Jarosław Jenczmionka: Moja nota dla PZPN za całokształt współpracy to jakieś 2 na 10 punktów fot. Piast Gliwice/ Irek Dorożański

Jarosław Jenczmionka: Moja nota dla PZPN za całokształt współpracy to jakieś 2 na 10 punktów

Jarosław Jenczmionka powiedział "pas" i zrezygnował z dalszego pełnienia funkcji prezesa Gliwickiego Towarzystwa Futsalu. Powodów było kilka, między innymi brak odpowiedniej współpracy z władzami polskiego futsalu. - Moja nota dla PZPN za całokształt współpracy to jakieś dwa punkty w dziesięciostopniowej skali. Zdecydowanie za mało, by dalej użerać się z tematem, za własne pieniądze – mówi nam były już włodarz futsalowego Piasta Gliwice.




Futsal-Polska: Niedawno zrezygnował pan z szefowania Gliwickiemu Towarzystwu Futsalu. Jakby pan podsumował okres swojej prezesury? Jest coś, z czego cieszy się pan szczególnie? A może czegoś pan żałuje?

Jarosław Jenczmionka: Największym sukcesem sportowym pozostaje naturalnie przegrany, ale jednak finał Pucharu Polski, tym bardziej, że szczególnie podczas rewanżowego meczu z Rekordem byliśmy w pełni równorzędnym rywalem dla aktualnych mistrzów Polski. Mimo wszystko, wyżej cenię sobie jednak sukces organizacyjny, jaki klub pod moimi rządami odniósł, między innymi w aspekcie marketingowym. Wielkim wyzwaniem dla nas była organizacja spotkań oraz gra – jako pierwszy klub w historii – na parkiecie hali „Arena”. Długą drogę przebyliśmy od momentu, gdy zaczęliśmy grać pod marką Piasta, aż do zakończenia poprzedniego sezonu. Myślę, że nasze mecze przyciągały na trybuny setki kibiców, nie tylko ze względu na możliwość zobaczenia w akcji najlepszych futsalowych drużyn w kraju, ale także dlatego, że były to po prostu świetnie zorganizowane imprezy, z mnóstwem dodatkowych atrakcji. Wielka to zasługa ludzi, którzy w ostatnich latach współtworzyli Piasta i chyba to właśnie oceniam szczególnie pozytywnie. Czy czegoś żałuję? Pewnie tego, że nie udało się nam zdobyć także medalu w ekstraklasie. Cóż, tak bywa, sport to zawsze ryzyko. Kto wie – może jeszcze kiedyś...

Tuż po złożeniu rezygnacji tłumaczył pan, że na taki krok wpłynęły niezrozumiałe decyzje podejmowane przez struktury futsalu w PZPN. O jakie decyzje chodzi?

To jest tak naprawdę wiele dla mnie zupełnie niezrozumiałych i jak to się teraz mówi "słabych" posunięć ludzi z PZPN. Kwestie interpretacji regulaminów, między innymi pod względem decyzji co do kar za żółte i czerwone kartki, słynne na cały kraj "losowanie" rozgrywek pucharowych z myleniem nazw klubów i nie tylko, klucz oraz sposób powołań zawodników do reprezentacji kraju, wiele niesmacznych, a czasem wręcz żenujących rozmów, które musiałem odbywać i które bardzo rzadko kończyły się naprawdę pozytywnym podejściem moich rozmówców do tematu. Reasumując, moja nota dla PZPN za całokształt współpracy to jakieś dwa punkty w dziesięciostopniowej skali. Zdecydowanie za mało, by dalej użerać się z tematem, za własne pieniądze.

Później pokusił się pan o stwierdzenie, że wspólnicy spółki Futsal Ekstraklasa także zrobili klika dużych kroków wstecz. Tutaj nawiązywał pan do systemu rozgrywek. Jaki, pańskim zdaniem, byłby optymalny?

Proste! Optymalny byłby taki, który przyciągałby na trybuny kibiców, a na bandy - i nie tylko - sponsorów. A co przyciąga ludzi do danej dyscypliny sportu? Emocje, ryzyko, zmienne sytuacje, niespodzianki, sensacje. W tym miejscu zainteresowani sami już mogą sobie odpowiedzieć, jaki to musiałby być system.

Idąc dalej, powiedział pan także, że "w ostatnim czasie miało miejsce jeszcze jedno wydarzenie, które ostatecznie przekonało pana, iż powinien pan zrezygnować". Nie doprecyzował pan jednak, o co chodzi. Czy teraz może pan już to zdradzić? Jeśli nie, kiedy zamierza pan to uczynić?

Na ten moment pozostawię to w tajemnicy i bardzo proszę to uszanować.

Konsekwentnie wypytuję o pańskie ostatnie słowa, bo przecież dobre dziennikarstwo cechuje się dociekliwością. Stwierdził pan, że w gliwickim środowisku futsalowym wciąż są ludzie, którzy niszczą je od środka. Myśli pan, że tylko odejście tych ludzi może poprawić sytuację? Jak duży jest to problem?

To jest bardzo wielki problem i tak, sądzę, że tylko odejście tych osób mogłoby uzdrowić tutaj sytuację. Dlaczego? Bo ci ludzie od bardzo dawna działają na tym polu i od lat są tacy sami, nie można więc liczyć na to, że oni się zmienią. Mnóstwo jest w tym wszystkim zawiści, patrzenia innym na ręce, zazdrości, niezdrowej rywalizacji. W takich warunkach nie da się normalnie funkcjonować, gdyż coś, co powinno nam – w założeniach – dawać radość i satysfakcję, daje nerwy oraz frustrację.

Nowym prezesem GTF został Krzysztof Bochenek, wcześniejszy wiceprezes. Jak pan myśli, poradzi sobie z nowymi wyzwaniami? Cieszy się pan, że nowy włodarz chce kontynuować pańską misję?

Bardzo się cieszę. Bo coś, co tworzyłem od lat i czemu oddałem wiele serca, będzie teraz kontynuowane. Pan Bochenek to jest naprawdę właściwy człowiek na właściwym miejscu i na pewno poradzi sobie z nowymi wyzwaniami.

Pańska firma Nbit zostaje z Piastem, ale w innym zakresie. Rozumiem, że wsparcie będzie mniejsze. Znacznie?

Nbit cały czas się rozwija, wymaga jednak również w związku z tym inwestycji. Także tych finansowych. Między innymi z tego względu wsparcie dla Piasta będzie mniejsze. Poza tym  - kto wie – może w przyszłości uda się jeszcze je nieco zmodyfikować w górę.




Czy zamierza pan jeszcze angażować się jakoś mocniej w futsal? Jeśli nie teraz, to może w przyszłości?

Jak to mówią  - nigdy nie mów nigdy. Życie więc pokaże, co przyniesie los. Na tę chwilę jednak odpuszczam sobie większe zaangażowanie w sport. Muszę odpocząć, może nieco odreagować od całego mnóstwa negatywnych emocji, jakie zafundowało mi ostatnio futsalowe środowisko.

W Piaście doszło już do kilku ruchów transferowych. Jak pan je oceni?

Nie jestem dobrym adresatem tego pytania. Od chwili, gdy zaangażowałem się w sport, nie zamierzałem udawać, że się znam na tych stricte futsalowych kwestiach. Od tego miałem fachowców – trenera, jego sztab i pozostałych ludzi w klubie. Plus zawodników oczywiście. Nigdy nie należałem do tego grona prezesów, którzy wybierają szkoleniowcowi kadrę oraz ustawienie drużyny na mecz. Nie mnie oceniać w tej sytuacji nowe transfery Piasta. Zweryfikuje je oczywiście boisko.

A co sądzi pan o rozszerzeniu ekstraklasy? Dobre dla dyscypliny czy złe?

Raczej nie za dobre. Tego typu posunięcie zwiększa liczbę meczów o nic, o tak zwaną "pietruszkę", a co za tym idzie, wpływa negatywnie na liczbę potencjalnych widzów na trybunach, co następnie ma przełożenie na finanse tychże klubów. Poza tym, przy tak małej jednak generalnie liczbie futsalowych drużyn w Polsce, zwiększanie ekstraklasy chyba jednak mija się z celem.

Chętnie poznam również pańskie zdanie na temat szkolenia w polskim futsalu, a także w środowisku gliwickim. Co pan o tym sądzi?

Jak już wspomniałem powyżej – nie jestem fachowcem od szkolenia, ciężko mi w tej sytuacji o miarodajną opinię w tym zakresie.

Trochę tych drużyn futsalowych w Gliwicach i okolicach jest. Czy rzeczywiście jest tam miejsce do tylu ekip?

Sądzę, że tak. Gdyby nie było tego miejsca, nie byłoby tych zespołów. Pewnie, że z korzyścią dla gliwickiego futsalu byłoby stworzenie jednego, silnego klubu, który mógłby walczyć o najwyższe cele w Polsce. To właśnie próbowaliśmy zrobić w Piaście, powołując go parę lat temu do życia. Niestety, to samo życie napisało zupełnie inny scenariusz, co oznacza że póki co nie ma tutaj miejsca właśnie na jeden silny klub. Jest za to na kilka innych i dopóki nie będzie zjednoczenia tutejszych ludzi, działaczy, sytuacja ta nie ulegnie zmianie.

To trochę wróżenie z fusów, ale mimo to zadam takie pytanie. Jak pan myśli, na co będzie stać Piasta w przyszłym sezonie?

Chciałbym, by na jak najwięcej. Będę trzymał za nich kciuki. Myślę, że sobie poradzą, a ta górna połówka tabeli zdecydowanie jest w ich zasięgu.

Rozmawiał Mateusz Domański