Kamil Naparło: Wolę nie myśleć, co by było, gdyby nie futsal fot. (torunfc.pl)

Kamil Naparło: Wolę nie myśleć, co by było, gdyby nie futsal

Kamil Naparło wygryzł ze składu Nicolae Neagu i widać, że decyzja trenera Łukasza Żebrowskiego nie była błędna, Czemu między słupkami pojawił się dopiero w drugiej rundzie i czy czuje presję związaną z oczekiwaniami publiczności, które przez lata spełniał Mołdawianin?

Kamil, czemu dopiero w połowie sezonu pojawiłeś się na parkiecie?

Powodem mojego tak późnego dołączenia do chłopaków była kontuzja ręki; dokładnie miałem problem z więzadłem w nadgarstku. Tuż przed rozpoczęciem sezonu przeszedłem operację, przez którą nie mogłem grać a problemy z dłonią trwały dłużej niż zakładałem. Pierwotnie miałem na parkiet wrócić w listopadzie, ale wyszło tak, że do bramki wszedłem dopiero pod koniec stycznia. Nie oznacza to, że pierwszą rundę się obijałem. Budowałem formę, na treningach miałem cykl indywidualny, starając się wykonywać te ćwiczenia, które nie potrzebowały użycia dłoni.

Niewielu wie, ale tak naprawdę podczas I rundy Kola Neagu zastępował ciebie w bramce, a sam przed sezonem zdecydował się ograniczyć swoje treningi futsalowe.

Tak, Kola przed sezonem postanowił bardziej zaangażować się w działalność przy Elanie Toruń, gdzie jest trenerem bramkarzy. Jak widać, jest to czasochłonne zajęcie. Torunianie do samego końca walczą o awans do I ligi, ale przez to Kola nie może futsalowi poświęcić tyle czasu, co w poprzednich latach. Co do tego, że Kola mnie zastępował w bramce, to przed sezonem trener Żebrowski wziął mnie na rozmowę i oznajmił mi, że w tym sezonie to ja będę numerem jeden. Postawił na mnie i mi zaufał, przez co jak wróciłem po kontuzji, to niemal od razu między słupki.

No właśnie. Teraz jesteś numerem jeden, ale przez kilka sezonów byłeś rezerwowym, który szansę miał praktycznie tylko wtedy, gdy Neagu miał kontuzję lub był zawieszony, nie było momentów frustracji?

Z pewnością rola rezerwowego nie jest łatwa, oprócz tego, że sam musisz się przygotować do meczu, musisz też pomóc pierwszemu bramkarzowi w przygotowaniach. Do tego musisz być w ciągłej gotowości, bo tak naprawdę nie wiesz, kiedy wejdziesz do gry. Gdy dołączyłem do klubu, byłem młodym bramkarzem przed którym było wciąż dużo nauki, przez co zdawałem sobie sprawę, że to jeszcze nie mój czas, ale z biegiem lat to się zmieniało i musiałbym skłamać, jeśli powiedziałbym, że momenty frustracji się nie pojawiły. Generalnie Kola jest świetnym bramkarzem, ale też dobrym przyjacielem. Jest jednym z najlepszych, dużo od niego się nauczyłem i wiem, że gdyby nie on, to nie byłbym teraz w tym miejscu.




Nicolae, jeśli chodzi o poziom, z pewnością zawiesił wysoko poprzeczkę. Nie czujesz z tego powodu dodatkowej presji w momencie, gdy stajesz między słupkami?

Szczerze mówiąc, w ogóle o tym nie myślę. Tak jak wcześniej wspomniałem, Kola jest jednym z najlepszych bramkarzy w Polsce, o czym można otwarcie powiedzieć, ale nie czuję też, żebym swoimi umiejętnościami schodził poniżej jakiegoś poziomu, a nawet go zaniżał. Gdy wchodzę na parkiet jedyne, co dla mnie się liczy, to jak najbardziej pomóc kolegom z zespołu, tak żebyśmy na koniec wspólnie mogli się cieszyć ze zwycięstwa.

Co według ciebie powinno charakteryzować dobrego bramkarza?

Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to koncentracja. W meczu wiele się dzieje, gra się szybko toczy i golkiper nie może sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. Do tego na pewno trzeba dodać takie aspekty jak refleks, czytanie gry. Niezwykle ważna jest też dobra gra nogami. Fajnie też by było, jakby bramkarz potrafił się podłączyć pod akcje ofensywne zespołu, ale wiadomo nie każdy jest Higuitą, żeby kontrolować grę w przewadze przez niemal cały czas.

FC Toruń do ostatniej kolejki miał najmniej straconych bramek w lidze. To chyba najlepsze świadectwo dla toruńskich bramkarzy?

Duża zasługa w tym jest Koli, który w pierwszej rundzie rozgrywał fantastyczne zawody, niemal murując naszą bramkę. Swój udział ma w tym też z pewnością Dawid Wędołowski, który choćby rozegrał mecz w Gdańsku. Ja też jakąś cegiełkę do tego dołożyłem. Generalnie jednak, nie możemy mówić, że to jest zasługa tylko bramkarzy. W tym sezonie cały zespół świetnie radzi sobie w grze defensywnej, zawodnicy dają z siebie wszystko, co przekłada się na liczbę straconych bramek.

Rozmawiając z tobą, nie sposób nie zapytać o bramkę Mikołaja Zastawnika. Cały futsalowy świat się zachwycał jego „Panenką”, dla ciebie musiało być to katorgą, gdy po raz kolejny to oglądałeś.

No cóż, na początku na pewno nie było łatwo i przyjemnie (śmiech), ale jeśli chodzi o tę sytuację to naprawdę na uwagę zasługuje to trafienie Mikołaja. Zaskoczył mnie kompletnie takim rozegraniem, ale myślę, że mało który bramkarz spodziewałby się tego w takim momencie meczu i mało który miałby coś do powiedzenia przy obronie tego strzału. No cóż, chapeau bas panie Zastawnik.

Bieżący sezon jest drugim pod wodzą Łukasza Żebrowskiego. Jak oceniasz współpracę z trenerem?

Z trenerem Żebrowskim pracuje mi się świetnie, jest to profesjonalista. Pod jego skrzydłami czuję, że się rozwijam. To on na mnie postawił, wiele mu zawdzięczam. To, co cechuje również trenera, to to, że nie traktuje nas tylko jako zawodników i nasze kontakty nie ograniczają się tylko do roli trener-zawodnik. Nie jest służbistą, który tylko myśli o futsalu, ale sam często zagaduje po koleżeńsku i rozmawia na inne tematy.

Jak już wcześniej wspomniałeś, Kola oprócz kolegi z zespołu jest także świetnym nauczycielem. Teraz, gdy ma mniej czasu, czujesz na sobie obowiązek dzielenia się wiedzą z Dawidem Wędołowskim i Mateuszem Iwańskim?

Jak najbardziej. To czego nauczyłem się od Koli staram się przekazać moim kolegom z drużyny, oni też chcą się uczyć. Tak naprawdę to my wszyscy się wciąż uczymy, bo ja nie jestem alfą i omegą, z czego zdaję sobie sprawę. Chcemy rozwijać w sobie to rzemiosło bramkarskie, uczyć się tego futsalu tak, żeby z każdym dniem być coraz lepszym.

Jak większość futsalistów, swoją karierę zaczynałeś na trawie. Gdyby nie futsal, nadal występowałbyś na dużym boisku?

Wolę nie myśleć, co by było, gdyby nie futsal. Dla mnie jest to sport numer jeden, sport w którym się odnalazłem i w którym mogę się realizować. Futsalowi poświęciłem dużą część mojego życia, grę na parkiecie zacząłem za czasów nastolatka, a od czterech sezonów, czyli od momentu kiedy dołączyłem do FC, mogę powiedzieć, że trenuję futsal i szczerze mówiąc nie żałuje żadnej z tych decyzji.




Co czeka Kamila Naparłę w przyszłym sezonie?

Jestem po wstępnych rozmowach z prezesem Stasiukiem, który jasno dał mi do zrozumienia, że chce żebym tę swoją futsalową przygodę kontynuował w Pomarańczowo-Czarnych barwach, na co ja przystałem. Także myślę, że w kwestii mojej przynależności klubowej dużo się nie zmieni. Ja sam w klubie się czuję bardzo dobrze. Jest to dla mnie druga rodzina, czuję wsparcie ze strony trenera i kolegów z drużyny, mam okazję do rozwoju... Czego chcieć więcej?

Rozmawiał Filip Janowski