Wacław Rekść: Futsal jest dostrzegany i idziemy w dobrym kierunku fot. MOKS Słoneczny Stok Białystok/ Maciej Gilewski

Wacław Rekść: Futsal jest dostrzegany i idziemy w dobrym kierunku

- Mam duże obawy odnośnie przyszłego sezonu - mówi Wacław Rekść, prezes klubu MOKS Białystok. Członek Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN oraz członek Rady Nadzorczej Spółki Futsal Ekstraklasa uważa, że w najwyższej klasie rozgrywek będzie problem ze skompletowaniem 14 zespołów.

Futsal-Polska: Panie prezesie, przed zawieszeniem rozgrywek ekstraklasy pańska drużyna całkiem dobrze zaczęła sobie poczynać. Zdobywaliście ważne punkty i wyszliście poza strefę spadkową. Wstrzymano gry ze względu na epidemię. Jak pan widzi dalsze losy zespołu oraz całościowej rywalizacji ekstraklasowych rozgrywek?

Wacław Rekść: Tak, to prawda, ostatnie mecze przed zawieszeniem rozgrywek układały się po naszej myśli i wszystko szło w dobrym kierunku. Ale niestety nie było nam dane dokończyć sezonu i mam ogromne wątpliwości, czy będzie ku temu szansa. Co do dalszych losów zespołu i rozgrywek, uważam, że sezon 2019/2020 powinniśmy uznać za zakończony i myśleć o następnym. Jest to niestety najbardziej prawdopodobny scenariusz. Wszystkie drużyny powinny pozostać w ekstraklasie plus drużyny awansujące z I ligi. Mam duże obawy odnośnie przyszłego sezonu. Boję się, że mimo takiego rozwiązania możemy mieć trudności ze skompletowaniem 14 drużyn. Obym się mylił. Wszystko pokaże proces licencyjny przed sezonem.




Jest pan członkiem Rady Nadzorczej Futsal Ekstraklasy. Niedawno prezes jednego z klubów FE wypowiedział się, że „obecnie gra w ekstraklasie to tylko wydatki i kary”.

Nie chciałbym komentować tego tematu. Powiem tak: decydując się na udział w rozgrywkach, każdy powinien liczyć się z wydatkami i karami również. O wydatkach - poza wpisowym i opłatą za sędziów, którą obecnie pokrywa PZPN - decydują kluby uczestniczące w rozgrywkach. O karach i ich zasadności należy rozmawiać w gremiach osób mających na to wpływ, bądź odwoływać się w przewidzianych procesach odwoławczych. Na pewno „wrzucanie” takich tematów do mediów nie rozwiązuje żadnych problemów i nie buduje dobrego wizerunku dyscyplinie. Ostatecznie można również zrezygnować z udziału w rozgrywkach, które generują tylko wydatki i kary, nic nie dając.

Można rzecz, że Białystok położony jest na rubieżach polskiego futsalu. Myślę oczywiście o położeniu terytorialnym na mapie Polski. Ale jest znaczącym ośrodkiem futsalowym w regionie. Jak bardzo takie oddalenie od centrów futsalowej Polski wpływa na klub?

Na pewno położenie terytorialne nie pomaga nam w rozwijaniu futsalu. Nie będę oryginalny, jak powiem, że mamy dwa wyjścia - wzmacniać się zawodnikami z zewnątrz albo opierać się na zawodnikach miejscowych. Każde z nich ma swoje plusy i minusy. Na pewno, biorąc pod uwagę szybki wynik sportowy, pierwsze wyjście jest lepsze. Ale trzeba mieć „kasę” i pamiętać o szkoleniu młodzieży na przyszłość. Drugie wyjście to żmudna praca od podstaw i nadzieja, że kiedyś osiągniemy zamierzony cel. Do tego potrzebna jest determinacja zawodników i sztabu szkoleniowego. Na dziś bliżej nam do wersji drugiej, za co muszę w tym miejscu podziękować trenerom oraz zawodnikom.

Prezes Janusz Szymura, prezes Maciej Karczyński, przewodniczący Adam Kaźmierczak, czy wiceprzewodniczący Grzegorz Morkis mają, jak sądzę, częsty kontakt decyzyjny albo konsultacyjny z władzami polskiej piłki. Z drugiej strony więcej oczekiwałbym od prezesów klubów, którzy powinni przynajmniej 2-3 razy w miesiącu przypominać się z futsalem swoim prezesom wojewódzkich struktur piłkarskich, którzy w większości zasiadają w zarządzie PZPN. Wtedy futsalowy lobbing uznałbym za realizowany. A tak zapomina się o futsalu przy ważnych decyzjach związkowych. 

Zgadzam się z panem redaktorem w stu procentach. Wszyscy powinniśmy pracować nad podniesieniem popularności, czy dla rozwoju futsalu. Nieważne, czy centralnie, czy regionalnie. Jednocześnie uważam ostatni okres pod tym względem za udany. Weryfikacja rozgrywek II lig pokazała, że praktycznie tylko w jednym województwie nie są one prowadzone. Jeżeli udałoby się uruchomić rozgrywki II ligi na szczeblu makroregionów, to - moim zdaniem - byłby największy sukces obecnej kadencji Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN. Jak dołożymy do tego ciągły rozwój rozgrywek młodzieżowych, spokojnie mogę ocenić, iż idziemy w dobrym kierunku. Ale na pewno jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, zarówno centralnie, jak regionalnie. I wszelkie kontakty są potrzebne. Działamy w związku piłkarskim i nie możemy o tym zapominać na co dzień.

Mówi się, że wielce prawdopodobnym kandydatem na przyszłego prezesa PZPN może być Cezary Kulesza. Tak składa się, że jest to działacz białostocki. Zapewne miał pan możliwość niejednokrotnie z nim rozmawiać. Czy można przewidzieć, iż po jego ewentualnej wygranej w wyborach polski futsal miałby się lepiej?

Jest to pytanie z gatunku wysokiej trudności i nieprzewidywalności racjonalnej odpowiedzi. Po pierwsze, nie znam decyzji pana Cezarego Kuleszy odnośnie kandydowania na prezesa PZPN. Po drugie, powiem tak - znam pana Czarka jako prezesa S.S.A Jagiellonia Białystok i zawsze, gdy potrzebowałem pomocy, nigdy mi jej nie odmawiał. Po trzecie, nie powiem, że jest zagorzałym kibicem futsalu, ale jak rozmawiamy o tej dyscyplinie, to odnoszę wrażenie, że jest w niej zorientowany na bieżąco. I zainteresowany wynikami oraz rozwojem.

Panie prezesie, futsal, klub, to nie jedyne pole, na którym realizuje pan społecznikowskie pasje. 

Tak. Jestem również prezesem Związku Zawodowego Nauczycieli Wychowania Fizycznego. Związek funkcjonuje na terenie 11 województw naszego kraju. Czy to pomaga? Na pewno nie szkodzi. W kontaktach z nauczycielami wychowania fizycznego i dyrektorami szkół mogę propagować futsal w szkołach. W moim województwie Szkolny Związek Sportowy prowadzi rozgrywki ligowe w futsalu szkół średnich. Uczestniczy w nich ponad 40 szkół. Jak widać zainteresowanie jest duże. Z moich rozmów wynika, że byłoby jeszcze większe po wprowadzeniu futsalu do systemu współzawodnictwa sportowego dzieci i młodzieży.




Obecny system rozgrywek ekstraklasy futsalu jest dla mnie nudny. Tak dynamiczna dyscyplina potrzebuje atrakcyjniejszego systemu. Choćby play-off.

Pozwolę sobie na polemikę. Akurat w tym roku z parkietów Futsal Ekstraklasy nudą nie wiało, może poza wyjątkiem, że ciągle brakuje drużyny, która „podłączyłaby” się do Rekordu w walce o tytuł. Aczkolwiek zdarzały się mecze, że i Rekord musiał się „napocić”. Zgadzam się natomiast, że przydałoby się wprowadzenie systemu play-off. Problem polega na tym, żeby nie „wylać dziecka z kąpielą”. W tym celu potrzebny jest konsensus, wypracowany najpierw wewnątrz spółki Futsal Ekstraklasa, a następnie porozumienie z PZPN. Przede wszystkim chodzi o to, aby uniknąć gry w środy i rozgrywki kończyć w maju, a jednocześnie porozumieć się sensownie z PZPN odnośnie terminów na reprezentację i Puchar Polski. Dlatego play-offy tak, ale sukcesywnie i z rozwagą.

Nie da się ukryć, iż w obecnej konfiguracji piłki trawiastej oraz futsalu w jednym związku ten drugi zawsze pozostanie słabszym bratem. Co należy zrobić, jakie obrać kierunki, by nie dać się całkiem zmarginalizować?

Myślę, że dziś nie powinniśmy porównywać się do piłki trawiastej, bo możemy wpaść w kompleksy. Należy sumiennie wykonywać swoją pracę jako działacze futsalowi i cieszyć się naszymi sukcesami sportowymi oraz organizacyjnymi. Promować futsal, pokazując jego walory i możliwości. Dziękować za to co otrzymujemy i na każdym kroku udowadniać, że zasługujemy na więcej. Myślę, że niedawne decyzje Zarządu PZPN dotyczące opłat sędziowskich, rekompensaty finansowej za drużyny w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski, nagród za Puchar Polski, pokazują, iż futsal jest dostrzegany i idziemy w dobrym kierunku. Jasne, chciałoby się jeszcze więcej. Dlatego nie zadowalajmy się tym, co mamy, tylko ciągle drążmy temat choćby marketingowy. Pozwolę sobie w tym miejscu na wyartykułowanie mojego największego marzenia w tym temacie, jakie kieruję do PZPN. Chodzi o transmisje meczów reprezentacji w ogólnodostępnej telewizji o zasięgu ogólnopolskim. Tego wyraźnie mi brakuje.

Mi też. Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Andrzej Hendrzak