Toni Corredera: Waldemar Sobota w Dremanie? W Hiszpanii byłoby to ciężkie do zrealizowania
Nie jestem zadowolony, gdy wygrywamy tylko dlatego, bo przeciwnik popełniał dużo błędów - mówi Toni Corredera, hiszpański trener Dremana Opole Komprachcice, w obszernym wywiadzie, którego udzielił Dawidowi Piechocie.
Futsal-Polska.pl: Zacznijmy od początku. Przedstawił się już pan każdemu kibicowi polskiego futsalu swoją obecnością na ławce, ale jak doszło do tego, że znalazł się pan w Polsce? Dlaczego wybrał pan ją, zamiast dalej żyć w słonecznej Barcelonie?
Toni Corredera: Znajdowałem się w takim okresie życia, w którym poczułem, że potrzebuję wielkiej zmiany – nowych wyzwań, przyjaźni czy nowej pracy. Wtedy stało się dla mnie jasne, że muszę przenieść się gdzieś za granicę. Jeden z moich wujków mieszka w Krakowie i miałem okazję go odwiedzić, więc gdy decydowałem się na konkretne miasto, wybór padł właśnie na Kraków, gdyż uznałem, że dobrze będzie mieć na miejscu kogoś znajomego, kto pomoże mi z aklimatyzacją. Co więcej – pokochałem polską architekturę oraz jej mieszkańców, kiedy tutaj przyjechałem po raz pierwszy.
Zabawne jest to, że myślałem już o tym od kilku dobrych lat, ale moja pasja do futsalu i myśl, że nie będę w stanie znaleźć żadnych futsalowych drużyn poza Hiszpanią odciągała mnie od wcześniejszego podjęcia tej decyzji.
Transmisje na żywo, mnóstwo artykułów w internecie, fotoreportaże, sponsoring, promocja w mediach społecznościowych... Kluby naprawdę dbają o każdy, nawet najmniejszy detal
Kiedy już znalazłem się w Polsce, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony poziomem organizacji futsalu – gdybym wiedział o tym wcześniej, prawdopodobnie szybciej bym tu przyjechał. Ale z drugiej strony cieszę się, że przyjechałem tu z dużym doświadczeniem z hiszpańskich parkietów, które z kolei pozwala mi stawiać czoła aktualnym sportowym wyzwaniom.
Rozumiem, że nie żałuje pan tej decyzji, prawda? A skoro jesteśmy przy poziomie organizacji futsalu w Polsce – co najbardziej pana tutaj zaskoczyło? Inną sprawą jest to, że ta dyscyplina jest tutaj wciąż naprawdę niszowa, pomimo że sporo większych klubów zakłada swoje sekcje. Czy myśli pan, że to najlepsza opcja do promocji futsalu, czy coś więcej powinno być zrobione w tej kwestii?
Ani trochę nie żałuję. Jak już powiedziałem, moim głównym celem przeprowadzki do Polski był rozwój jako osoba oraz nowe wyzwania, i to właśnie robię. Bardzo dojrzałem od swojego przyjazdu i niespodziewanie mogę robić to, co najbardziej kocham – być trenerem futsalu. Oczywiście, pojawiają się pewne trudności w życiu codziennym, przede wszystkim bariera językowa, czy inny klimat, ale generalnie jestem tu bardzo szczęśliwy.

fot. Paweł Jakubowski / Constract Lubawa
Początkowo byłem zaskoczony dwiema rzeczami. Pierwsza z nich to fakt, że polski futsal to nie tylko ekstraklasa. Spodziewałem się jednej, pół-profesjonalnej ligi, więc obecność także pierwszej i drugiej ligi, a teraz nowo utworzonej CLJ U-19 przerosła moje oczekiwania. Drugą rzeczą jest ogromna pasja i poświęcenie, jakie można spotkać na każdym szczeblu rozgrywkowym. Ponadto transmisje na żywo, mnóstwo artykułów w internecie, fotoreportaże, sponsoring, promocja w mediach społecznościowych... Kluby naprawdę dbają o każdy, nawet najmniejszy detal. Cieszy mnie też ogólny stan polskiego futsalu, a także to, że przyciąga do hal sporą liczbę widzów.
Co do większej promocji futsalu w Polsce – moim zdaniem dobrze by było, gdyby transmisje z ekstraklasy były darmowe i dostępne dla każdego, bez względu na kraj, z którego widz aktualnie ogląda, bez potrzeby obecnej weryfikacji kont.
Zaczął się pan uczyć się polskiego, aby troszkę tę barierę pokonać? Wydaje się, że „język boiskowy” jest najłatwiejszy do opanowania? Chciałem również zapytać o pana pierwszy zespół tutaj w Polsce – AZS UEK Kraków. Przyjechał tu pan jako kompletnie anonimowy Hiszpan, więc co takiego sprawiło, że Daniel Bukalski tak szybko panu zaufał? Czy to duże doświadczenie jako trener, czy może wizja treningów i sposobu gry?
Tak, uczę się polskiego od około sześciu miesięcy i zdążyłem już załapać pewne podstawy, ale przede mną jeszcze daleka droga. Sami zawodnicy na treningach uczą mnie polskich wyrażeń, a ja także uczę ich hiszpańskich słówek... Ale tak, to prawda – boiskowy język jest dużo prostszy.
Sam nie wiem, co spowodowało, że Daniel Bukalski we mnie uwierzył, ale dobrze pamiętam, że od samego początku poczułem między nami mocną więź, a także to, że mamy bardzo podobne osobowości, więc być może Daniel miał to samo przeczucie. Jestem szczęśliwy, że UEK był moim pierwszym klubem, który poprowadziłem w Polsce. W trakcie okresu, gdy byłem asystentem trenera, powoli chłonąłem wiedzę, jak działa tutaj futsal, a także mogłem wykrzesać z zawodników ich pewność siebie, znaleźć ich mocne i słabe strony. Jestem przekonany, że gdyby nie to, popełniłbym o wiele więcej błędów już jako trener.
Prawdą jest, że daliśmy radę rywalizować na dobrym poziomie pomimo utraty kilku zdolnych zawodników, ale powodem tego jest to, że UEK jest jak wielka rodzina – nikt nie czuję się bardziej lub mniej ważny od reszty, więc jeden czy dwóch graczy mniej nie powoduje widocznej różnicy w ich formie. Miałem tam zawodników, którzy harowali na 100 proc. swoich możliwości na każdym treningu, wierzyli w to, czego chciałem ich nauczyć, a także prezesa, który pozwalał mi pracować w całkowitym komforcie. Czułem się tam wspaniale i jestem dumny, że było to wszystko widoczne także na parkiecie.
Rozumiem, że dobre relacje z Danielem i całą szatnią sprawiły, że decyzja odejścia z klubu w poszukiwaniu kolejnych celów była dużo cięższa? Ale powiedzmy sobie szczerze – hiszpański trener sportu, który jest w jego kraju bardzo popularny, przy okazji bardzo doświadczony jak na swój wiek, będzie łakomym kąskiem dla klubów z wyższej klasy rozgrywkowej. Co sprawiło, że zdecydował się pan na objęcie sterów akurat w Dremanie?
Zgadza się. Opuszczenie UEK-u było prawdopodobnie najcięższą decyzją, jaką przyszło mi podjąć jako trener. Chciałem tam pozostać na długie lata, ale ostatecznie zadecydowałem, że chcę rozwijać karierę trenerską i spełnić moje marzenia w tej kwestii. W Hiszpanii mamy takie powiedzenie – są pociągi, które przejeżdżają tylko raz, a pociąg o nazwie Dreman był dla mnie bardzo motywujący. Najważniejszym powodem było to, że klub miał bardzo konkretną wizję, która pod każdym względem mi pasowała – rozwój młodych talentów, ale przy tym będąc w stanie nawiązać walkę z każdym.
Byłem zachwycony pomysłem, który przedstawił mi zarząd i od razu poczułem również, że doskonale wiedzieli o tym, jakim typem trenera jestem. Telefon otrzymałem nie bez powodu – można było odczuć, że znali mnie już na tyle, żeby uwierzyć, że jestem odpowiednim człowiekiem do tego projektu. Dla mnie ważną rzeczą było to, że jak już mam dołączyć do klubu z ekstraklasy, to musi on być poukładany i stabilny, gdzie mogę pomóc i czuć się swobodnie. Takim klubem Dreman na pewno jest.
Kończąc temat AZS UEK – był pan na meczu ze Śląskiem Wrocław. To była tylko przyjazna wizyta, czy bardziej obserwacja konkretnych zawodników? Ostatecznie z Wrocławia do Opola daleko nie jest...
To była tylko przyjacielska wizyta. W tamten weekend mieliśmy przerwę w rozgrywkach w ekstraklasie - na mecz zaprosił mnie prezes UEK-u, a to zaproszenie zaakceptowałem z przyjemnością. Miło było obejrzeć bardzo emocjonujące spotkanie pomiędzy dwiema świetnymi drużynami.
Sam projekt pod nazwą Dreman zaczyna się klarować – po kiepskim starcie przyszła seria sześciu zwycięstw z rzędu. W swoim pierwszym wywiadzie po dołączeniu do opolskiej drużyny wspomniał pan, że chce, aby Opole oddychało futsalem. Czy wszystko idzie właśnie w tę stronę? Jest więcej fanów w hali, czy to jeszcze nie ten moment?
Spodziewałem się, że nadejdzie czas, kiedy zaczniemy robić dobre wyniki, biorąc pod uwagę intensywność i jakość naszych treningów. Ale drużyna również zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze niczego nie wygraliśmy i w momencie, gdy odpuścimy i za bardzo się zrelaksujemy, to nasza passa dobiegnie końca.
Lubimy zawsze przejmować inicjatywę od samego początku meczu i bardzo naciskać na rywala, bo zawsze gramy po to, żeby wygrać
Zauważyłem, że co mecz na trybunach pojawia się więcej kibiców, których ściągają do nas nie tylko zwycięstwa, ale też styl w jakim gramy. Mam nadzieję, że sprawimy, że ludzie będą jeszcze bardziej zainteresowani naszymi meczami, a przede wszystkim tym sportem. To będzie dla mnie bardziej satysfakcjonujące niż jakiekolwiek zwycięstwo czy puchar.
Co do samych treningów – czy zmienił pan w jakiś sposób swoje podejście, gdy dołączył do drużyny wyżej notowanej, czy zawsze ma swój sposób niezależny od poziomu rozgrywkowego?
Nie zmieniłem zbyt dużo – moje podejście jest zazwyczaj identyczne w każdej drużynie, którą trenuję. Oczywiście zawsze staram się dostosować do charakterystyki moich zawodników, a generalnie moje treningi opierają się na nauce podejmowania dobrych decyzji boiskowych oraz odwzorowywaniu sytuacji, które spotkają ich podczas meczów.
Co jest dla pana ważniejsze, obrona i cierpliwe oczekiwanie na błąd przeciwnika, a potem kontratak, czy ciągły atak z ryzykiem utraty bramek, mając w głowie „stracić, ale strzelić przynajmniej jedną od rywala”?
Lubimy zawsze przejmować inicjatywę od samego początku meczu i bardzo naciskać na rywala, bo zawsze gramy po to, żeby wygrać, a spekulowanie wyniku nigdy nie jest opcją. Nie jestem zadowolony, gdy wygrywamy tylko dlatego, bo przeciwnik popełniał dużo błędów – wolę, gdy moi zawodnicy pokazują ambicję oraz umiejętności, i że właśnie przez to wygrywają mecz. Nie tylko to lubię, ale to tak naprawdę najlepsza droga, by osiągnąć zwycięstwo.
Dreman ma w składzie bardzo doświadczonych graczy, nie tylko w futsalu ale też w profesjonalnej piłce nożnej. Waldemar Sobota w widoczny sposób poprawił swoje futsalowe umiejętności pod pana okiem. Czy z takimi zawodnikami pracuje się ciężej? Piłka nożna i futsal poniekąd są do siebie podobne, ale tak naprawdę bardzo wiele je dzieli, szczególnie w kwestii treningu i intensywności.
Praca z takimi zawodnikami jak Sobota jest bardziej przyjemnością niż problemem. Jego doświadczenie z większych boisk jest dla nas bardzo istotne, a jego poświęcenie dla drużyny może być przykładem dla wszystkich innych. Zgodzę się, że futsal i piłka nożna to trochę inne sporty, ale talent, ambicja, waleczność i tolerancja na stres są ich wspólnymi cechami. Uważam, że jeśli jesteś dobry w tych aspektach w jednym sporcie, w tym drugim też będziesz.

fot. Paweł Jakubowski / Constract Lubawa
Sobota to nie jedyny były profesjonalny piłkarz, który po zakończeniu kariery zdecydował się na futsal, bo ostatnio także na grę w hali zdecydował się Łukasz Trałka. W Hiszpanii możliwa jest podobna sytuacja?
W Hiszpanii byłoby to bardzo ciężkie do zrealizowania, gdyż same różnice w budżetach w piłce i w futsalu są duże. Uważam, że bardziej prawdopodobnie byłoby na odwrót – z futsalu do piłki nożnej, jak w przypadku chociażby Wissama Ben Yeddera. Ale kto wie? Byłoby świetnie zobaczyć starsze gwiazdy na parkiecie. W Hiszpanii z kolei czekamy aż Real Madryt ruszy ze swoją sekcją futsalową, co na pewno zwiększyłoby popularność tego sportu na całym świecie.
Czy dzieci w Polsce powinny być bardziej edukowane na temat zasad futsalowych? Na WF-ach gra się w hali, ale zdecydowana większość dzieci nie ma pojęcia na temat futsalu i jego przepisów.
Oczywiście, że tak. Myślę, że organizowanie futsalowych turniejów dla dzieci w Polsce podniosłoby ich poziom nie tylko w futsalu, ale także w piłce nożnej. W Hiszpanii i Brazylii działa to w taki sposób – w szkole grasz w futsal od najmłodszych lat, a potem po kilku latach sam decydujesz, czy chcesz próbować grać na boisku trawiastym, czy kontynuować grę w hali. Gra w futsal jako dziecko przynosi wiele korzyści pod względem progresu w technice, ponieważ musisz podejmować decyzje bardzo szybko, na bardzo małej przestrzeni, a także jesteś ciągle w kontakcie z piłką – to się tyczy również bramkarzy. Ponadto sądzę, że podczas zimy kibice doceniliby również oglądanie meczów w zadaszonych i ocieplonych halach (śmiech).
Utworzenie Centralnej Ligi Juniorów U-19 to dobry krok w kierunku zainteresowania tym sportem dzieciaków i ich rodziców? Czy zamierza pan również śledzić te rozgrywki na bieżąco?
Zgadzam się – utworzenie ligi U-19 to świetne wieści dla polskiego futsalu i będę oglądał mecze z wielką przyjemnością. Liczę na to, że będzie to dobry start w propagowaniu tego sportu wśród młodzieży, a wkrótce będziemy mieć również U-17, U-15 i tak dalej!
Kończąc już nasz wywiad, należy zadać ważne pytanie. Jaki rodzaj pierogów najbardziej panu smakuje?
Nie jestem wielkim fanem pierogów, zdecydowanie wolę zupy, a te z dynią są naprawdę całkiem dobre.
Rozmawiał Dawid Piechota