Sebastian Bednarz: Obecnie gra w ekstraklasie to tylko wydatki i kary fot. archiwum prywatne/ Jarosław Frąckowiak

Sebastian Bednarz: Obecnie gra w ekstraklasie to tylko wydatki i kary

Nie potrafię nauczyć się żyć z poczuciem, że futsal jest dyscypliną niszową – jest dyscypliną zwyczajnie za mało propagowaną, promowaną, ale nie niszową - ocenia Sebastian Bednarz, prezes Acany Orła Jelcz-Laskowice, w obszernym wywiadzie, jakiego udzielił portalowi Futsal-Polska.pl.

Futsal-Polska: Pana zdaniem rozgrywki ekstraklasy zostaną jeszcze w tym sezonie wznowione?

Sebastian Bednarz: Patrząc z punktu widzenia, w którym momencie zostały zastopowane i ile meczów zostało do końca, to chyba każdy by chciał, by tę rywalizację na finiszu rozstrzygnąć na parkiecie Ale obiektywnie patrząc, szanse na taki finał są minimalne - raczej w tym sezonie na parkiet nie wybiegniemy. Jaki będzie tego finał to zobaczymy.

Jak bardzo przerwa odbija się na finansach i kondycji waszego klubu?

Zdecydowanie zawieszenie rozgrywek nie pomaga . W miesiące od marca do czerwca staramy się budować siatkę partnerów oraz zachęcać nowe przedsiębiorstwa i osoby do wsparcia klubu. Niestety, sytuacja z COVID-19 może nas dotknąć za chwilę - bo na pewno dotknie sportu bardzo mocno.




Mimo braku możliwości rozgrywania spotkań, staramy się korzystać z innych form promocji klubu i dyscypliny, choć rzeczywiście ciężko w tej chwili jest myśleć o sporcie czy o sponsoringu, gdy nie wiadomo, jak mocno firmy odczują epidemię.

A dotacje z samorządu? Nie są zagrożone lub nie słychać, że będą mniejsze?

W tym roku już chyba nie, choć zdajemy sobie sprawę, że epidemia może również wpłynąć na wspieranie sportu przez samorządy.

Czy kluby ekstraklasy w tym trudnym czasie kontaktują się ze sobą i rozmawiają o przyszłości? I czy spółka FE konsultuje z wami swoje plany?

Prezes spółki wysłał do klubów prośbę o wypowiedzenie się w temacie sposobu i formy dokończenia sezonu, formy spadków, awansów itp. Niestety, nie doszło do żadnej burzy mózgów – np. wideokonferencji, podczas której moglibyśmy wymienić się uwagami i problemami. Oczywiście mamy jako prezesi klubów kontakt ze sobą - było wiele telefonów i rozmów o sytuacji w różnych miastach gminach. Ale jeszcze żadnej „tarczy antykryzysowej” spółka nam nie zaproponowała.

A jakiej „tarczy” by oczekiwał Orzeł?

O tej „tarczy” mówię tak trochę ironicznie, ale patrząc na sytuację, która dotknęła polski sport i zapewne mocno dotknie kluby futsalu, to chciałbym, aby spółka wsparła kluby czymś więcej, niż opłata za komentatora meczów w czasie transmisji internetowych.

Jakie jest wasze zdanie dotyczące formy rozliczenia sezonu, jeśli nie będzie już możliwości wznowienia gry?

Sytuacja, w której się znaleźliśmy, nie ma idealnego rozwiązania. Nawet gdyby rozgrywki miały zostać dokończone, to i tak byłyby to całkiem inne zespoły, po długiej przerwie bez treningów . A co zrobić, jeżeli nie wznowimy rozgrywek? Jedno chyba jest pewne i nie podlega dyskusji - mistrza Polski już dawno poznaliśmy (śmiech).




Uważam, że co byśmy nie zrobili, i tak znajdzie się ktoś, komu się to nie spodoba. Ale na pewno nie powinno być spadków z ligi. Kto awansuje, to już wyższa matematyka, gdyż w obu grupach I ligi sytuacja jest bardzo ciekawa. Z niecierpliwością czekam na rozstrzygnięcie tych decyzji.

Płacicie zawodnikom i sztabowi normalnie czy już renegocjowaliście umowy?

Staramy się wypłacić całość wynagrodzeń, choć w obecnej sytuacji prawdopodobnie będziemy mieli drobne poślizgi terminowe.

Wasza kadra bardzo się zmieniła w ostatnim czasie. W zeszłym roku dominowali obcokrajowcy, teraz w przerwie w grudniu pożegnaliście trzech z nich i macie bardzo krótką ławkę. Dlaczego?

Rzeczywiście, trzech zawodników odeszło, ale  i trzech dołączyło. Decyzje nie należały do łatwych, ale niestety kwestie ekonomiczne odegrały tu zasadniczą rolę. Pod koniec roku do grona naszych partnerów miały dołączyć dwie bardzo solidne marki, z którymi negocjowaliśmy blisko rok. Warunek był jeden - wejście do futsalu Eurosportu lub innej topowej telewizji, o czym byliśmy informowani, jako udziałowcy spółki, od marca. Sam osobiście minimum raz na tydzień kontaktowałem się z zarządem w celu potwierdzenia postępu rozmów. I niejednokrotnie słyszałem, że jesteśmy na ostatnie prostej. Niestety ta prosta okazała się zbyt długa i cały deal nie doszedł do skutku. Szkoda, bo mimo, że wiele osób z otoczenia sprowadzało mnie na ziemię, bardzo wierzyłem, że to się uda i rzeczywiście Eurosport będzie chciał pokazywać naszą wspaniałą dyscyplinę. W związku z powyższym po rozmowach z chłopakami trzech naszych świetnych Hiszpanów opuściło drużynę. Z wypożyczenia wrócił za to ogromny talent Damian Makowski , który ograł się trochę w Gredarze Futsal Team Brzeg, a podczas eliminacji MMP U-18 błysnęli Filip Turkowyd i Kacper Opatowski, którzy dołączyli do kadry Chusa Lopeza.

Oblicze zespołu zmieniło się więc całkowicie w zaledwie półtora roku - Orzeł już nie jest taki międzynarodowy, ale za to przed sezonem ściągnęliście zawodników z Polski. Jak przekonaliście Arkadiusza Szypczyńskiego, Maksyma Pautiaka i Marcina Firańczyka? Bo przecież takie transfery, przez pół Polski albo i całą, to rzadkość.

To prawda, choć jak cofniemy się o dwa lata w różnych zapowiedziach, to mówiliśmy głośno, że zależy nam, aby grało w klubie więcej Polaków. Po awansie zmieniliśmy oblicze kluby, który poszedł w kierunku profesjonalizacji. Nie jest w polskich warunkach zbudować zespół na krajowych zawodnikach, którzy chcą tylko grać w futsal. Po pierwszym, bardzo udanym sezonie, już było to łatwiejsze. Odbyliśmy wiele rozmów z kilkoma bardzo ważnymi osobami w polskim futsalu, które też nam trochę pomogły. Cieszę się, że udało się zakontraktować takich zawodników, jak Maks, Arek czy Marcin, bo to uznane nazwiska w naszej lidze. Myślę, że jednym z najważniejszych argumentów to możliwość rozwoju - możliwość trenowania pod okiem wspaniałego trenera, jakim jest Chus Lopez, i grania w hali pełnej wspaniałych kibiców w Jelczu-Laskowicach.

To jakie macie teraz plany na przyszłość?

Na pewno obecna sytuacja i stan epidemii wpłynie również na plany klubowe. Mamy świadomość, że jak za chwilę wyjdziemy z tego, przedsiębiorstwa będą starały się wrócić na właściwą ścieżkę, co wpłynie prawdopodobnie na budżety klubów sportowych, w tym również nas. Będziemy musieli edytować nasze plany, choć one zawsze są ambitne. Teraz musimy je dopasować do stanu rzeczy. Dalej chcemy liczyć się w walce o czołową piątkę i budować sieć partnerów klubowych. Wierzę, że również globalnie spółka i dyscyplina zaczną się mocniej rozwijać. Jakoś nie potrafię nauczyć się żyć z poczuciem, że futsal jest dyscypliną niszową – jest dyscypliną zwyczajnie za mało propagowaną, promowaną, ale nie niszową!

Rozumiem, że nawiązuje pan do niedawnych słów Macieja Karczyńskiego? Futsal Ekstraklasa jest za mało promowana?

A jest w ogóle?

Jest telewizja, choć o malutkim zasięgu, wszystkie mecze są na żywo w internecie, co też nie jest powszechne w różnych dyscyplinach... Jakiej promocji byście oczekiwali?

Spółka ma trochę pieniędzy na lokatach – nawiasem mówiąc rozumiem, że w obecnej sytuacji zostanie ona spożytkowana by pomoc klubom - które powinniśmy zainwestować w promocję i odpowiednie do tego narzędzia, jak mecze w lepszej telewizji, większa ich reklama, mata na meczach, nagłośnienie itp.

A kluby robią w tej kwestii wystarczająco dużo? Bo wydaje się, że jest pełne spektrum - od pełnych hal w Lubawie czy u was, po pustki i brak praktycznie jakichkolwiek działań promocyjnych w Chorzowie czy Katowicach.

Niestety to prawda. Jedne kluby starają się rozwijać marketing, zachęcać kibiców, organizować akcje, które przyciągną do hal fanów, inne nie robią zbyt wiele, oprócz gry w futsal. Pytanie, co się komu obecnie opłaca? Mając na uwadze kulawą Futsal Ekstraklasę, lepiej jest nic nie robić, tylko grać.

Nie lepiej byłoby zatem zamknąć ligę i pozwolić w niej grać tylko tym, którzy zapewnią promocję, kibiców i będą dysponować odpowiednio wysokim i zabezpieczonym budżetem?

Kierunek zawodowej ligi byłby dobry, ale chyba jeszcze nie teraz – Futsal Ekstraklasa obecnie nie daje klubom nic! Tak poważnie więc niczym nie zachęca do tego, aby walczyć o grę w niej. Sami się o tym przekonaliśmy i kolejni się przekonują. Obecnie gra w ekstraklasie to tylko wydatki i kary.

Jesteście jedynym klubem, który regularnie wysyła komunikaty do prasy, łącznie nawet ze zdjęciami. Kiedyś, za czasów gry w ekstraklasie, robił to jeszcze tylko AZS UG. Dlaczego tak jest?

Od samego początku istnienia klubu marketing i promocja były dla nas równie ważne, jak poziom sportowy. Staramy się bardzo mocno robić to profesjonalnie, aby każdego tygodnia były o klubie informacje prasowe w lokalnych mediach. To buduje markę, kreuje jakość i wpływa na wartość marketingową. A dlaczego niewiele klubów to robi? Jak mówiłem - po co, skoro wystarczy być dobrym w samym graniu?

Publikowaliście nawet na Facebooku tygodniowe raporty z publikacji medialnych o Orle. Co z nich wynikało, jak radziliście sobie na tle innych zespołów, z mniej „niszowych” dyscyplin?

Cały czas monitorujemy informacje medialne o klubie. Jest to dla nas ważny element strategii marketingowej i daje czytelne liczby podczas rozmów z potencjalnymi sponsorami. Obserwuję oczywiście i staram się porównywać z innymi klubami, reprezentującymi sporty halowe, ale ogromny wpływ na te wskaźniki ma przede wszystkim poziom dyscypliny. A nasza, w porównaniu do innych, jest trochę z tyłu.

Jak bardzo „trochę”?

Wystarczy zobaczyć na ligi halowe - która z poważnych lig nie ma sponsora tytularnego ? Nie mogę takiej znaleźć. Mamy fantastyczny sport - megadynamiczny, atrakcyjny dla kibica, świetny do oglądania. Potencjał mamy prze ogromny. Mam jednak wrażenie, że sami nie do końca chcemy go wykorzystać, sami nie chcemy rozwoju.

Rozmawiał Jakub Mikulski