Jose Gerardo: Tak się nie dało pracować
Były trener pamiętnej FC Nova Katowice w rozmowie z nami opowiada, jak został oszukany przez prezesa Adama Kaczyńskiego. Polskę wspomina jednak dobrze i chętnie wróciłby tu do pracy, której - jak mówi - nie mógł dokończyć.
Jak wspomina pan Polskę i Katowice? Trochę czasu już minęło odkąd trenował pan FC Nova, więc zdążył pan chyba nabrać trochę dystansu...
- Wspomnienia z Polski to ludzie, którzy bardzo dobrze mnie przyjęli, Katowice to i dobre do życia miasto. Co do FC Nova Katowice to był to klubem z potencjałem, ale niestety był zarządzany przez fatalną osobę.
Szybko pan zatem z Polski uciekł.
- Nie mogło być inaczej, bo prezes Adam Kaczyński nie wypłacał pensji od stycznia 2011 roku. Zresztą nie tylko pensji, bo i całej reszty uzgodnionych moich kosztów przebywania w Polsce, jak chociażby wynajęcia mieszkania. To był rok, w którym moja sytuacja stała się bardzo ciężka. Nigdy w swojej trenerskiej karierze nie doświadczyłem czegoś podobnego: zawodnicy bez pensji, bez jakichkolwiek wypłat, na dodatek zagrożenie eksmisją z nieopłaconych mieszkań... Tak się nie dało pracować.
Chętnie wróciłbym do Polski, chciałbym dokończyć pracę, którą u was zacząłem.
Zwiedził pan mnóstwo krajów w ciągu swojej kariery. Jak na tym tle przedstawia się polski futsal?
- Brakuje w Polsce strategicznego planu rozwoju futsalu, a to się przekłada na czynnik ludzki. Od modelu rozwoju do praktyki. Dobrze skonstruowany plan określałby, jakie cele na jakim etapie rozwoju należy realizować, na co kłaść nacisk. Wysoko postawione cele determinowałyby rozwój zawodników. Do tego należałoby dopasować właściwy program szkoleniowy z naciskiem na kształcenie nie tylko samych zawodników, ale także menedżerów, trenerów, sędziów, a nawet rodziców i wolontariuszy zaangażowanych w dyscyplinę. I przede wszystkim należałoby pamiętać o inwestowaniu w rozgrywki kobiet i mężczyzn, w naukę futsalu w szkołach czy uczelniach... Roboty jest sporo.
A jaki jest poziom futsalu w Chinach, gdzie pan ostatnio pracował?
- Dokładnie pracowałem w Zhaoqing Lixun Football Club. Futsal w Chinach jest młody, właśnie mało inwestuje się w treningi w szkołach i sport uniwersytecki. Brak jest organizacji i budowania rozgrywek. Piękna w futsalu w tym kraju dostarczają póki co raczej zawodnicy zza granicy. A jest ich bardzo dużo i z naprawdę wielu krajów. Sam byłem tym zaskoczony.
Czym pan zajmuje się teraz?
- Aktualnie szukam nowego klubu, bo mój dwuletni kontrakt w Chinach wygasł. Chętnie wróciłbym do Polski, chciałbym dokończyć pracę, którą u was zacząłem.
Czy ma pan jakiś ciągły kontakt z ludźmi poznanymi w Polsce?
- Tak, kontaktuję się z Marcinem Kiełpińskim, Mateuszem Bednarczykiem i Wojciechem Samojlukiem. Ale nie tylko z piłkarzami, bo także chociażby z dziennikarzem Klaudiuszem Rogowcem czy masażystą Piotrem Ślezioną.
Dziękuję za rozmowę i życzę ciekawej pracy oraz uczciwego pracodawcy.
Etykiety