Polski futsal nie szanuje swojej historii fot. Aleksander Knitter (chojnice.com)

Polski futsal nie szanuje swojej historii

Na zakończenie sezonu w Pniewach fetowano setną bramkę Romana Wachuły w polskiej ekstraklasie. Była okolicznościowa koszulka z "100" na plecach, były gratulacje i okolicznościowe grafiki. Tyle tylko, że Ukrainiec w meczu z Red Devils Chojnice zanotował trafienie numer 101. Jubileuszowego gola zdobył dwa tygodnie wcześniej, w starciu z MOKS-em Słoneczny Stok Białystok. Fanfar nie było.

Takich historii jest wiele. W przypadku Wachuły jeszcze da się zweryfikować faktyczną liczbę trafień. Jest to bardzo trudne, o ile nie niemożliwe, w przypadku Mariusza Milewskiego, który w tę samą sobotę strzelił swoją bramkę nr 100 dla Gatty, ale nie wiadomo na sto procent, czy licznik zatrzymał się na 101 czy na 102 (przechodzący do Legii Warszawa zawodnik z Cleareksem zanotował hat-tricka). Ba - nawet coraz bardziej emocjonujący i niezwykle istotny dla historii polskiego futsalu pościg Daniela Krawczyka za Błażejem Korczyńskim napotyka na trudności, bo kilka lat temu zaliczono mu gola-widmo w starciu z Pogonią, ostatecznie zakwalifikowanego jako samobój. Podobnie jest i w tym roku - swoją pierwszą setkę Michał Marek sfinalizował dwa tygodnie temu dlatego, że bramkę w meczu z Red Devils, przez sędziów zapisaną w protokole jako samobój Michała Wernera, ostatecznie zmieniono po meczu na bezpośrednie trafienie Rekordzisty.

Ale nikt o tym nie poinformował. Nasz futsal ma bowiem ogromny problem z pielęgnowaniem pamięci o przeszłości. Klasycznym przykładem jest strona Futsal Ekstraklasy. Inne "zawodowe" ligi na specjalnej podstronie publikują wszystkie komunikaty z najbłahszymi decyzjami, podejmowanymi przez organ zarządzający rozgrywkami. Na stronie ekstraklasy jako "Dokumenty" możemy znaleźć za to regulamin "Ligi Typerów", zarzuconej po jednym sezonie działania. Bieżących komunikatów brak, a przecież takowe były publikowane już ponad dekadę temu, gdy Komisja Futsalu miała siedzibę w Katowicach, karty zawodników były z papieru a słowo "extranet" w potocznej mowie mogło oznaczać najwyżej szybkie działanie internetu.

Mało tego - wraz z nową odsłoną witryny FE spuszczono do kosza wszystkie statystyki od sezonu 2017/18 wstecz. A potem wyrzucono te z 2017/18. Zwróćcie uwagę - gdy będziecie wchodzić na stronę ekstraklasy, by poszukać tzw. tabeli wszech czasów, znajdziecie ją - z danymi do sezonu 2016/17 włącznie. Poprzedniego ani tym bardziej zakończonego przed chwilą sezonu nie uwzględniono. Najlepsi strzelcy w historii? Jeszcze ciekawiej - do niedawna tam również czas zatrzymał się w czerwcu 2017, a w okolicach kwietnia tę stronę... w ogóle usunięto.

Nie dowiemy się więc, ile oficjalnie Krawczykowi brakuje do Korczyńskiego. Ale spokojnie, w czerwcu 2017 klasyfikacja też pełna była błędów - ot choćby zupełnie zapomniano o Romanie Wachule, od którego zaczął się ten tekst, a który w 2017 roku miał już na koncie 80 goli. Klasyfikacja rzekomo uwzględniała tych, którzy strzelili co najmniej 70. To może policzymy jakiegoś snajpera, wchodząc w konkretne sezony? Niespodzianka - strzelców w ogóle w archiwalnych sezonach nie znajdziemy, gdy zagłębimy się dalej, niż w 2017/18. Poza danymi z 2015/16, skopiowanymi bezmyślnie z popularnego portalu 90minut. Skopiowanymi tak bardzo toczka w toczkę, że klikając w drużyny w tabeli zostaniemy przekierowani właśnie na 90minut.pl.

By nie dobijać leżącego, spójrzmy w inne miejsca. Wikipedia, jeśli chodzi o futsal, zawodzi całkowicie. Kiedyś jakiś fan Red Devils Chojnice wrzucił w nią absolutnie wszystko na temat "Czerwonych Diabłów", ale było to już dawno, a od tego czasu regularnie aktualizowana jest tylko strona o... reprezentacji kobiet. Także na stronach klubowych próżno szukać statystycznych informacji o historii, występach i strzelcach. Zdarzają się pojedyncze wyjątki, ale skoro nawet sam Rekord Bielsko-Biała prezentuje niedokładne (też zapomnieli o Wachule) i nieaktualne dane (ma własną klasyfikację wszech czasów snajperów w ekstraklasie, ale zatrzymaną jeszcze wcześniej, niż FE, bo w 2016), to zapewne nie można wymagać tego od innych. Swoją własną historię pisze portal 90minut, ale srogo może się na nim zawieść ktoś na ich danych polegający. Np. dowie się, że w sezonie 2017/18 Wachuła grał w Lex Kancelarii Słomniki, Red Dragons Pniewy i... Piaście Gliwice. O PZPN nie ma nawet co wspominać.

21 maja minęło równo 80 lat od rekordu Ernesta Wilimowskiego, który w meczu Ruch Chorzów - Union Touring Łódź zdobył 10 bramek. Osiągnięcie to do dziś nie zostało poprawione. Wilimowski strzelił jeszcze przed wojną 117 goli i do dziś wiadomo, kiedy, komu i ile. Przez to, że środowisko futsalowe zupełnie nie dba o swoją historię, my nie jesteśmy w stanie odtworzyć danych sprzed raptem kilku lat.