Marcin Firańczyk: Nie chciałem się cofać czy zostać na tym samym poziomie, tylko zaryzykować
- Myślę, że zadecydowało to, iż mimo wszystko nadal stawiam na rozwój. Poszedłem do silnego klubu, jakim jest Orzeł. Na pewno chciałem się rozwijać. Choć sezon nie został dokończony, to był dla mnie naprawdę wyjątkowy czas. Przy trenerze Chusie nauczyłem się mnóstwo rzeczy. Być może nie pokazałem tego swoimi statystykami, bramkami i asystami, czy jakimiś świetnymi pokazami na boisku – stwierdził.
Były zawodnik klubów z Białegostoku i Jelcza-Laskowic przyznał również, że po prostu chciał wyruszyć poza granice naszego kraju. Nie miał konkretnego celu. - Ogólnie to szukałem różnych ofert, jeśli chodzi o ligi zagraniczne. Nie miałem ściśle sprecyzowanego miejsca. Nie będę dokładnie mówił, kto mi pomógł. Wspierało mnie kilku ludzi. Poszło to przez agencję menadżerską, którą niedługo przedstawię. Ten klub był od początku bardzo mocno zainteresowany. Ja również. Przebiegło to bardzo szybko, nie zajęło nawet tygodnia – dodał. - Była jeszcze jedna oferta z Serie C. Mogę powiedzieć tylko tyle, że to był klub z Sycylii – zdradził.
- Myślę, że wpływają na to dwie sprawy. Po pierwsze chodzi o to, że mają dużo ważnych spraw na miejscu, na przykład rodzinę. Mają dobre umowy z klubami, pracę z dziećmi, a także jakąś dodatkową pracę. Jeżeli mieliby wyjechać za granicę, musieliby dostać naprawdę solidne pieniądze, co w pełni rozumiem. Z drugiej strony pewnie dobrze jest im na własnym podwórku i boją się zaryzykować. Myślę, że to też jest ważna kwestia – podsumował Marcin Firańczyk.