Łukasz Biel: Nie spodziewaliśmy się tak łatwego meczu fot. Rekord Bielsko-Biała/ Paweł Mruczek

Łukasz Biel: Nie spodziewaliśmy się tak łatwego meczu

Łukasz Biel musiał wykazać się ogromną cierpliwością. Bardzo długo czekał na powrót do gry w barwach Rekordu Bielsko-Biała. Gdy już otrzymał szansę, pokazał się z najlepszej możliwej strony. W ostatnim meczu przeciwko AZS UŚ Katowice, w którym Rekord wygrał aż 18:1, nasz rozmówca strzelił sześć bramek. – Mój rekord został podwojony – zauważa Biel.

Futsal-Polska: Jak to jest znokautować przeciwnika 18:1?

Łukasz Biel: To był ciekawy mecz, z mojej perspektywy Katowice całkowicie poddały się po bramce na 3:0. Zdarzało się nam już wcześniej wysoko wygrywać, więc nie jest to dla nas nowość. No może rozmiar wygranej tak, ale styl i parcie na kolejne gole, to nasze cechy przewodnie. Jeśli mamy okazję wygrać 10:0, to robimy wszystko, aby tak było. Nie stosujemy taryfy ulgowej i przy prowadzeniu na przykład 5:0 nie spuszczamy z tonu. Naszym nadrzędnym założeniem na każdy mecz jest wyjść i grać tak samo od pierwszej do ostatniej minuty, czego z reguły rywale fizycznie nie wytrzymują.

Pan w meczu z AZS UŚ ustrzelił aż sześć bramek. Niesamowity wynik, gratuluję. Czy w przeszłości udało się panu już coś takiego zrobić?

Wynik fantastyczny. Ciężko będzie to powtórzyć, bo myślę, że ciężko strzelić 6 goli w B-klasie na dużym boisku, a co dopiero w najwyższej klasie rozgrywkowej. Moim najlepszym wynikiem były trzy gole w jednym spotkaniu, bodajże w trzech meczach udała mi się taka sztuka. Także mój rekord został podwojony.




W poprzedniej rundzie przegraliście z AZS UŚ. Czy to właśnie chęć rewanżu poniosła was po taki rezultat?

Nawet w szatni po meczu rozmawialiśmy, że w życiu nie spodziewaliśmy się tak łatwego meczu. Liczyliśmy na głęboką defensywę i szybkie kontry przeciwników, a oni jakby całkowicie oddawali nam pole gry. My to skrzętnie wykorzystywaliśmy. Oczywiście, że zadra była. Niewielu klubom udaje się z nami wygrać, także Katowicom wystarczył zaledwie remis, żeby móc cieszyć się z lepszego bezpośredniego bilansu w tym sezonie w meczach z nami.

 Byliście zaskoczeni postawą AZS UŚ? Katowiczanie nie postawili się wam prawie wcale...

Tak jak wspomniałem, grali słabo, nam też sporo wychodziło. Jednak jakby ktoś analizował, to spokojnie mogliśmy jeszcze parę bramek strzelić, jak i stracić. Także wesoły futsal w Cygańskim Lesie. Fajna sprawa dla kibiców, szczególnie dla mojej rodziny, która na żywo mogła zobaczyć mnie w akcji, jak i ten niecodzienny mecz.

Pan wraca do gry po kontuzji. Wszystko jest już w porządku czy odczuwa pan jakiś dyskomfort?

Po kontuzji to ja wróciłem 3 listopada na mecz z Chojnicami w czwartej kolejce. Nie mogłem się przedostać w hierarchii naszego zespołu do góry. Ciężko się przyznać, ale w wyjściowej ósemce zagrałem pierwszy raz dopiero w poprzedniej kolejce z Clearexem. Czyli po kilkunastu meczach. Długo czekałem na swoją szansę, bardzo długo. Ale jak już wszedłem, to mam nadzieję, że trener jak i zarząd są zadowoleni z mojej postawy. Kibice przypomnieli sobie o mnie w najlepszy możliwy sposób, poprzez bramki. Ciężko zauważyć zawodnika, który siedzi na ławce. Kontuzja była pokłosiem niewyleczonych poprzednich urazów, ale mam nadzieję, że do końca sezonu nie opuszczę ani jednego treningu czy meczu.

Rekord pewnie mknie po mistrzostwo Polski. Czy można powiedzieć, że jesteście w optymalnej formie? Czy mimo tych świetnych wyników nadal macie jakieś uwagi do swojej gry?

Na treningach cały czas doskonalimy swoje mocne strony. Jest tego sporo. Trenujemy półzawodowo, we wtorek dwa razy dziennie. Podczas przedmeczowych analiz głównie zwracamy uwagę na swoje błędy, a nie na grę przeciwnika. Staramy się narzucać swój styl, a nie dostosować się do przeciwnika. Jesteśmy w optymalnej formie i mocno wierzę w to, że już za kilka kolejek będziemy świętować mistrzostwo kraju, jak i obronę Pucharu Polski.

W czym tkwi sekret waszej rewelacyjnej postawy? To zasługa taktyki, atmosfery czy może czegoś jeszcze innego?

Wydaję mi się, że stabilność składu oraz zgranie to nasze najmocniejsze strony. Nasza pierwsza czwórka gra ze sobą praktycznie trzy lata. Trener mało rotuje w wyjściowych czwórkach i jest to naszą siłą. Jeśli jednak ktoś wejdzie, to nie widać zbyt dużej różnicy, bo na treningach jesteśmy dzieleni na dwie szóstki, a nie trzy czwórki.




Kogo uważa pan za najgroźniejszego przeciwnika dla Rekordu w tym sezonie?

Wydaje się, że walka rozstrzygnie się w ostatnich kolejkach. Ciężko powiedzieć, kto jest najmocniejszym przeciwnikiem, bo mamy już dość sporą przewagę nad resztą stawki. Ciężkie mecze na pewno są z Clearexem, Toruniem, Orłem czy Gattą.

Jak to w ogóle jest grać w takim zespole jak Rekord? Wyobraża pan sobie zamienienie bielskiego klubu na inny?

Sport jest nieprzewidywalny. Życie może się różnie potoczyć, gram w Rekordzie od 17 lat, ale kończy mi się w czerwcu kontrakt i zobaczymy, co ustalimy wspólnie z zarządem. Mamy się spotkać pod koniec tego miesiąca i porozmawiać o mojej przyszłości. Jeździłem już codziennie na Śląsk na treningi z Bielska, więc ta odległość nie jest jakąś przeszkodą. Jednak tak jak mówię, tutaj jest mój dom, tutaj mieszkam i pracuję, i tutaj gram w piłkę. Na razie wszystko jest dobrze.

Co pan sądzi o pozycji polskiego futsalu? Idziemy do przodu czy zatrzymaliśmy się w rozwoju? A może jest regres?

Trudne pytanie, gdzieś krok po kroku się rozwijamy, jednak dla mnie osobiście smutne jest to, że nasza dyscyplina jest tak śmiesznie traktowana i słabo rozpoznawalna w ludzkiej świadomości. Jak ktoś się mnie zapyta, jaką dyscyplinę sportu uprawiam, odpowiadam - futsal. Reakcja jest z reguły ta sama - co to jest? No i trzeba tłumaczyć, że piłka nożna w hali; ciężko im uwierzyć, że z tego można się utrzymywać. Dodaję im, że jesteśmy hegemonem polskich parkietów, kilkukrotnym złotym medalistą oraz zdobywcą Pucharu Polski. Wtedy wpadają w osłupienie. Trzeba ludzi uświadamiać, że jest to piękna dyscyplina sportu. Michał Kubik zawsze mówi, że jak już kogoś zaprosił na futsal, to on już tutaj został na dłużej.

Ostatnio dużo mówi się na temat wprowadzenia systemu VAR. Są głosy, że to bez sensu, bo może zabić dynamikę, za którą tak bardzo kochamy futsal. A jakie jest pańskie zdanie?

Na dużym boisku nie wyobrażamy sobie już futbolu bez VAR, początki też były trudne. Myślę, że u nas trzeba to tak wprowadzić, aby nie zabijało to dynamiki naszej dyscypliny. Jeden lub dwa „VAR-y” na mecz i koniec. Mam nadzieję, że to pomoże.

Futsal to dla pana całe życie i traktuje pan tę dyscyplinę zawodowo czy jest inaczej?

To nie jest moje całe życie, kiedyś było, ale już nie będzie. Podporządkowywałem wszystko pod futsal. Futsal kiedyś się skończy, a rodzina i przyjaciele będą przy nas zawsze. Jestem półzawodowcem, trenuję oraz prowadzę własną firmę, zajmującą się ogólnie nieruchomościami. Kontuzja i czas spędzony w domu zmieniły mój pogląd na temat futsalu o 180 stopni. Wiele rzeczy sobie uświadomiłem i poukładałem w głowie. Pozostaną fajne wspomnienia i relacje ludzkie, jednak prawdziwe życie toczy się poza parkietem.

Rozmawiał Mateusz Domański