FC Toruń - Clearex Chorzów 9:5. Torunianie wicemistrzami Polski fot. FC Toruń/ Sławomir Kowalski

FC Toruń - Clearex Chorzów 9:5. Torunianie wicemistrzami Polski

Przed tygodniem wygrywając z Cleareksem mistrzostwo Polski zapewnił sobie Rekord Bielsko-Biała. Teraz po zwycięstwie nad chorzowianami srebra są już pewni zawodnicy FC Toruń.

FC ToruńClearex Chorzów12.05.2019 godz. 18:00

FC Toruń - Clearex Chorzów
9:5

Protokół meczowy

Publiczność, która szczelnie wypełniła halę w Toruniu, nie żałowała. Zawodnicy obu zespołów zafundowali im prawdziwy dreszczowiec, co ważne - zakończony happy endem.




Zaczęło się od trafienia Macieja Mizgajskiego, ale gospodarze odpowiedzieli na nie aż czterema bramkami w ciągu zaledwie czterech minut. Kto myślał, że taki cios okaże się nokautem dla chorzowian, srogo się pomyli. Zespół Łukasza Żebrowskiego zupełnie stanął w miejscu. Minutę po trafieniu Tomasza Kriezela na 4:1 różnicę zmniejszył Tomasz Golly, a później hat tricka szybko skompletował Mizgajski. Gościom wciąż było mało i na przerwę to oni schodzili z prowadzeniem, po golu Mikołaja Zastawnika. Na dodatek kolejną bramkę mógł dołożyć Mizgajski, ale przestrzelił z przedłużonego rzutu karnego. - To jest absolutnie skandal - podsumował utratę prowadzenia Remigiusz Spychalski w rozmowie w przerwie z TV Toruń.

9 bramek w pierwszej połowie to kosmiczny wynik, jak na Toruń. Licząc pięć ostatnich meczów FC u siebie, w pierwszej części gry padło ich łącznie 10, od razu więc widać, z jaką skalą widowiska mieliśmy w niedzielę do czynienia. Po przerwie padło pięć kolejnych, ale teraz już wszystkie dla torunian. Wyrównanie nastąpiło w 25. minucie, gdy Krzysztof Elsner przełamał strzelecką niemoc Marcina Mikołajewicza (u siebie 4 mecze bez bramki), nabijając go strzałem z dystansu. Piłka po rykoszecie zaskoczyła Rafała Krzyśkę. Bramkarza Cleareksu został jeszcze bardziej zaskoczony po chwili przez Mizgajskiego, który nieszczęśliwie, do własnej siatki, przeciął centrę rywali na długi słupek. Choć przyjezdni też swoje sytuacje stwarzali, to w defensywie wykazywali się sporą niefrasobliwością. W 34. minucie po rzucie wolnym pozwolili Mateuszowi Cymanowi nie tylko na groźny strzał, odbity przez Krzyśkę, ale i na skuteczną dobitkę. Nie pomogło wycofanie bramkarza. Po jednej z kontr czerwoną kartkę obejrzał Sebastian Leszczak, a z przedłużonych karnych wynik ustalili Kriezel (również autor hat-tricka) i Spychalski.




- Na początku meczu znakomicie realizowaliśmy plany taktyczne, ale było to spotkanie tak dynamiczne, że wymknęło się nam na chwilę spod kontroli - przyznał po meczu trener zwycięzców, cytowany przez toruńskie "Nowości". - Przeciwnika można było dobić już wtedy. Powiedzieliśmy sobie parę słów w szatni i chwała nam za to, że po przerwie wróciliśmy do swoich założeń. Oby ten srebrny medal dał „kopa” do dalszego rozwoju futsalu w Toruniu - dodał Łukasz Żebrowski.

Mirosław Miozga, który oglądał mecz z trybun po tym, jak został wyrzucony z ławki przez sędziego na meczu Clearex - Rekord, ma spory materiał do przemyśleń. Już sam fakt, że torunianie strzelili jego zespołowi najwięcej goli we wszystkich meczach, fatalnie świadczy o defensywie gości. Na dodatek uczynił to zespół, który przed tym spotkaniem miał na koncie... najmniej goli w lidze (67, tyle samo co Pogoń, która jednak rozegrała mecz więcej). Wciąż jednak to drużyna z Chorzowa jest faworytem do ostatniego "nierozdysponowanego" kompletu medali - brązowych. Bez oglądania się na czającego się za plecami Orła Jelcz-Laskowice wystarczy, by Clearex dwa ostatnie mecze wygrał. A być może nawet tylko jeden, jeśli w poniedziałek beniaminek po raz czwarty w tym sezonie przegra w Bielsku.