Andrzej Szłapa: W nowym roku znów powoli zaczynamy grzeszyć skutecznością fot. Constract Lubawa/ Paweł Jakubowski

Andrzej Szłapa: W nowym roku znów powoli zaczynamy grzeszyć skutecznością

Rekord Bielsko-Biała, remisując z FC KJ Toruń 3:3, stracił punkty na zakończenie pierwszej rundy ekstraklasowych zmagań. Mimo to bielszczanie są zdecydowanym liderem rozgrywek – mają 34 punkty, czyli 8 przewagi nad drugim zespołem. – Nie ma słabeuszy, z każdym trzeba grać na 120 procent – zastrzega jednak Andrzej Szłapa, trener Rekordu.

Futsal-Polska: Na zakończenie rundy jesiennej, już w styczniu, zremisowaliście 3:3 z FC KJ Toruń. To był mecz pełen walki i dramaturgii. Wydaje się, że ten wynik poniekąd odzwierciedla przebieg tego spotkania, bo obie ekipy miały sporo sytuacji.

Andrzej Szłapa: Zacznę od tego, że jak przystało na mistrza i wicemistrza, mecz był na wysokim poziomie. Wiadomo, że przyjechaliśmy do Torunia po trzy punkty. Te trzy punkty chcieliśmy wywieźć. Przeciwnik podniósł wysoko poprzeczkę i cały czas musieliśmy drzeć o wynik. Dwa razy prowadziliśmy, wydawało się, że możemy wygrać. Uważam, że jeśli chodzi o prowadzenie gry, to my mieliśmy z tego więcej. Torunianie mądrze się bronili i kontratakowali. Na pewno ten remis wywalczyli.

Mieliście szansę wygrać. Z waszej perspektywy na pewno szkoda niewykorzystanego przedłużonego rzutu karnego.

Rzut karny to jedno. Ponadto byliśmy chyba trzy razy sam na sam z bramkarzem. Bronił on bardzo dobrze. Szkoda klarownych sytuacji, bo na pewno mieliśmy ich więcej. Myślę, że w nowym roku znów powoli zaczynamy grzeszyć skutecznością. Jest to do naprawienia. Sądzę, że to kwestia tygodnia i wrócimy na dobre tory jeśli chodzi o skuteczność.




Rywale zremisowali po przedłużonym karnym. Widziałem, że wasza drużyna nie zgadzała się z werdyktem sędziów. Jaka jest pańska opinia w sprawie szóstego przewinienia?

Zawsze oceniam arbitrów i sytuacje po spokojnym obejrzeniu tego. Jedynie mogę posłuchać mojego zawodnika, który powiedział, że nie faulował. Zobaczę i wtedy będę mógł ocenić. Staram się nie robić tego na gorąco. Nie oceniam ad hoc pracy arbitrów czy gry zawodników. To się robi na spokojnie – po zobaczeniu materiału i przespaniu się z tym.

Do przerwy przegrywaliście 0:1. Co pan powiedział swoim zawodnikom w szatni?

Na pewno kluczem było przyspieszenie gry i większa determinacja. Było widać, że na drugą połowę wyszedł całkiem inny zespół. Chcieliśmy tak grać od początku. Nie udało się. Nie mogliśmy wyczuć odległości w tej hali. Druga połowa była lepsza. Oswoiliśmy się z halą i gra wyglądała dużo lepiej. Przeciwnik mądrze się bronił i na pewno nie było łatwo.

Torunianie czymś was zaskoczyli?

Nie. Grali tak, jak zawsze z naszym zespołem. Spodziewaliśmy się, że raczej się cofną i będą nastawiali się na kontry. Kilka razy doszli do pressingu. Rozmawialiśmy też o tym, że może być taka sytuacja. Torunianie grali tak, jak zwykle. Niestety, nie udało nam się wywieźć trzech punktów. Mam nadzieję, że na naszym parkiecie odnotujemy zwycięstwo.

Pierwsza runda za nami. Jak pan ją podsumuje?

Na pewno to była rewelacyjna runda. Przegraliśmy tylko jeden mecz na wyjeździe, a jeden zremisowaliśmy. Mamy dość dużą przewagę, więc jakiś komfort jest. Nie będziemy grać pod presją, choć w każdym spotkaniu chcemy spisywać się jeszcze lepiej. Nie powiem, że to była wpadka, ale na pewno było nas stać na więcej w Lidze Mistrzów. To był taki przerywnik w naszej grze w lidze. Tutaj oczekiwaliśmy od siebie więcej. Trafiliśmy na godnych rywali. Grupa była naprawdę trudna. W lidze pokazaliśmy, że jesteśmy mocni. Wysoko wygrywamy. Tracimy mało bramek, najwięcej strzelamy. Nie mam większych uwag do drużyny. Na pewno jest jakiś niedosyt po meczu w Toruniu. Chcieliśmy kontynuować serię zwycięstw, ale ie można mieć wszystkiego. Liczymy się z tym, że jakaś strata punktów musi być.

Czy wyróżniłby pan jakichś zawodników w lidze po tej pierwszej rundzie?

Trudno powiedzieć. Na pewno bardzo podoba mi się zawodnik z Constractu Lubawa. To Pedrinho, fajny chłopak. Wniósł ożywienie do naszej ligi i robi różnicę. Myślę, że poza tym nie ma żadnych zaskoczeń. Ja cieszę się z tego, że mój zespół i moi zawodnicy są w wysokiej formie. To jest dla mnie najważniejsze. Tak jak jednak mówię, Pedrinho jest zawodnikiem, który robi różnicę.

A jeżeli chodzi o wasz zespół – ktoś zasługuje na szczególną pochwałę?

Uważam, że cały zespół pracuje ciężko na treningach i przekłada to na mecze. Wszyscy dają z siebie wszystko i pracują na wynik. Nie chcę personalnie wyróżniać, bo wszyscy są w dobrej formie i się starają. Mamy mocny i doświadczony zespół, połączony z młodzieżą. Nie mam uwag do żadnego zawodnika. Wręcz musiałbym każdego pochwalić, że robi to, co do niego należy. Zresztą widać to po tabeli.




Plany, marzenia i cele na ten 2020 rok?

Na pewno planem numer jeden jest Mistrzostwo Polski. Chcielibyśmy to powtórzyć z poprzednich lat i kontynuować serię. Może powiem bardziej o tym półroczu - chcemy powalczyć również o trofeum w Pucharze Polski, by kontynuować serię, która liczy już osiem pucharów z rzędu. Wiemy, że nie możemy mieć wszystkiego, więc nie będziemy załamywać rąk, jeśli nie zdobędziemy pucharu. Celem numer jeden jest oczywiście mistrzostwo Polski. Ponadto, w kontekście drugiego półrocza, my, jako sztab szkoleniowy i klub, myślimy o Lidze Mistrzów w przyszłym roku, by się na nią wzmocnić. O ile będziemy mistrzem Polski, chcemy zdziałać tam coś więcej i godnie reprezentować polski futsal – pokazywać, że Polska jest silna w zespołach klubowych.

Rekord jest uznaną marką w świecie polskiego futsalu. Na pewno czujecie presję z różnych stron, by osiągać jeszcze lepsze wyniki, szczególnie na arenie międzynarodowej.

Wiemy, jakie są oczekiwania. Staramy się robić swoje. Sami zrzucamy z siebie presję i nie patrzymy na to, co się dzieje. Oczywiście doceniamy, że każdy na nas liczy. Jeśli gramy w Lidze Mistrzów, to chcemy godnie reprezentować polski futsal. Wiemy, że są oczekiwania, presja na nas jest w każdym meczu. Każdy oczekuje od nas już nie tylko zwycięstw, ale wysokich triumfów. Do tego dążymy. Chcemy grać widowiskowy i skuteczny futsal. Wiemy, że każdy zespół się na nas nastawia i szczególnie przygotowuje się do meczów z Rekordem. Każdy chce utrzeć nosa wielokrotnemu mistrzowi Polski. To dla każdego sukces i wydarzenie, jeśli zabierze się nam punkty.

Czy pańskim zdaniem poziom w ekstraklasie wzrósł, jest taki sam, czy może się obniżył?

Myślę, że poziom wzrósł, a przede wszystkim stał się bardzo wyrównany. Za naszymi plecami sześć drużyn walczy o medale. Widać, że poziom jest wyrównany. Regularnie wygrywając, buduje się przewagę. To żeśmy udowodnili. Nie ma słabeuszy, z każdym trzeba grać na 120 procent, żeby zdobyć punkty. Uważam, że poziom delikatnie wzrósł i się wyrównał.

Rozmawiał Mateusz Domański