Józef Wrzesiński, prezes Gatty: Podaję się do dymisji. Rodzina się buntuje fot. Krzysztof Staniucha (nasze.fm)

Józef Wrzesiński, prezes Gatty: Podaję się do dymisji. Rodzina się buntuje

To nie jest udany sezon dla Gatty Active Zduńska Wola. Trapionej kontuzjami drużynie grozi zajęcie dopiero szóstego miejsca na koniec sezonu w ekstraklasie. To słaby wynik, biorąc pod uwagę osiągnięcia zduńskowolan z ubiegłych lat. Przed kolejnym sezonem w klubie ma dojść do zmian. – Podaję się do dymisji. Od nowego sezonu prawdopodobnie będzie nowy zarząd - zapowiada nam Józef Wrzesiński, prezes Gatty.

 

Zacznę od relatywnie najgorętszego tematu. W niedzielę graliście z Acaną Orłem Jelcz-Laskowice. Prowadziliście 3:0, by ostatecznie przegrać 3:4. Szokujący przebieg spotkania.

Dla mnie też jest to trudne do zrozumienia. Zresztą nie tylko dla mnie, ale i dla całego zarządu. Prowadzić 3:0 i przegrać 3:4, tracąc dwie bramki w ostatniej minucie, to koszmar.

Jakieś konsekwencje wyciągaliście po tej porażce?

Nie, nie. Zdarza się, że tak to wygląda. Też kiedyś grałem w piłkę, więc wiem, jak to jest. Może nie był to futsal, ale piłka trawiasta, jednak wiem, że zdarzają się takie mecze. Dobrym przykładem jest czwartkowy pojedynek Liverpoolu z Barceloną. Drużyna z Hiszpanii wygrała u siebie 3:0, by następnie przegrać na wyjeździe 0:4. Tu się zdarzają takie przypadki, a w futsalu tym bardziej.

Porażka z Orłem boli chyba też pod tym kątem, że wygrana pozwoliłaby wam zmniejszyć dystans w tabeli do tego zespołu, a tak jest osiem punktów różnicy.

Była szansa na czwarte miejsce i to w jakiś sposób by nas zadowalało, z tego względu, że mieliśmy sporo kontuzji. Wiadomo jednak, że po kontuzjach chłopacy wrócili już do gry, oprócz Arkadiusza Szypczyńskiego. Zanim jednak jedna i druga czwórka wejdzie w rytm meczowy, to potrzeba trochę czasu.




W tym sezonie nie macie już szans na medal. Jest to dla pana rozczarowanie?

Rozczarowanie może by było, gdyby nie te kontuzje. Wówczas rozczarowanie byłoby olbrzymie. Był taki moment, że nie mieliśmy sześciu zawodników. Wtenczas musielibyśmy mieć dwudziestoosobową kadrę, a nie jedynie czternastoosobową. Rozczarowaniem na pewno będzie zajęcie piątego czy szóstego miejsca. Myśleliśmy, że załapiemy się na podium. Może nie jest to dramat, ale przykro się robi, gdy jesteśmy na podium przez cztery lata z rzędu, a teraz spadamy na piąte czy szóste miejsce.

Jak generalnie ocenia pan ten sezon w wykonaniu Gatty?

Gdybym ocenił to całościowo, to nie było źle. Jak już mówiłem, całkowicie rozłożyły nas te kontuzje.

W tym roku nie awansowaliście do finału Pucharu Polski. Taki scenariusz był dla pana zaskoczeniem? Mecze z Piastem Gliwice dostarczyły ogromu emocji.

Z Piastem też prowadziliśmy, a ostatecznie przegraliśmy. Według mnie, jest jakaś niemoc strzelecka, bo sytuacji było sporo. Przecież Igor strzelił w słupek, mając pustą bramkę. Jakby piłka wpadła do siatki na cztery, to byśmy tego nie przegrali, a tak to już poszło za ciosem. Tak to wygląda. Trudno się z tym pogodzić. Taka jest jednak gra. Jednemu zabierze, drugiemu da.

Jeżeli chodzi o tę bramkostrzelność, to na ligowym podwórku najwięcej trafień dla waszego zespołu zanotował Daniel Krawczyk. Co może pan powiedzieć o współpracy z tym zawodnikiem oraz na temat jego postawy na parkiecie?

Jest to wspaniały zawodnik. W historii polskiego futsalu, pod względem liczby strzelonych bramek, jest na czwartym miejscu. Od niego trzeba się uczyć. To profesor futsalu. Tę bramkę, którą strzelił przewrotką w Jelczu-Laskowice można określić mianem majstersztyku.

A jak pan oceni zainteresowanie futsalem w Zduńskiej Woli? Mam tu na myśli zarówno kibiców, jak i sponsorów.

Wbrew pozorom, zainteresowanie jest duże. Jeżeli na każdym meczu mamy pełną halę, obojętnie z kim gramy, to można mówić o olbrzymim zainteresowaniu. Zarówno sponsorzy, jak i miasto, pomagają w utrzymaniu drużyny na takim poziomie.

Jakie są plany na dalszą działalność Gatty?

Już od dwóch lat kombinuję, żeby stworzyć tam gdzie gramy, czyli w sali sportowej przy szkole - bo tego nie można nazwać halą - szkółkę piłkarską o profilu futsalu. Dogadywałem się z poprzednim prezydentem, teraz, po wyborach, także i z nowym prezydentem. Są otwarci. Podobnie zresztą jak i pani dyrektor, z którą rozmawiam od dwóch lat. Myślę, że to idzie w dobrym kierunku.

A jeżeli chodzi o ekstraklasę?

Będzie już czternaście zespołów. Myślę, że to dobry pomysł. Tylko czy te wszystkie drużyny wytrzymają obciążenia finansowe? To dość duże pieniądze. Chodzi o dalekie przejazdy. Nie są to już wyjazdy na pół Polski, przy podzielonych ligach. Tutaj niejednokrotnie trzeba przejechać całą Polskę. My jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że znajdujemy się gdzieś w środku Polski i najdalej mamy Szczecin. Tak to mamy w granicach 250 kilometrów. To jest jeszcze do ogarnięcia w jeden dzień.

A u was jak stoją finanse?

Budżet do końca rundy mamy zamknięty. Z tym nie mamy żadnych problemów. Od nowego sezonu prawdopodobnie będzie nowy zarząd. Myślę, że stary zarząd dokonuje już ruchów, by ci sponsorzy, którzy są, zostali z nami. Poszukujemy nowych sponsorów. Idzie to w dobrym kierunku.

Z czego wynika to, że ma dojść do zmiany zarządu?

Ten zarząd, który ja prowadzę, działa już sześć lat. Jeżeli wyniki są takie, jakie są, to coś trzeba zmienić, a najlepiej prezesa. Ale nie, nie... To ja sam podaję się do dymisji. Dwa lata temu objąłem jeszcze prezesurę w Cechu Rzemiosł Różnych w Zduńskiej Woli. Już wówczas chciałem odejść z klubu, ale wtenczas ani zawodnicy, ani sponsorzy, ani miasto nie chciało, bym z tego zrezygnował. W tej chwili też tego nie chcą, jednak po prostu nie starcza mi czasu. Oprócz tego, że jestem prezesem w Gattcie, sprawuję również funkcję prezesa w Cechu Rzemiosł Różnych, jestem delegatem Izby Rzemieślniczej i Centralnego Związku Rzemiosła Polskiego oraz prowadzę dwie własne firmy. Rano, o siódmej, wychodzę do pracy i często wracam w okolicach godz. 22-23. Przez cztery lata nie miałem wolnego dnia, nie mówiąc już o tygodniu. Rodzina już się buntuje.




Czy rozmawialiście już z zawodnikami na temat kolejnego sezonu?

Rozmowy z zawodnikami są prowadzone. Z tego co wiemy, Mariusz Milewski chce zakończyć karierę. Chciał to uczynić już w zeszłym roku, ale jeszcze został. Teraz twardo powiedział, że jednak odchodzi, bo chce być w Warszawie. Jak odejdzie Milewski, to prawdopodobnie opuści nas też Michał Klaus. Szukamy też młodych zawodników i będziemy dalej funkcjonować.

Co pan sądzi o bieżącej pozycji polskiego futsalu? Które obszary wymagają największego zagospodarowania?

Myślę, że to wszystko idzie we właściwym kierunku, choć niektóre kluby narzekają, że Maciej Karczyński, prezes ekstraklasy, narzuca wiele rzeczy. Bez tego jednak nie będzie postępu. Fajnie, że jest to już doprowadzone do takiego poziomu. Sądzę, że jeżeli wejdzie jakaś telewizja, która będzie transmitować mecze, to będziemy mieli postęp. Wiodące kluby na Zachodzie zaczynają od futsalu. U nas młodzież też bardzo się garnie do futsalu. Jak przychodzi 300 osób dorosłych, to jest 200 dzieciaków w różnym wieku. Fajnie to wygląda. Tak powinno w mieście być.

Ma pan zamiar ustąpić z funkcji prezesa. Czy mimo to zostanie pan przy futsalu?

Tak, tak. Jeśli odejdę, bo to jest druga sprawa, to na pewno zostanę i będę gotowy do pomocy nowemu zarządowi. Nie wycofuję się z pomocy, organizacji i przygotowań. Po prostu chodzi o to, żebym miał mniej odpowiedzialności. Teraz chcę czy nie chcę, futsal jest na pierwszym miejscu, bo to jest ekstraklasa. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Dla mnie to najważniejsza rzecz. Niektóre rzeczy po prostu mi się pokrywają. Są takie momenty, że w danym czasie mam różne spotkania i ciężko jest to ogarnąć, co wybrać. Na razie wybieram piłkę, bo ją kocham. Rzemieślnikiem jestem od 32 lat. Wiceprezesem cechu byłem 24 lata i dwa lata prezesuję. Po 24 latach koniecznie chcieli mnie na prezesa. Wiedziałem wówczas, że odchodzę z piłki, bo inaczej bym się tego nie podjął. To dwie funkcje społeczne, co trzeba podkreślić. Jako zarząd nie bierzemy złotówki; wręcz odwrotnie, jak potrzeba, dokładamy swoje pieniądze. Później brakuje czasu. Sprawia to wielką frajdę i przyjemność.

Fajne jest to, jeżeli można coś zrobić dla miasta, społeczeństwa i drugiego człowieka. Niektórzy się dziwią, że nam się chce działać za własne pieniądze i poświęcać piłce rodzinny czas. Są tacy, którzy lubią coś zrobić dla kogoś. Robimy to nie tylko dla miasta, ale i całej dyscypliny w naszym kraju. Myślę, że futsal będzie się rozwijał coraz bardziej. Zimą hale wypełniają się coraz szczelniej. Jeżdżę na prawie każdy mecz i widzę, jak to wygląda.

W ekstraklasie będzie coraz lepiej?

Myślę, że cały zarząd Futsal Ekstraklasy, Rada Nadzorcza wraz z Maciejem Karczyńskim, dogadują się i są dobrej myśli. To jest bardziej grono zamknięte. Gramy już od wielu lat. Ja jestem prezesem od sześciu lat. Są to fajne związki koleżeńskie. Nawet jak przegrywamy i sprzeczamy się w trakcie meczu, to po spotkaniu jeden podchodzi do drugiego i dziękujemy sobie nawzajem oraz składamy gratulacje. Tak to powinno wyglądać. Sport powinien być na pierwszym miejscu.

Rozmawiał Mateusz Domański