKS-u Białystok z Pogonią 04 Szczecin.

 

Oczywiście, mimo niezłej pogody, niezachęcającej do siedzenia w halach, są wyjątki. Na pewno więcej kibiców zasiadało na trybunach w Toruniu, Chojnicach i Jelczu-Laskowicach, ale i tam do kompletów sporo brakowało. Najsmutniejszy był jednak widok w Chorzowie.




Pięciokrotny mistrz Polski gra z trzykrotnym, który po tym spotkaniu ma możliwość dopisania sobie do konta czwartego tytułu. Mecz, który jest istotny także dla gospodarzy, którzy w przeciwieństwie do kilku innych zespołów mają o co grać. Poniedziałek 20.00, termin niekolidujący z żadną ekstraklasą piłkarską, ewentualnie II ligą, gdzie (jeszcze) gra miejscowy Ruch. Tymczasem trybuny zajęte były w - najlepszym wypadku - jednej trzeciej. I tak był to znacznie lepszy wynik, niż na co dzień.

Tak, system rozgrywek, maglowany także na Futsal-Polska, nie pomaga zainteresowaniu w końcowej fazie rozgrywek. Ale zrzucanie na niego całej odpowiedzialności za marną frekwencję to oszukiwanie samych siebie. Co ma bowiem system rozgrywek do tego, że AZS UŚ Katowice ani na swojej stronie internetowej, ani na swoim fanpage'u choćby jednym zdaniem nie poinformował o meczu z Red Dragons? Skoro nikt go w żaden sposób nie zapowiadał, to jak mieli na niego trafić kibice?

Dla odmiany np. o meczu z Pogonią MOKS informował - za to "zapomniał" o poinformowaniu kibiców o wyniku poprzedniego spotkania, w Katowicach. "Meczem z AZS UŚ Katowice rozpoczynamy rundę finałową sezonu 2018/19. Dzisiejszy rywal wyjątkowo nam nie leży. Oto co przed meczem, który rozpocznie się dzisiaj o 18.00, powiedział trener naszej drużyny" - czytamy w poście z 20 kwietnia, z załączonym wideo. Dzień później świąteczne życzenia i czterodniowa cisza. Po tym czasie MOKS zapowiada kolejny mecz. Przegranej z AZS UŚ nie było.

Zaznaczmy - są tacy, którzy dbają o marketing, niektórzy wręcz znakomicie. Poprzeczkę podniósł rywalom Orzeł, który wysyła ciekawe, gotowe materiały do lokalnych mediów - i nie chodzi tylko o relację z meczów. Na pewno to tylko przypadek, że ta aktywność medialna przekłada się na frekwencję.




Tak zachwycają się często komentatorzy telewizyjni - my zresztą także - jak wyjątkowe jest to, że Brazylii bramkę strzelił Robert Gładczak, z zawodu górnik. Właściwie po co? Po pierwsze skład piłkarskiej reprezentacji San Marino, opierający się na nauczycielach, bankowcach itp. z jednym zawodowcem nie jest dla nich jakimś specjalnym powodem do dumy. Po drugie - czemu zawód przesympatycznego zawodnika z AZS UŚ ma interesować telewidzów, jeśli nie interesuje to nawet jego kolegów z pracy na tyle, by pofatygowali się do hali w Szopienicach?

Narzekania, że futsal nie może przebić się do ogólnopolskich mediów, że transmituje go tylko jakiś trudno dostępny kanał TV, że nie ma sponsora dla ligi, rozbijają się głośnym echem po pustych halach. Z taką frekwencją - za którą odpowiadają kluby, a nie PZPN, spółka FE czy system rozgrywek - cud że w ogóle jakieś transmisje są. Gdyby teraz do ekstraklasy przyszedł sponsor i powiedział "daję do podziału milion", oznaczałoby, że za zainteresowanie jednego kibica w Katowicach płaci ok. 400 zł. Bardzo hojny byłby to sponsor. W zasadzie w ogóle szalony.